Dyrektor GDDKiA o linii kolejowej: Tak naprawdę to jest tramwaj do Myślenic
Dyrektor Ostrowski był gościem w wywiadzie przygotowanym przez portal glos24.pl. Rozmowa dotyczyła przede wszystkim budowy nowego odcinka drogi S7 pomiędzy Krakowem a Myślenicami.
Dyrektor przekonywał, że w rozmowach na temat konieczności budowy tego połączenia trzeba brać pod uwagę nie tylko obecną sytuację na zakopiance, ale przede wszystkim nowy czynnik, czyli budowę Beskidzkiej Drogi Integracyjnej, która połączy się z istniejącą zakopianką w Głogoczowie. To będzie oznaczało skierowanie dużego, nowego ruchu zwłaszcza na odcinek między Głogoczowem a Krakowem.
W ocenie dyrektora Ostrowskiego nowa inwestycja jest niezbędna i to nie w sugerowanych przez część samorządowców wersjach odsuniętych na wschód czy zachód, tylko pomiędzy Krakowem a Myślenicami, by droga była wykorzystywana przez kierowców.
Sceptycznie o pociągu
Dyrektor był pytany również o kwestię planowanego połączenia kolejowego do Myślenic. Miał się odnieść do propozycji, by z przygotowaniami budowy drogi S7 wstrzymać się do czasu stworzenia połączenia kolejowego.
– Tak naprawdę to jest tramwaj do Myślenic. Trzeba pamiętać, że to jest linia tylko pasażerska, osobowa i z założenia ona przejmie mieszkańców od Myślenic do Krakowa. Ona nie rozwiązuje kompletnie nam problemu. My nie możemy wstrzymać prac związanych z S7. Te prace muszą być kontynuowane, proszę pamiętać, że BDI przyniesie nam dodatkowo ponad 10 tys. samochodów na dobę – mówił Ostrowski.
Na takie określenie ostro zareagował burmistrz Myślenic Jarosław Szlachetka. – Dziś, zamiast prób dezawuowania inwestycji o znaczeniu strategicznym dla mieszkańców Myślenic i Małopolski, warto uznać fakty kto skutecznie doprowadził do rozpoczęcia prac projektowych linii kolejowej Kraków–Myślenice. My na tym nie poprzestaniemy i doprowadzimy do jej realizacji – napisał na Facebooku.
– Deprecjonowanie Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej to raczej wyraz frustracji wynikającej z własnych niepowodzeń, zwłaszcza w kontekście tego, co wyprawia przy S7 i co chce zafundować Myślenicom oraz mieszkańcom całej gminy – kontynuował, odnosząc się do dyrektora Ostrowskiego, który był jego poprzednikiem na stanowisku burmistrza.
Obawy o porzucenie planów
W ostatnich miesiącach doniesienia o możliwym przebiegu drogi S7 łączącej autostradę A4 z Myślenicami wywołały obawy o to, czy budowa ekspresówki nie pogrzebie planów połączenia kolejowego. GDDKiA uspokajała, że pozostaje w kontakcie z projektantem linii kolejowej, a na etapie projektowania drogi traktuje to tak, jak gdyby linia kolejowa już tam była (jej przygotowanie jest na znacznie bardziej zaawansowanym etapie). O sprawie pisaliśmy szerzej tutaj:
W lipcu stanowisko w tej sprawie zajęła Koalicja Ruchów Krakowskich. Autorzy pisma podkreślają, że najpilniejszą inwestycją transportową dla południowej części aglomeracji krakowskiej jest linia kolejowa do Myślenic, a nie droga ekspresowa S7.
– To ona właśnie powinna być priorytetem w docelowej układance komunikacyjnej aglomeracji. Tylko linia kolejowa jest w stanie zapewnić największą wartość dodaną, zapewniając mieszkańcom Myślenic i okolicznych miejscowości szybki i niezawodny środek transportu, niezależny od warunków atmosferycznych i sytuacji drogowych – czytamy w piśmie przesłanym do GDDKiA, PKP PLK i urzędu miasta.
– Dla Krakowa stanowić będzie zaś szansę na złagodzenie negatywnych skutków suburbanizacji. Dotyczy to zarówno zmniejszenia liczby samochodów wjeżdżających codziennie do Krakowa, ale również zachętę dla nowych mieszkańców aglomeracji do osiedlania się w okolicy stacji kolejowych, zamiast w rozproszonych i losowych lokalizacjach – wylicza Koalicja Ruchów Krakowskich.
Aktywiści zwracają uwagę, że projekt linii kolejowej jest bardziej zaawansowany niż budowa drogi S7 i cieszy się znacznie większym poparciem społecznym. Apelują, by priorytetem były inwestycje kolejowe, a nie drogowe, i domagają się jasnych deklaracji, że planowanie dróg będzie podporządkowane rozwojowi transportu szynowego. Ich zdaniem obecne działania GDDKiA nie dają takiej pewności, dlatego wzywają do nadzoru ze strony samorządów i organizacji społecznych.