Euro 2016: Chorwaci rozjechali biało-czerwonych...

Turniej w Polsce miał przynieść naszej reprezentacji pierwszy w historii medal mistrzostw Europy. Niestety nie zdobędziemy go. W meczu o awans biało-czerwoni zostali rozbici przez Chorwatów, którzy obok Norwegii awansowali do półfinałów z grupy I. Przed tym meczem nasi rywale chyba sami nie wierzyli, że mogą tego dokonać. My w piątek zagramy o siódme miejsce.

Z grupy II, która rywalizowała we Wrocławiu, o medale powalczą Niemcy i Hiszpanie. Półfinały zostaną rozegrane w piątek w Tauron Arenie Kraków. Hiszpania zagra z Chorwacją, a Norwegia z Niemcami.

Sport jest piękny i brutalny

W środę Polacy przekonali się o brutalności sportu, a Chorwaci o jego pięknie. Nasi rywale, by znaleźć się w półfinale, musieli nas pokonać co najmniej 11 bramkami. Kto wierzył w taki scenariusz i obstawił to u bukmachera, sporo zarobił.

Nam awans dawała wygrana i remis. Cieszyć mogliśmy się również przegrywając trzema bramkami lub po porażce czterema golami, pod warunkiem, że my zdobędziemy ich co najmniej 27. Na ambicję Chorwatów liczyli Francuzi, ale ci pierwsi nie potraktowali tego meczu jak spotkania o honor. Zagrali przeciwko Polsce fantastycznie i odesłali do domu nie tylko nas, ale Trójkolorowych, którzy nad Wisłą przyjechali bronić tytułu.

60 minut męki

Pierwsza połowa w wykonaniu podopiecznych Michaela Bieglera była koszmarna. Słabo graliśmy w defensywie - poza dwojącym się i trojącym w bramce Sławomirem Szmalem - i nie radziliśmy sobie w ataku. Chorwaci bronili systemem 3-2-1 i skutecznie utrudniali naszym przeprowadzanie akcji dokładnych i w dobrym tempie. Szczelnie wypełniona kibicami Kraków Arena z pierwszej bramki  mogła ucieszyć się dopiero na początku 10. minuty.

Na wysokości zadania stanął tylko Karol Bielecki, który kilka razy umieścił piłkę w bramce z naprawdę trudnych pozycji. Nie zdążył wyleczyć się Bartosz Jurecki, a jego brat Michał, który ciągnął naszą grę w poprzednich meczach, pierwszą połowę zakończył bez gola. Trener nie mógł również liczyć na zmagającego się z urazem Krzysztofa Lijewskiego.

Po przerwie także zaczęliśmy fatalnie, pierwszego gola zdobyliśmy również po 10 minutach. Trener szybko wykorzystał trzy czasy, denerwował się, zmieniał ustawienie, ale niewiele to dało. Polacy nie byli w środę zespołem. Na chorwacki kolektyw pojedyncze dobre akcje nie mogły wystarczyć. Zabrakło nam nie tylko pomysłu, ale i szczęścia. Często piłka trafiała w słupek czy poprzeczkę.

Teraz Wrocław

Zamiast o finał, w piątek nasza kadra zagra zaledwie o siódme miejsce ze Szwecją. Mecz ten odbędzie się we Wrocławiu.

Polska - Chorwacja 23:37 (10:15)

Polska: Szmal, Wyszomirski - Lijewski, Krajewski 3, Bielecki 4, Wiśniewski 3, M. Jurecki 1, Konitz 1, Grabarczyk, Gliński 2, Syprzak 1, Daszek 4, Gębala, Łucak, Szyba 3, Chrapkowski 1.

Chorwacja: Stevanović, Alilović - Marić 7, Duvnjak 1, Kopljar 3, Gojun, Horvat 5, Karacić, Kozina, Strlek 11, Cupić 4, Kovacević, Mamić, Sebetić 2, Slisković 4, Cindrić.