Felieton: Od Świtu do zmierzchu

Kto choć trochę zna Nową Hutę wie, że Kino Świt jest dla tej dzielnicy tym, czym Sukiennice dla Starego Miasta. Kultowe miejsce, zabytek, choć socrealistycznej, to jednak architektury. Teraz te dwa miejsca łączy o wiele więcej niż symboliczne znaczenie dla okolicznych mieszkańców. Oba zabytki, dotknięte ręką kapitalizmu, ugościły w swoich progach supermarkety.

Zaledwie kilka miesięcy temu, z Carrefoura w Sukiennicach zrobiła się afera na ogólnopolską skalę. Ludzie grzmieli, pukali się w czoło i zaraz wszyscy, razem z konserwatorem zabytków, chcieli się z tej wtopy wycofać. Umowa została zerwana, Sukiennice wróciły do sprzedawania futer i ciupag, sprawa ucichła. Nieśmiało przypominam więc, że i Świt jest wpisany na listę zabytków.

Kulturalne centrum Nowej Huty otwarło swe podwoje w 1953 roku. Kolejne szkolne klasy płakały tam na "Titanicu", dzieci zapoznawały się z bajkami Disneya, wielu właśnie stamtąd pamięta melodię "Gwiezdnych Wojen", a na ścianach dumnie wisiały plakaty "Killera" i innych polskich filmów. Równie kultowych co samo kino. Po seansie zamykały się krzesełka, na sali nie było popcornu, a w holu można było się do woli ślizgać na butach.

Skończyły się lata 90. - skończył się żywot Świtu. Gdy w zeszłym roku niespodziewanie spółka Apollo Film rozpoczęła remont budynku, wszystkim nowohucianom mocniej zabiło serce. Każdy chciał być świadkiem kulturalnego zmartwychwstania Nowej Huty. Jakże naiwne były tamte myśli. Szybko okazało się, że w Świcie pojawią się "luksusowe delikatesy" lub "ekskluzywne sklepy". Nijak to pasowało do Nowej Huty, ale może to takie czasy. Świat idzie do przodu, ludzie też, to może i Huta powinna. Świt miał więc opływać w luksusy niczym tknięty ręką Midasa. Iskierką nadziei stała się informacja o kinokawiarnii, ulokowanej wstępnie gdzieś na piętrze. Właściciele szumnie zapowiadali konsultacje z mieszkańcami. Miał być kompromis pomiędzy bezdusznymi prawami rynku, a sentymentalnymi sąsiadami. Wiedzcie więc, że według Apollo nie ma nic tak luksusowego i upragnionego jak Tesco.

Nie zapominam, że jeszcze niedawno był tam sklep meblowy, odzież używana i parę innych badziewnych przedsięwzięć. Pewnie, wszystko jest lepsze, niż elewacja zasłonięta pstrokatymi reklamami. Skoro jednak ktoś pakuje sześć milionów złotych w remont obiektu, obiecuje cuda na kiju, a potem wmawia nam, że Tesco to najbardziej luksusowa rzecz jaką można zaoferować Nowej Hucie, to cóż… Chyba nigdy nie spędził tu więcej niż kwadransa.

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Młotek stuknął, licytacja wygrana, logo wisi. Będą nowe miejsca pracy, choć nikt się nie zastanawia ile okolicznych małych sklepów straci utarg. Supermarket zaakceptowany, kolejki ustawią się szybciej niż myślę i każdy zapomni, czym Nowa Huta stoi. Po co iść do Pani Krysi na zakupy, skoro "tescowej" ceny nie przebije? Po co iść po kilogram ziemniaków, skoro pod Świt można podjechać autem i zapakować siatki od razu na cały tydzień? Teraz o świeżości będzie zapewniał animowany Henio i światowy Makłowicz. Może o takie luksusy chodziło. Dla Ciebie, dla rodziny.

Pewnie za chwilę znów ktoś będzie grzmiał w mediach, że Huta ma niezwykłe zaplecze artystyczne. Przypominał o wciąż niewykorzystanym potencjale PRL-owskich pamiątek. Opowiadał, jak to Hutę powinniśmy ożywić, że z sypialni trzeba z niej zrobić prawdziwe salony. Była okazja. Została zmarnowana.

Fot: Jacek Smoter