Dyrektorzy szpitali miejskich martwią się o pieniądze na ŚDM

Dwa miejskie szpitale specjalistyczne im. G. Narutowicza i S. Żeromskiego narzekają na traktowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Już teraz w placówce przy ul. Prądnickiej tzw. nadwykonania są szacowane na 6 mln złotych. Chociaż sytuacja finansowa nie jest tragiczna, miasto  powinno interweniować. Choćby dlatego, że zbliżają się Światowe Dni Młodzieży.

Miejskie szpitale oraz Zakład Opiekuńczo-Leczniczy zajmują się ponad 160 tysiącami pacjentów rocznie. Zapewniają 1000 łóżek, co odpowiada ponad 20% miejscom we wszystkich krakowskich szpitalach. Borykają się jednak z problemami i gdyby nie kredyty z budżetu miasta, ich funkcjonowanie byłoby utrudnione.

W 2014 roku "Narutowicz" zamknął rok na plusie. Można powiedzieć, że zarobił około 60 tysięcy złotych. Co ciekawe, 2013 rok był dużo gorszy. Szpital został z blisko 3,3 mln złotych długu. Placówka w Nowej Hucie zanotowała natomiast 1,37 mln złotych na minusie, z czego 1,5 mln złotych wygenerował Oddziałał Chirurgii Ortopedycznej.

Jednak jak tłumaczy Michał Marszałek, dyrektor biura ds. ochrony zdrowia, czas oczekiwania na endoprotezę wynosi średnio 13 miesięcy. – Średnia w Krakowie wynosi od 200 dni do nawet 8 lat. Dlatego nie można wyciągać wniosków i mówić o likwidacji oddziału, bo to pogorszyłoby dostęp do usług zdrowotnych mieszkańcom Krakowa – uważa Maraszałek.

Ratują, a nie kalkują

Dyrektorzy szpitali mówią jasno: ratujemy życie, a nie kalkulujemy. I w "Żeromskim", i w "Narutowiczu" działają Szpitalne Oddziały Ratunkowe, w których rocznie leczy się blisko 80 tysięcy ludzi (do tego trzeba doliczyć ok. 10 tysięcy dzieci). – Średni koszt pacjenta to 185-221 złotych – wylicza dyrektor Marszałek. – NFZ winny jest blisko 20 mln złotych krakowskim szpitalom – dodaje urzędnik.

– Zawsze mamy nadwykonania, bo szpitale są niedoszacowane. Już mamy 6 mln złotych powyżej limitu, ponieważ trzeba utrzymać m.in. oddział intensywnej terapii czy onkologię – twierdzi Renata Godyń-Swędzioł, dyrektor szpitala Narutowicza. Zgadza się z tym stwierdzeniem radna Teodozja Maliszewska, która uważa za skandaliczne tak niskie kwoty przeznaczana na pacjenta. – Nie dziwię się więc, że ledwo funkcjonują – uważa radna PO.

Wspomniana onkologia zabijała finansowo placówki medyczne. Przykładowy koszt leku na czerniaka, który chory dostaje raz na trzy tygodnie to 80 tysięcy złotych za dawkę. Leczenie trzustki to koszt 300 tysięcy złotych.

Szpital przy ul. Prądnickiej może się pochwalić obniżeniem śmiertelności oraz średniej liczby dni pacjenta w łóżku (5 dni). – To zasługa inwestycji w sprzęt i lekarzy z umiejętnościami. Jesteśmy gotowi 24 godziny na dobę – twierdzi Godyń-Swędzioł. Wzrost jednak został zanotowany w obłożeniu – doszło do 80%.

Podobnie uważa Zbigniew Król ze szpitala Żeromskiego. Już teraz ortopedia jest na minusie na kwotę 800 tys. złotych. Dyrektor narzeka, że od czasów kontraktowania szpital jest w trudnej sytuacji. Według Króla, lepiej byłoby, gdyby wciąż funkcjonowały konkursy.

Pożyczka od miasta

Władze miasta zadecydowały, że pomogą szpitalom, by te miały pieniądze na inwestycje i remonty. Szpital Żeromskiego otrzymał pożyczkę w wysokości 32 mln złotych, a Narutowicza 37 mln złotych. Raty są rozłożone na 10 lat i dość nisko opodatkowane (3,25% jeśli chodzi o szpital Narutowicza). Mimo wszystko, obsługa kredytu kosztuje. Rocznie nawet 4 mln złotych, jak w przypadku Żeromskiego.

Miasto łoży środki na wyposażenie. Ostatnio szpital na Krowodrzy otrzymał nowy tomograf (2,5 mln złotych). Była to wymagana inwestycja, ponieważ w starym lampy były wymieniane kilkukrotnie. Za każdym razem trzeba było zapłacić 300 tys. złotych. Narutowicz w tym roku powinien się jeszcze wzbogacić o nową sterylizatornię.  Żeromski nie będzie mógł sobie pozwolić bez pomocy miasta na inwestycje większe niż za 100 tys. złotych przez ok. 4 lata. warto jednak odnotować, że ostatnio otwarto nowoczesny oddział intensywnej terapii oraz dla dzieci.

Co z ŚDM?

Władze placówek obawiają się Światowych Dni Młodzieży. Wraz z większą liczbą pielgrzymów, na pewno wzrośnie liczba przyjęć choćby na SOR-y. Należy zwrócić uwagę również na fakt, że szpital Narutowicza obsługuje cały powiat. – Należy jednak wystąpić do prezesa NFZ, aby zwiększył kontrakt na 2016 rok. Tutaj możemy się spodziewać wielkich nadwykonań – obawia się Renata Godyń-Swędzioł.

O tym, ile pieniędzy dostaną szpitale, dowiemy się najprawdopodobniej na przełomie roku.