Deweloper chciał uratować drzewa. Teraz ma 155 tys. zł kary i kłopoty
Chcieli dobrze?
Przygotowując się do inwestycji mieszkaniowej przy ul. Sodowej, spółka deweloperska zleciła profesjonalnym firmom przycięcie i przesadzenie drzew, które rosły na działkach pod zabudowę. Deweloper przekonuje, że zapłacił za to 100 tysięcy złotych.
Nic to jednak nie dało, ponieważ drzewa zostały zniszczone albo wycięte, o czym władze poinformowało jedno ze stowarzyszeń.
a miasto nałożyło na firmę w 2022 roku cztery kary w wysokości: 2,5 tys. złotych, 35 tys. zł (w tym 25 tys. zł odroczone do 2029 roku z uwagi na to, że drzewa mogą ożyć), 46 tys. zł ( 32 tys. zł odroczone do 2028 roku) oraz 68 tys. zł do zapłaty bez zwłoki.
Wszystkie te sprawy trafiły do sądu administracyjnego.
Dura lex sed lex
W sprawie dotyczącej kar za 68 i 2,5 tys. złotych zapadły prawomocne wyroki w kwietniu 2025 roku. Sąd, badając materiał dowodowy, nie miał wątpliwości, że doszło do – w pierwszym przypadku – zniszczenia 24 brzóz, czterech czeremch oraz trzech dębów, a w drugim – wycięcia jednej czeremchy.
Postępowanie dotyczące nałożonej kary na 35 tys. złotych również zakończyło się utrzymaniem decyzji prezydenta, ale jest nieprawomocne. To dotyczące sankcji na 46 tys. złotych zostało utrzymane w Samorządowym Kolegium Odwoławczym.
Warto przyjrzeć się choćby jednemu uzasadnieniu w tych sprawach z uwagi na to, kto tak naprawdę ponosi odpowiedzialność za zniszczenie drzew. Sąd uznał, że w postępowaniach dotyczących kar administracyjnych nie bada się winy właściciela. Spółka nie może umywać rąk, wskazując na działanie firmy, której zleciła prace dotyczące redukcji koron czy przesadzeń.
Sąd odrzucił także argument, że właściciel działał w dobrej wierze, przesadzając drzewa „w celu ich uratowania”. Jak podkreślono, przepisy przewidują tzw. obiektywną odpowiedzialność administracyjną.
– Bezprawne zniszczenie drzew stanowi delikt administracyjny, w którym nie bada się stopnia zawinienia strony ani pobudek, jakimi kierowała się osoba usuwająca drzewo – stwierdził sąd.
Ukarana spółka może natomiast wejść na drogę sądową, ale cywilną, i wysunąć roszczenia wobec firm, które doprowadziły do takiego stanu.
Ratunek w najwyższej instancji
Deweloper złożył do Naczelnego Sądu Administracyjnego wniosek o wstrzymanie wykonania kar. Przekonywał, że spłata sankcji doprowadzi do utraty płynności finansowej i zachwieje prowadzonym przedsięwzięciem.
We wniosku wskazano, że poza karą zaskarżoną w tej sprawie, wobec spółki orzeczono również trzy inne administracyjne kary pieniężne – na łączną kwotę ponad 116 tys. zł.
Spółka podkreślała, że nie usuwała drzew, lecz podjęła kosztowną próbę ich uratowania poprzez przesadzenie, zlecając usługę wyspecjalizowanym firmom. Inwestor wskazał, że na same prace związane z przesadzaniem drzew wydał ok. 100 tys. zł.
NSA ocenił jednak, że argumentacja spółki nie spełnia wymogów ustawowych. Zgodnie z przepisami, sąd może wstrzymać wykonanie decyzji, jeśli jej wykonanie mogłoby wyrządzić „znaczną szkodę” lub wywołać „trudne do odwrócenia skutki”. Skarżący musi te okoliczności choćby uprawdopodobnić.
– Strona operowała jedynie ogólnymi, potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami, mogącymi dotknąć każdego podmiotu obciążonego karą pieniężną – wskazał NSA w uzasadnieniu postanowienia z końca października tego roku.
Sąd podkreślił, że spółka nie przedstawiła danych finansowych ani dokumentów potwierdzających, że wykonanie decyzji rzeczywiście zagrozi jej działalności, nie wykazano też, aby skutki miały wykraczać poza typową uciążliwość przewidzianą przez ustawodawcę.