Dyrektor szpitala o apelu pielęgniarek: to wykorzystywanie trudnej sytuacji
O publicznym liście pielęgniarek i położnych do dyrektora Jędrychowskiego informowaliśmy wczoraj. Dokument został przesłany do krakowskich mediów.
Autorki piszą w nim m.in. o bardzo trudnej pracy w warunkach epidemii i oczekują zwiększenia wynagrodzeń. – Stały wzrost liczby zachorowań i zgonów, brak wystarczającej ilości środków ochrony osobistej, niewystarczająca ilość personelu pielęgniarskiego w Szpitalu, a dodatkowo praca pod presją czasu, konieczność zachowania maksymalnej ostrożności, stres, zmęczenie i obawa o życie i zdrowie nasze oraz naszych rodzin czynią nasz zwykły dzień pracy niewyobrażalnie ciężkim – czytamy w liście.
To anonim
W piątek do sprawy odniósł się podczas spotkania z dziennikarzami dyrektor Marcin Jędrychowski. Podkreślił, że list jest anonimowy i nie wiadomo, jak dużą część pracowników reprezentuje, a sam o treści dokumentu dowiedział się z mediów, ponieważ nie został on przekazany bezpośrednio do szpitala.
– Nie akceptuję takiej formy komunikacji – podkreślił Jędrychowski i stwierdził, że nie odmawia nikomu możliwości bezpośredniego spotkania.
Dla walczących z wirusem
W jego ocenie dodatkowe pieniądze powinni otrzymywać ci pracownicy, którzy pracują na oddziałach zajmujących się walką z koronawirusem, a nie wszyscy.
– Dużo w apelu mówi się o ciężkiej pracy. I ja to potwierdzam. Ale nie zgodzę się, żeby z samego faktu szpitala przemianowania na szpital jednoimienny gratyfikację otrzymywali wszyscy pracownicy. To byłoby nie w porządku wobec tych pracowników, którzy faktycznie pracują przy pacjentach z koronawirusem – podkreślił Jędrychowski. Jak mówił, dla pracowników tych oddziałów które jako pierwsze zajęły się walką z wirusem, dodatki już zostały wypłacone i będą wypłacane proporcjonalnie także na kolejnych oddziałach „covidowych”.
– Każda dodatkowa praca realizowana przez te zespoły jest wynagradzana – powiedział.
Nie mamy zakażeń wśród pracowników
Dyrektor Jędrychowski określił zarzuty przedstawiane w liście jako bezpodstawne. M.in. ten dotyczący niewystarczających ilości środków ochrony. W jego ocenie, dowodem na to, że środków ochrony nie brakuje, jest fakt, że szpital zużył ich więcej niż wszystkie szpitale w województwie, a pomijając pierwsze zakażenia, które przyszły „z zewnątrz”, nikt z pracowników nie zaraził się koronawirusem.
– W szpitalu, za wyjątkiem pierwszych przypadków, nie mamy ani jednego przypadku zakażenia wirusem wśród pracowników. Zarzuty o niewłaściwych środkach ochrony są wyssane z palca. To po prostu nieprawda – mówił.
– To próba wykorzystania trudnej sytuacji. Ciężko pogodzić się z formą zgłoszenia takich oczekiwań – podsumował swoją ocenę listu.