Ekstraklasa na gwiazdkę, czyli krakowski przegląd młodzieży

Powoli dobiega końca rok 2015. Rok, z którym - jak zresztą z każdym - wiązano sporo nadziei, a spełnić udało się z nich tylko część. Jednym z celów krakowskich klubów było w tym okresie wprowadzanie do składu zdolnych juniorów, którzy jednocześnie stawaliby się inwestycją w przyszłość. Jak te założenia udało się jednak zrealizować w rzeczywistości?

Po juniorach ani śladu

– Kiedy dostaliśmy informacje o składzie Wisły, szukałem w internecie czegoś na temat niektórych zawodników. Pamiętam Piotra Żemłę czy Tomasza Zająca z CLJ, ale tych, którzy grali dzisiaj sobie nie przypominam – powiedział po kończącym rundę jesienną ekstraklasy spotkaniu przy Reymonta trener Pogoni Szczecin, Czesław Michniewicz. Szkoleniowiec gości podsumowując w ten sposób niejako decyzje związane z pracą z młodzieżą podejmowane ostatnio w Wiśle Kraków.

W ciągu kilkunastu miesięcy z drużyny, która w fenomenalnym stylu sięgnęła po mistrzostwo Polski juniorów starszych nie zostało praktycznie nic, a najbardziej wartościowe ogniwa zaginęły w otchłaniach niższych lig. Najskuteczniejszy wówczas Tomasz Zając nie został przy Reymonta obdarzony wystarczającym zaufaniem, Przemysław Lech czy Michał Bierzało szansy nie otrzymali praktycznie wcale, a Dawid Kamiński został w Krakowie poprowadzony w najgorszy z możliwych sposobów. To tylko kilka nazwisk, które - przy odpowiedniej pracy i wsparciu - mogły przebić się na poziom ekstraklasowy, a dziś w większości przypadków tułają się po I czy II lidze.

O tym, że sezon 2015/16 jest dla Wisły wyjątkowo ciężki nie trzeba nikomu mówić. Nie trzeba też zapewne przekonywać, że właśnie w takim czasie młodzi zawodnicy powinni stanowić duże wsparcie i pomagać w obliczu trudnej sytuacji kadrowej. Wszystko to jest jednak transakcją wiązaną - w zdolnego juniora trzeba zainwestować odpowiednio wcześnie i przygotować go do pełnienia takiej roli. Tymczasem w Wiśle odbyło się to na zasadzie rzucania kolejnych ludzi na głęboką wodę. 

Najlepszym podsumowaniem gorącego okresu przy Reymonta był wspomniany już mecz z Pogonią Szczecin. Tylko w tym spotkaniu w ekstraklasie zadebiutowali Krystian Kujawa, Jakub Mordec i Szymon Witek, a oprócz nich w składzie znalazło się jeszcze kilku niedoświadczonych juniorów. Część kibiców starała się szukać w tym wszystkim pozytywów i cieszyła się z szansy dla młodzieży. Nic z tych rzeczy. Mecz z Pogonią nie był dla młodych wiślaków nagrodą, a ekstraklasa nie została im podarowana na gwiazdkę. Z góry wszystko to wyglądało wyłącznie na przykry obowiązek i jedyne wyjście z arcytrudnej sytuacji kadrowej.

Kilku wygranych

Jednym z wygranych ostatnich tygodni w Wiśle może czuć się za to Jakub Bartosz. Młody obrońca, który w ekstraklasie zadebiutował jeszcze dwa sezony temu, jednak poprzestał na epizodzie, tym razem wykorzystał swoją „szansę” bardzo dobrze. Mimo niesprzyjających okoliczności Bartosz nie dał się sparaliżować presji meczu z Legią, a w kolejnych dwóch spotkaniach pokazał się z niezłej strony, wywalczając sobie miejsce w wyjściowym składzie. Innych pozytywnych aspektów związanych z młodzieżą próżno jednak przy Reymonta szukać. Po boiskach pobiegali trochę Grzegorz Marszalik czy Kamil Kuczak, a kilkudziesięciosekundowy występ zaliczył Konrad Handzlik, którego zresztą Wisła może stracić jeszcze tej zimy.

Podobnie, jak cały sezon, również kwestia młodych zawodników różni się znacząco po drugiej stronie Błoń. Co najważniejsze - sytuacja kadrowa Cracovii prezentuje się jednak dużo lepiej, więc szkoleniowiec Pasów nie został ani razu zmuszony do mimowolnego uzupełniania składu zawodnikami bez ekstraklasowego ogrania. Przy Kałuży grali tylko ci, którzy na to zapracowali, na czele z Bartoszem Kapustką. 19-latkowi można byłoby jednak poświęcić osobną serię artykułów, więc w jego temacie napiszemy króciutko. W ciągu dwunastu miesięcy Kapustka z rezerwowego zawodnika broniącej się przed spadkiem drużyny stał się liderem ekipy walczącej o europejskie puchary, celem transferowym największych światowych firm i kandydatem do wyjazdu na mistrzostwa Europy do Francji.

Jaroszyński, Kapustka, a poza nimi pustka

Oprócz Kapustki, rundę jesienną w barwach Cracovii do udanych zaliczyć może również młodzieżowy reprezentant Polski, Paweł Jaroszyński. Obrońca jeszcze nie tak dawno biegał po boisku głównie w drużynie rezerw Pasów, jednak jesienią przebojem wskoczył do składu i tego miejsca już nie odpuścił. – To dla mnie wielkie wyróżnienie i wydaje mi się, że - jeśli chodzi o moją osobę - wszystko zmierza w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że tego nie zaprzepaszczę – mówił nam po jednym ze spotkań zadowolony Jaroszyński. Spory potencjał tkwi również w ofensywie. Mateusz Wdowiak do spółki z Krzysztofem Szewczykiem uzbierali w tym sezonie łącznie aż 16 trafień, jednak zdobywane gole ograniczyły się wyłącznie do zespołu rezerw. Jeden i drugi w pierwszej drużynie grywają zaledwie ogony i - choć wynika to tylko ze świetnej postawy zawodników pierwszego składu - wiele wskazuje na to, że Wdowiakowi i Szewczykowi trudno będzie w tym sezonie z powodzeniem zbierać doświadczenie na najwyższym poziomie rozgrywkowym.