Dość kurtuazji. Taka Wisła musi walczyć o najwyższe cele!
– Początkowo jedynym celem, jaki sobie założyliśmy, był awans do ósemki. Jednak wydaje mi się, że z taką grą możemy włączyć się do walki o puchary – powiedział Paweł Brożek tuż po końcowym gwizdku wygranego 3:0 spotkania ze Śląskiem Wrocław. Wygląda na to, że przy Reymonta wreszcie opadły zasłony skromności. Dziś Wisła jest jedną z głównych sił w piłkarskiej Polsce.
Zanim ktoś z Was zdąży pomyśleć, że powinniśmy szybko przyłożyć do czoła worek z lodem, dopowiemy: pamiętamy o przeciętnym, choć zwycięskim występie z Koroną. Pamiętamy o słabiutkim bilansie meczów wyjazdowych. Pamiętamy wreszcie, że drużyna ciągle wymaga wzmocnień, by rozegrać kilka spotkań z rzędu na równym, wysokim poziomie.
Pamiętamy też jednak, jak wyglądała jeszcze pół roku temu i widzimy jej ogromną metamorfozę. Przyglądając się zawodnikom Franciszka Smudy demolującym Śląsk, przypomniał nam się mecz sprzed niemal dokładnie roku. 1 grudnia 2012 Górnik Zabrze przyjechał na Reymonta 22 jak po swoje. Wdeptując Białą Gwiazdę w murawę wygrał 3:1 w akompaniamencie szydery garstki kibiców. Obok „Je…ć Messiego, my mamy tu Sikorskiego” ironicznie skandowano „Nowy kontrakt dla Garguły”.
Dziś drużyna pozbawiona latem wielu - jak się wtedy wydawało - kluczowych ogniw, przez niektórych skazywana na walkę o utrzymanie, bije klubowy rekord kolejnych zwycięstw bez straty gola na własnym stadionie (licząc wyłącznie rozgrywki ligowe). Zaś ten sam Łukasz Garguła rozpoczyna demontaż Śląska golem, a kończy cudowną asystą przy trafieniu Brożka.
– Cieszę się, że zmienił się charakter tej drużyny. Nasi zawodnicy potrafią grać w piłkę, mają wysokie umiejętności techniczne, a teraz dokładają do tego jeszcze determinację – cmoka główny architekt tej metamorfozy, Franciszek Smuda. „Guła” potwierdza jego słowa: – W poprzednim sezonie tego najbardziej nam brakowało, zwłaszcza gdy mecz się nie układał. Teraz determinacji na pewno nam nie zabraknie.
Jasne, wrocławianie sprawiali wrażenie zespołu tak bezsilnego, że nie byliby w stanie zagrozić Adamowi Michnikowi w konkursie recytatorskim. Dobrze wyglądali tylko w statystykach (21 strzałów, 9 celnych). A te, jak wiadomo, są niczym krótkie spódniczki: wiele pokazują, ale zasłaniają to, co najważniejsze. Słabe uderzenia z nieprzygotowanych pozycji nie miały prawa przerwać serii Miśkiewicza, który przy Reymonta nie wyciągał piłki z siatki od 720 minut. Nie zmienia to jednak faktu, że po kilku akcjach wiślaków (piękne podanie Chrapka poprzedzające bramkę Boguskiego!) ręce same składały się do oklasków.
Między 2 a 6 grudnia Białą Gwiazdę czekają dwa piekielnie trudne wyjazdy: do Białegostoku i Poznania. Komplet punktów jest w tym przypadku zapewne marzeniem ściętej głowy. Warto jednak przyjąć argumentację powtarzaną przez Smudę i przed przerwą zimową, gdy zespół ma zostać wzmocniony, doceniać każdą zdobycz. Pozycja wyjściowa do wiosennego ataku na najwyższe miejsca w tabeli już dziś jest bardzo dobra. Można ją tylko poprawić.
Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 3:0 (1:0)
Garguła 17’, Boguski 52’, Brożek 54’
Wisła: Miśkiewicz – Stolarski, Głowacki, Jovanović, Bunoza – Stjepanović, Chrapek – Boguski (72’ Piotr Brożek), Garguła (82’ Małecki), Guerrier (77’ Sarki) – Paweł Brożek
Śląsk: Kelemen – Pawelec, Grodzicki, Kokoszka, Ostrowski – Hołota, Kaźmierczak (59’ Stevanović) – Socha, Mila (60’ Cetnarski), Patejuk – Paixao
Sędziował: Daniel Stefański
Żółte kartki: Guerrier – Kaźmierczak, Pawelec