„Digitalizacja to szansa, która nikomu nie zabierze pracy” [Rozmowa]

Kapitał intelektualny, kreatywny i społeczny. Dzięki niemu możemy się rozwijać, wykorzystywać nowe zasoby i współpracować z innymi. Brzmi tajemniczo? Po przeczytaniu poniższej rozmowy to się zmieni. O współdziałaniu ekonomii i kultury, dostrzeganiu wartości tam, gdzie inni jej nie widzą oraz dlaczego digitalizacja jest szansą dla kultury, opowiada Jan Strycharz, Dyrektor Programowy Warsztatu Innowacji Społecznych.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: Czym jest Warsztat Innowacji Społecznych?

Jan Strycharz, Dyrektor Programowy Fundacji: To organizacja pozarządowa, która stawia sobie za cel pozytywny wpływ na kapitał intelektualny, kreatywny i społeczny. Jest to wpisane w cele statutowe tej organizacji mającej formułę fundacji. To wszystko wynika z naszego zrozumienia tego, z czym społeczność krakowska czy lokalna musi sobie radzić. Aby się rozwijać, musimy stawać się sprytniejsi, co wiąże się z kapitałem intelektualnym. Kreatywny  związany jest z nowymi  możliwościami wykorzystywania zasobów, które leżą gdzieś blisko nas. Uczą dostrzegania, że coś w ogóle może być wykorzystane.  Kapitał społeczny to współpraca z innymi ludźmi, której musimy się uczyć. Postanowiliśmy uruchomić z Dawidem Sobolakiem [prezes Warsztatu Innowacji Społecznej - przyp. red.] taki byt, który będzie realizował tego typu zadania potrzebne społeczności lokalnej. Osiągnęliśmy w Polsce pewnego rodzaju próg rozwoju, którego nie przekroczymy, jeśli nie staniemy się bardziej kreatywni i nie będziemy współpracować. Do tej pory kopiowaliśmy rozwiązania z Zachodu, które sprawdziły się, ale ten model już się wyczerpał. Nie będziemy się szybciej rozwijać, jeśli nie zaczniemy kreować swoich oryginalnych rozwiązań.

Dlaczego kultura ma do spełnienia misję gospodarczą? I jak wpływa na kreatywność i przedsiębiorczość?

Z jednej strony kultura może być rozumiana szeroko, czyli jako społeczność zachowująca się w określony sposób oraz jako różnego rodzaju praktyki wchodzenia w interakcje. Jesteśmy społecznością posiadającą niski kapitał społeczny. Szczególnie w wymiarze współpracy z osobami, których nie znamy. Ufamy osobom z najbliższego kręgu, czyli przede wszystkim rodzinie. Kultura polska musi jednak wygenerować większe zaufanie do tych, których nie znamy. Bardzo szybko się męczymy, nie lubimy rozmawiać, negocjować… Dlatego w warsztatach dla młodych liderów przykładamy wagę do umiejętności słuchania, analizowania, uzgadniania. Nie zdajemy sobie sprawy, że poprzez to zgłębiamy dany problem. Pojawiają się wówczas nowatorskie rozwiązania. Przykładem są warsztaty Architects of the Future, które realizujemy od trzech lat. Jacek Santorski stwierdził, że polskie organizacje zarządzane są niczym folwark. Jest jedna osoba zarządzająca wszystkim. To taki system leadershipu, który obecnie nie jest wystarczający. Dzisiaj nie może istnieć tylko jeden lider. Powinien funkcjonować konglomerat współdziałających liderów. Pomiędzy silnymi osobowościami musi istnieć współpraca i zaufanie. Według Santorskiego obecnie brak tych czynników. Jeśli chodzi o kulturę w węższym znaczeniu, czyli  aktywność kulturalną związaną z twórczością artystyczną, chodzeniem do kina czy teatru, czytelnictwem, to jest ona równie ważna ze względu na kształtowanie wyobraźni. Może ona przełożyć się na działania biznesowe, czego przykładem jest trzecia część polskiej gry komputerowej „Wiedźmin”, która zawojowała świat. Ten przykład świetnie ilustruje twórczy biznes.

Na który trzeba mieć środki.

Oczywiście, ale podstawowym zasobem jest tutaj wyobraźnia. Nie jest ona potrzebna tylko do tworzenia czegoś z niczego. Zasoby coraz częściej stają się wirtualne, ulotne. Pomysły, idee, wiedza. To wszystko staje się zasobem i odgrywa coraz większe znaczenie. To dostrzeganie wartości tam, gdzie inni jej nie widzą i nowych sposobów ich wykorzystywania. Że mamy coś lepszego i dopasowanego do obecnych wyzwań.

