Drugie życie ikon, czyli jak Kraków przekształca swoje architektoniczne dziedzictwo
Żyjemy w czasach przejściowych. Tylko nie wiadomo: przejściowych dokąd? Bo z jednej strony wszystko idzie do przodu, a z drugiej: wszystko idzie na sprzedaż. Na przykład budynki. Takie, co to już nie świeżo malowane, ale jeszcze nie porosły bluszczem. Za młode na zabytki, za stare, żeby ktoś się nimi wzruszył. Więc się je sprzedaje. Głównie po to, aby w ich miejsce wybudować nowe.
Trzeciego obiektu jeszcze nie ma w tekście, ale nie szkodzi. Po dwóch takich perełkach człowiek i tak potrzebuje poleżeć i popatrzeć w sufit (najlepiej taki świeżo pomalowany).
Epilog: Urbanistyka po krakowsku
W Krakowie nic nie ginie. Czasem się tylko przekształca, czasem zmienia funkcję, czasem udaje coś, czym nigdy nie było. Ale wszystko ma szansę na powrót. Nawet betonowa rotunda i cylindryczny biurowiec rodem z PRL-u. o jak mówi stare krakowskie przysłowie: „Nie wyburzaj, dopóki nie sprawdzisz, czy da się to wynająć”. A najlepiej z unijnym dofinansowaniem.
Więc jeśli szukasz inwestycji – nie szukaj daleko. Być może twoje nowe biuro, klub dyskusyjny, galeria sztuki współczesnej lub lodziarnia w kształcie walca czeka właśnie w Krakowie. Z windą (lub dwiema). I z historią.
---
Autor: Szymon Odolanowski – od lat chodzi po Krakowie, patrzy na budynki i zastanawia się, kto to wszystko tak… wybudował.