Egzotyczne „lajki” pod postami prezydenta. Miszalski: To prowokacja szyta grubymi nićmi
Od kilkunastu godzin media społecznościowe prezydenta Krakowa przeżywają nietypowe oblężenie. Pod postami dotyczącymi bieżących spraw miasta zaczęły pojawiać się setki reakcji od osób z odległych zakątków świata.
Nagły przyrost „sympatii” z Azji wzbudził czujność internautów i stał się paliwem dla przeciwników politycznych włodarza.
Miszalski odpowiada: „Ktoś życzliwy zapłacił za boty”
Prezydent Aleksander Miszalski nie czekał długo z reakcją. W wydanym oświadczeniu jednoznacznie odciął się od podejrzanej aktywności na swoim profilu, nazywając ją celową manipulacją i atakiem typu „black PR”.
– Jak niepewnym swoich racji i argumentów trzeba być, żeby sięgać do takich metod. Od wczoraj ktoś „życzliwy” zapłacił za farmę botów, które udając moich sympatyków, lajkują moje wpisy – komentuje prezydent Krakowa. – Prowokacja szyta tak grubymi nićmi jak portfele osób, które za nią stoją.
„Walczcie fair”
Zdaniem prezydenta, akcja z botami to element szerszej strategii mającej na celu zdyskredytowanie jego osoby w oczach krakowian.
Włodarz miasta sugeruje, że za atakiem mogą stać środowiska niechętne jego prezydenturze, które zamiast merytorycznej dyskusji, wybierają metody uderzające w wizerunek.
– Panowie, walczcie fair i nie sięgajcie po „tanie” prowokacje. Boty podszywające się pod moich sympatyków, próba łączenia mnie z aktami agresji wobec osób zbierających podpisy, manipulacja faktami – to są metody, którymi się brzydzę – grzmi Miszalski.
Atmosfera gęstnieje
Sytuacja ma miejsce w gorącym momencie dla krakowskiego samorządu – przypomnijmy, że obecnie trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta i Rady Miasta Krakowa.
– Mieszkańcy Krakowa chcą debaty o mieście, a nie brudnej kampanii i czarnego PR – podsumowuje prezydent.
Na ten moment nie wiadomo, kto stoi za wykupieniem „egzotycznych lajków”.