Czy ekonomia i kultura mogą zatem bezkonfliktowo funkcjonować na jednej płaszczyźnie?

Oczywiście, że mogą. Jako ekonomista mam nieraz problem, współpracując z organizacjami kulturalnymi. Zazwyczaj pojawia się  nieufne podejście do ekonomistów.

Dlaczego?

Bo ekonomiści dostrzegają ograniczenia. Mówiąc o zasobach, ekonomista patrzy następująco: jest produkcja, produkt, dystrybucja, konsumpcja. Jeśli chcę coś wyprodukować, muszę mieć odpowiednie środki. Aby to wszystko funkcjonowało, musi istnieć model, który powoduje, że te zasoby są cały czas wystarczalne. Używając narzędzi dostarczanych przez ekonomię, kultura może znaleźć pewną stabilność w kwestii różnych projektów. Dzięki narzędziom ekonomii można np. zrozumieć, czy dana oferta kulturalna może pozyskać finansowanie z rynku, czy np. potrzebne jest wsparcie sponsorskie. To drugie jest szczególnie ważne dla działań awangardowych, które wytyczają nowe kierunki, jednak nie są zbyt popularne. Ale awangarda musi się uzupełniać z tym, co jest aktualnie zrozumiałe – ekonomiści, czy specjaliści od zarządzania, strategii, mogą w tym pomagać.

Czy sektor kultury oferuje wystarczającą ilość miejsc pracy? Czy osoba poruszająca się w tym obszarze musi być elastyczna pod względem umiejętności?

Na sektor kultury patrzmy szeroko. Jeżeli spojrzymy tylko poprzez pryzmat instytucji kultury, to wyjdzie wąska branża. Tam jest określona liczba miejsc pracy, zmienia się mało dynamicznie i co więcej niewiele się tam zarabia. Przynajmniej takie ostatnio dochodzą nas sygnały. Jednak istnieje przecież sektor kreatywny. Wcześniej wspomniałem o grze „Wiedźmin”, a teraz za przykład podam tu reklamę Serce i Rozum, opartą na konstruktach kulturowych. Nie sprzedała się wyłącznie jako reklama, ale i rozrywka. Można szukać zaangażowania w wielu firmach używających tych narzędzi. Budowanie scenografii, która jest potrzebna nie tylko w teatrach, na planach filmowych, ale i w … Ikei.

A co z digitalizacją? Jakie są szanse, a jakie zagrożenia?

Mówi się, że muzea będą zamykane a my będziemy wszystko oglądać wirtualnie. Dlaczego to, że zdjęcia Mony Lisy są dostępne w Internecie i innych mediach ma oznaczać, że nikt nie przyjdzie zobaczyć obrazu w muzeum? Nie powoduje to braku zainteresowania, ale jego wzrost. Wiemy, że istnieje materialny odpowiednik i chcemy go zobaczyć. Jeżeli kultura nie pojawi się w nowych mediach, to straci kontakt z młodym pokoleniem. W zasadzie ten proces już trwa. Kiedy ci ludzie dorosną, to jak zrozumieją, że te instytucje są nadal potrzebne? Kultura musi wchodzić w te kanały, bo nie wychowa sobie ludzi, którzy by tam przychodzili.

Jak zatem odbierać protesty pracowników kultury?

Jestem za tym, żeby ludzie byli dobrze wynagradzani, bo wykonują bardzo ważną pracę. Myślę, że łatwiej byłoby im wywalczyć lepsze pensje, gdyby swoją pracę ukazali przy pomocy narzędzi cyfrowych. Dotarliby wtedy do szerszych grup społecznych, wypromowali swoją działalność i zyskali naturalne wsparcie.

Istnieje zatem złoty środek?

Trzeba szukać mądrych sposobów. Nieufność wobec digitalizacji bierze się zapewne z przekonania, że zabiera ona pracę ludziom. Co więcej, jest to nowy, nieodkryty jeszcze teren. Pracownicy nie do końca rozumieją, jak to może zadziałać na ich korzyść. Jest wiele przykładów na wykorzystanie tego dziedzictwa, które nie wzbudza wątpliwości odnośnie tego, że jest dobre dla działania instytucji kultury. Cyfrowy obraz również może promować takie placówki. Przykładem jest Metropolitan Museum w Nowym Jorku, gdzie wykorzystuje się digitalizację jako narzędzie promocyjne. Musimy pamiętać, że politycy nie są historykami sztuki i trzeba mówić do nich prostszym językiem. To element negocjowania ważnego miejsca dla kultury w świecie społecznym.