„Dostałem w serce”. Zemsta „Miśka” i zabójstwo, o którym Kraków nie zapomni
Oko za oko, ząb za ząb – w świecie pseudokibiców, a w rzeczywistości brutalnie rywalizujących ze sobą gangów, wcielanie w czyn tych słów co chwilę wstrząsało spokojem Krakowa. Każdy kolejny atak, bójka czy napaść z użyciem noży, siekier i maczet były formą odwetu albo zaplanowaną akcją, zgodnie z pokręconą wersją pseudokibicowskiego kodeksu Bushido, mówiącą, że aby być Sharksem, trzeba polować na kibiców innych drużyn. Śmierć „Człowieka” na początku również miała być tylko wyrównaniem rachunków.
„Ryba” bez ręki, „Misiek” w szpitalu
30-letni Tomasz Cz., ps. Człowiek, był uważany za drugiego w hierarchii – po „Metalu” – w grupie pseudokibiców Cracovii. Wsławił się równie bezwzględną brutalnością jak jego oprawcy. Brał udział w atakach, podczas których krew lała się gęsto. W jednym z nich rękę stracił jeden z wyżej postawionych Rekinów – Krzysztof R., „Ryba”. Od tego czasu woził w samochodzie różnego rodzaju niebezpieczne narzędzia. Gdy został skontrolowany przez policjantów, opowiedział, co go spotkało – nie zdradzając sprawcy – i zapowiedział, że sam wymierzy sprawiedliwość.
Z ręki „Człowieka” poważnych ran doznał sam Paweł M., czyli „Misiek”. Z ranami ciętymi głowy i kończyn, a także złamanym barkiem, trafił do szpitala. To była sprawa osobista. W akcie oskarżenia dotyczącym tych zdarzeń prokuratura przywołała zeznania jednego ze świadków, Piotra B., który odwiedził „Miśka” w szpitalu: – Od tego czasu przyjął sobie za punkt honoru, aby się zemścić na Cz. – mówił śledczym.
Sam „Misiek” zeznawał, że Sharksi chcieli wziąć odwet na „Człowieku” za „dojeżdżanie” ich kumpli: „Zibiego” i „Shreka”. – Z uwagi na powyższe przeprowadziliśmy rozpracowanie Cz., aby go w przyszłości dojechać – zeznawał Paweł M.
Obserwacja, atak, widły w ruchu
Znali rozkład dnia Tomasza Cz., wiedzieli, o której i gdzie wyjeżdża, dowiedzieli się, gdzie mieszka jego partnerka. Prób zasadzek było kilka. Dopiero ta przeprowadzona 17 stycznia 2011 roku się udała. Albo – patrząc na jej wynik – całkowicie nie wyszła.
– Chcieliśmy przypuścić na niego atak i doprowadzić do tego, aby wyprowadził się z Kurdwanowa – przekonywał „Misiek”. – Mieliśmy pociąć go maczetami. Nikt nigdy nie planował zabicia Cz. – twierdził. Chodziło o to, by wyeliminować wroga, nie pozbawiając go życia.
Śledczy, na podstawie billingów, zeznań świadków, monitoringu, a nawet historii zakupów na jednej ze stacji benzynowych przy ul. Opolskiej (Sharksi kupili tam paliwo i kanapki), ustalili przebieg misternie ułożonego planu.
Kilkudziesięciu nabuzowanych, żądnych krwi młodych mężczyzn od około 8 rano czekało w kilku samochodach przy bloku Tomasza Cz., na ul. Wysłouchów. Gdy wyjeżdżał na trening, specjalnie przygotowany do tego zadania samochód uderzył w jego audi, które rozbiło jeden z kiosków – w środku pracowała matka jednego ze sprawców, Marcina W.
Tomasz Cz. spróbował ucieczki, podczas której wzywał pomocy. Za nim, w morderczym szale, podążało sześciu mężczyzn, w rękach trzymali maczety i siekiery. Podbiegł do śmieciarki i w jej szoferce spróbował się zabarykadować. Nie zdążył. Była 9:50.
