Echa śmierci przy śmieciarce
Jeden po drugim na salę rozpraw wracają skazani za udział w śmiertelnym pobiciu Tomasza Cz. ps. „Człowiek”. Większość mówi, że siedzi za niewinność, nie wie co to grupa Wisła Sharks, a dodatkowo pierwszy raz na oczy widzi Patryka L., z którego powodu ponownie znaleźli się w sądzie.
Mimo że grypsujący więźniowie milczą jak zaklęci, śledczy dalej brną w przesłuchiwanie ich. Jeden po drugim ściągani na salę sądową powtarzają: nie znam, nie byłem tam, jestem niewinny. Podobnie było w czwartek, kiedy to w sprawie Patryka L. zeznawał m.in. Marcin W.
35-latek w bluzie z napisem „Wierność” stwierdził, że oskarżonego nie kojarzy, a tematem Tomasza Cz. już dawno nie żyje. Zaznaczył też, że nie miał nic wspólnego z tym wydarzeniem i wówczas nie było go na osiedlu na Kurdwanowie. – Nie ma mnie też od ośmiu lat, więc nic nie wiem o grupie Sharksów. Jestem tylko kibicem Wisły – dodał Marcin W. Na pytanie oskarżonego, czy kiedykolwiek handlowali razem narkotykami, zaprzeczył.
Wraz z Michałem W. został zatrzymany jego młodszy o kilka lat kolega, Michał G. On również stwierdził, że nie zna Patryka L., a 17 stycznia 2011 roku był na siłowni. Później miał uczyć się do matury. – Po wyjściu z więzienia chcę się od tego wszystkiego odciąć, skończyć studia, zacząć nowe życie – wyjaśniał jakiś czas temu. W zakładzie karnym posiedzi jeszcze dwa lata. Zeznawał również bliski kolega Tomasza Cz., skazany w 2016 roku na karę więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i handel narkotykami. On jednak również nie rozpoznał Patryka L.
Obala wersje Anny M.
Oskarżony po każdej sesji zeznań odnosi się do obciążających go zeznań Anny M., jego byłej partnerki. Ta m.in. stwierdziła, że widział się z Krzysztofem R. na meczu w Anglii. Przypomnijmy, że cała sprawa zabójstwa Tomasza Cz. zaczęła się od awantury między tymi dwoma mężczyznami.
Patryk L. stwierdził, że wówczas nie spotkał się z R., mieszkał w innej części Londynu i nie przebywał tam, gdzie „wiślackie grubasy”. – Jeśli bym do nich należał, to leciałbym z nimi w samolocie i obracał się w tej kibolskiej śmietance – zaznaczył.
Oskarżony stwierdził też, że gdyby miał coś na sumieniu, nie pracowałby w klubie, w którym poprzednio zatrudnieni byli skazani na udział w pobiciu Tomasza Cz. – Tam często przychodziła policja. Nie pchałbym się do paszczy lwa, tylko uciekał, gdzie pieprz rośnie – stwierdził Patryk L.
Obrońca Patryka L. dąży również do przesłuchania Anny M. Ta jednak poprzez swojego pełnomocnika stwierdziła, że nie przyjedzie do Polski zeznawać.
Przypomnijmy, że mężczyzna jest oskarżony o udział w śmiertelnym pobiciu Tomasza Cz. oraz handel narkotykami.