Druzgocąca porażka „Wisły korporacyjnej"

Robert Gaszyński, były już prezes Wisły Kraków, miał wnieść do klubu standardy korporacyjne i wyprowadzić go na prostą. Miał kilka ważnych zadań do wykonania. Nie udało mu się zrealizować ani jednego.

7 stycznia tego roku. Pierwsza konferencja nowych członków zarządu Wisły Kraków - Roberta Gaszyńskiego i Mirosława Jankowskiego. Pierwszy z nich, były bramkarz Białej Gwiazdy, kilkanaście ostatnich lat spędził m.in. w Procter & Gamble i SC Johnson. Drugi rówież pracował w P&G, a od 2001 roku w Royal Ahold. Posiadali doświadczenie, dzięki któremu mieli wyciągnąć Wisłę z tarapatów. Nie udało się.

Duetowi Gaszyński-Jankowski nie udało się:

1. Wyciągnąć klubu z finansowej zapaści

– Nadrzędnym celem jest zrównoważony rozwój klubu. Przychody muszą być wyższe niż koszty – mówi były prezes, obejmując stanowisko. Wisła za jego czasów nie wydostała się z marazmu, choć trzeba przyznać, że Gaszyński zadanie miał arcytrudne. Kolejne trupy wypadały z szafy. Klub przegrał proces z Cwetanem Genkovem (2 miliony złotych), Adamem Mandziarą (3 miliony złotych) i Franciszkiem Smudą (milion złotych). Niedawno Komisja do spraw Licencji Klubowych zajęła się nowymi długami na 30 czerwca tego roku. Jeżeli nowy zarząd nie udowodni, że podejrzenia komisji są niesłuszne, to krakowianom grozi kara odjęcia punktów jeszcze w tym sezonie.

2. Załatwić sponsora na koszulki

Kiedy było wiadomo, że Gaszyński przejmie stery w Wiśle, dochodziły sygnały, że dzięki szerokim kontaktom wprowadzi nowego sponsora na koszulki. Rozmowy podobno trwały, ale prawie 12 miesięcy później na trykotach piłkarzy wciąż widnieje logo Tele-Foniki. Miała być inna firma, która przelewałby za reklamę kilka milionów złotych.

3. Wprowadzić Wisły do Europy

– Celem sportowym na 2015 rok jest awans zespołu do fazy grupowej pucharów. Wisła musi wrócić do Europy – przekonywał Gaszyński. Powrót do rywalizacji na arenie międzynarodowej miał być kołem zamachowym. Celu sportowego nie udało się osiągnąć Kazimierzowi Moskalowi, który w marcu zastąpił Franciszka Smudę. W tym sezonie drużyna popadła w jeszcze większy marazm. Rok zakończyła na 13. miejscu w lidze. Zawodnicy, którzy mieli zastąpić między innymi Semira Stilicia, jesienią nie dorastali mu do pięt. W grudniu problemy kadrowe były tak duże, że miejsce w składzie miał zapewniony każdy zdrowy zawodnik.