Sharksi osaczyli „Człowieka”. Z aktu oskarżenia wynika, że każdy próbował zadać mu cios, przeciskając się przez pozostałych. Krzyczeli, żeby go zabić i dobić. W grupie był Artur D., który uderzał widłami. Prokuratura ustaliła, że jeden z uczestników powstrzymał drugiego przed wbiciem wideł w głowę Tomasza Cz. Wycofał się, ale reszta dalej zadawała ciosy. Tomasz Cz. zdołał jeszcze powiedzieć do atakujących:
„Panowie, wystarczy, chyba dostałem w serce” – ale nikt się tym nie przejął.
Po ataku wszyscy uciekli. Ofierze z szoferki auta pomogli wydostać się pracownicy śmieciarki. Cz. upadł na asfalt, wyciągnął telefon i zadzwonił do swojej partnerki: „Umieram, dopadli mnie, porąbali całego siekierami, leżę na alejkach koło placu zabaw”.
Pierwsza karetka przyjechała o 10:06, druga – dziesięć minut później. Tomasz Cz. trafił do szpitala, ale jego życia nie udało się uratować. Lekarze doliczyli się 64 ran, w tym 34 kłutych, w tym pięciu w klatkę piersiową. Zabójcą lub zabójcami byli ci, którzy trafili w płuca, przeponę, wątrobę. Biegli stwierdzili, że tego typu obrażenia musiały powstać od noża – nie mogły być zadane maczetą, widłami czy nawet mieczem samurajskim.
Ukarani, narty „Miśka”
– Dokonana w ciągu dnia i w miejscu publicznym brutalna akcja pseudokibiców wzbudziła szok i przerażenie u osób postronnych – stwierdziła prokuratura w akcie oskarżenia. Paweł M. w tym czasie przebywał w Zakopanem na nartach. Drugi z liderów Rekinów, Grzegorz Z., ps. Zielak, siedział w tym czasie w więzieniu.
Uczestnicy ataku zaczęli się ukrywać, niektórzy wyjechali z kraju. Jednak już trzy miesiące później rozpoczęły się pierwsze zatrzymania. Paweł M. miał wkrótce – i to za pieniądze – dowiedzieć się od jednego z policjantów, że dwóch jego kolegów „daje na papier”, czyli zeznaje, a lista uczestników napadu jest gotowa.
W 2013 roku sąd skazał 12 z nich, w 2014 i 2015 – trzech kolejnych. W 2018 do więzienia trafiło czterech Sharksów. Wyroki były wysokie, ale nikt bezpośrednio nie odpowiedział za śmiertelny cios lub ciosy. Od tego samego roku prowadzone jest postępowanie przeciwko Patrykowi L., który również miał brać udział w zdarzeniu.
W 2021 roku „Misiek” jednak przyznał się do zaplanowania i zlecenia brutalnego ataku na Tomasza Cz.: – Panie prokuratorze, dziś chcę się przyznać do czynów, jakie mi zostały zarzucone, do pobicia Tomasza Cz. Rzeczywiście zaplanowałem tę akcję, ale nikt nigdy nie planował zabić Tomasza Cz. ani nikogo innego – stwierdził.
Postępowanie trwa
Na naszych łamach relacjonowaliśmy początek procesu „Lewego”. Ten konsekwentnie nie przyznawał się do zarzutów, twierdząc, że nawet nie było go wtedy w Krakowie. Po siedmiu latach nadal nie ma wyroku w tej sprawie, choć obciąża go czterech świadków.
– W czasie przewodu sądowego zaistniała konieczność ponownego, dodatkowego przesłuchania świadków, mających istotne informacje w niniejszej sprawie, wobec wyrażenia przez nich woli opisania przebiegu zdarzenia, co wpłynęło na czas trwania procesu – informuje sędzia Maciej Czajka, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie.
***
Powyższy opis wydarzeń pochodzi z aktu oskarżenia przeciwko Pawłowi M., i innych członków zorganizowanej grupy przestępczej. Wyroki w tej sprawie zapadły niedawno, o czym pisaliśmy poniżej: