Filipiak: Nie zamierzam sprowadzać zagranicznych zawodników
Prezes MKS Cracovia Janusz Filipiak chce stworzyć zespół oparty na młodych piłkarzach z regionu. