Dzisiaj derby. Kto będzie górą?

Nadszedł dzień derbów. Wieczór na stadionie przy ulicy Kałuży zapowiada się niezwykle gorąco, a specjaliści licytują się na argumenty - wygra Wisła? Przecież to Cracovia jest wyżej w tabeli. Wygrają Pasy? Przecież Biała Gwiazda robi to zdecydowanie częściej. Wszelkie spekulacje przed takim meczem tracą jakikolwiek sens, a wytypowanie zwycięzcy jest rzeczą niemalże niemożliwą. My postanowiliśmy jednak nieco Wam to ułatwić i wskazać po trzy powody, dla których to Wasza drużyna będzie mogła świętować.

Wygra Cracovia, bo:

- Ma trenera Zielińskiego. Po czarnej serii pod wodzą Roberta Podolińskiego zarząd Cracovii postanowił powierzyć rolę trenera pierwszej drużyny doświadczonemu szkoleniowcowi - Jackowi Zielińskiemu. Jak się później okazało, był to strzał w dziesiątkę. Zieliński objął zespół w rozsypce, broniący się przed spadkiem i w ciągu dosłownie tygodnia zrobił z niego jedną z ligowych potęg. I nie jest to słowo na wyrost - biorąc pod uwagę punkty zdobywane od momentu przejęcia Pasów przez Jacka Zielińskiego, nie ma w tej lidze lepszej drużyny. 10 meczów, 8 zwycięstw i 22 zdobyte gole - to dorobek, jakim poszczycić może się Cracovia w tym okresie. Trzeba co prawda zaznaczyć, że Zieliński objął drużynę już po podziale na grupy i nie miał okazji mierzyć się jak dotąd z żadną z ligowych potęg, jednak już pierwsza kolejka tego sezonu i wyjazd do Gdańska pokazały, że Cracovia potrafi grać również z możnymi tej ligi. Z taką serią Pasom nie straszny żaden rywal.

- Gra u siebie. Wielkim atutem podczas meczów derbowych jest od zawsze gra na własnym stadionie. Gości nie czeka co prawda daleki wyjazd, nie będą się oni musieli tłuc ciasnym autokarem przez całą Polskę, ale ta najkrótsza w sezonie podróż jest jednocześnie najbardziej wymagająca pod względem mentalnym. 90 minut seansu nienawiści pod adresem drużyny przyjezdnej - tak wyglądają derby, niezależnie od tego, na jakim odbywają się stadionie. Tym razem powinno być jednak chociaż minimalnie spokojniej - na obiekt przy ulicy Kałuży nie wejdą bowiem kibice Wisły, więc agresja na trybunach skierowana zostanie w jedną stronę. I choć dla piłkarzy Białej Gwiazdy nie będzie to nic przyjemnego, w ten sposób służby bezpieczeństwa będą miały wyjątkowo lekko ułatwione zadanie, a wydarzenia boiskowe nie zostaną zakłócone przez kibicowskie zadymy.

- Lepiej weszła w sezon. Jak powszechnie wiadomo, w każdym działaniu najważniejszy jest początek. Drużyna Cracovii dobrze przepracowała okres przygotowawczy, wzmocniła kadrę kilkoma zawodnikami i wygrała zdecydowaną większość sparingów, ale próbę generalną stanowić miała dopiero pierwsza ligowa kolejka i wyjazd do Gdańska. Pasy nie pojechały tam w roli faworyta. Lechia bowiem od jakiegoś czasu kreuje się na ligową potęgę, ściąga za wielkie pieniądze nowych zawodników i organizuje sparingi z renomowanymi europejskimi rywalami. Wszystko to jednak byłoby na nic, kiedy rozpoczął się mecz na PGE Arenie. Cracovia wywiozła z Gdańska trzy punkty, a gola na wagę triumfu zdobył Piotr Polczak. To Pasy zostały więc sprawcą pierwszej w tym sezonie niespodzianki i rozpoczęły rundę jesienną w sposób najlepszy z możliwych. Teraz pozostaje tylko nadal grać swoje i kontynuować passę, która rozpoczęła się tydzień temu w Gdańsku.

Wygra Wisła, bo:

- Nie ciąży na niej presja faworyta. Po raz pierwszy w derbowej historii ostatnich lat przed meczem głośno mówi się o tym, że to Cracovia jest faworytem. Ta „wiecznie pokrzywdzona sąsiadka”, drużyna okupująca dolne sektory tabeli, bijąca się co sezon o utrzymanie rywalka, nagle staje się dla niektórych na papierze drużyną mocniejszą. Każdy medal ma jednak dwie strony. Wisła od lat przed spotkaniami derbowymi musiała się zmagać z łatką zdecydowanego faworyta, z dodatkową presją wyniku i wielkimi oczekiwaniami. Wisła musiała, Cracovia tylko mogła - tak wyglądało to praktycznie zawsze od momentu powrotu Cracovii do ekstraklasy. Faktem jest, że przez kilka lat tak naprawdę nie robiło to różnicy, a Wisła skutecznie wywiązywała się z roli faworyta wygrywając kolejne spotkania.

Od jakiegoś czasu presja ta zaczęła jednak Białej Gwieździe wyraźnie ciążyć. Kilka porażek na obiekcie przy ulicy Kałuży, wpadka w roli gospodarza w Sosnowcu - wszystko to z zewnątrz sprawia tylko, że przed każdymi kolejnymi derbami atmosfera w mieście staje się coraz bardziej napięta. Dziś role się odwróciły. Bukmacherzy płacą więcej za zwycięstwo Wisły, eksperci stawiają na gospodarzy, a wszyscy dookoła zachwycają się liczbami i rekordami, jakie śrubuje Cracovia. To Pasy zagrają więc w piątek pod presją wyniku i przede wszystkim kibiców, którzy nie wyobrażają sobie wyniku innego, niż gładkie zwycięstwo.

- Każda passa się kiedyś kończy. I akurat w Krakowie dobrze o tym wiedzą. Kiedyś to Wisła była przodowniczką jeśli chodzi o znakomite serie. Do roku 2006, aż przez pięć lat Biała Gwiazda nie przegrywała na własnym stadionie, a passa takich meczów sięgnęła aż 73 spotkań. Tych dwóch sytuacji, poza samym faktem serii, nie ma jednak sensu porównywać, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Cracovia tak naprawdę dopiero zaczyna pisać swoją historię. Ówczesna Wisła prowadzona przez Dragomira Okukę została w końcu sprowadzona na ziemię w brutalny sposób - tracąc przy Reymonta cztery bramki w meczu z GKS-em Bełchatów. I choć z dzisiejszego składu tamten mecz pamięta tylko Paweł Brożek, cała drużyna z pewnością marzy o tym, aby do niego nawiązać. Przerwać passę odwiecznej rywalki przed jej publicznością - to dla piłkarzy i kibiców Wisły wizja niezwykle kusząca.

- Tak mówią liczby. O derbowych spotkaniach można mówić różnie: rozwodzić się nad poziomem na boisku, albo mówić o wydarzeniach na trybunach, doszukiwać się faworyta, albo rozpowszechniać frazesy, wedle których „derby rządzą się swoimi prawami” i kropka. Jedno jest jednak niepodważalne - są to liczby. A te są dla Cracovii brutalne. Biorąc pod uwagę ligowe spotkania rozegrane w XXI wieku, na 22 możliwe mecze Pasy wygrały zaledwie trzy, a aż dwunastokrotnie musiały uznać wyższość Wisły. 29 bramek zdobytych przez Wisłę, tylko 12 przez Cracovię. 43 punkty Białej Gwiazdy przy zaledwie 16 rywalki zza miedzy. Jeśli więc można opierać się na statystykach, przemawiają one z całą pewnością za Wisłą. I nie mamy tu wcale do czynienia z minimalną przewagą i wyrównanymi liczbami. Patrząc na same wyniki, w XXI wieku Wisła po prostu zdominowała Cracovię. Piątkowy wieczór może być znakomitą okazją, aby to dobitnie potwierdzić. Aby pokazać, że, niezależnie od lekkiego kryzysu, Wisła jest od Cracovii po prostu lepsza.

Argumentów przemawiających za zwycięstwem Cracovii jest więc dokładnie tyle, co za jej porażką i triumfem Wisły. Tego wieczora przy Kałuży może zdarzyć się wszystko - od gradu bramek i wielkich emocji, po piłkarskie szachy na boisku i bezbramkowy remis. Jedno jest pewne - oczy całej piłkarskiej Polski są dziś zwrócone na nasze miasto. 190. Wielkie Derby Krakowa, Cracovia kontra Wisła, początek o godz. 20:30!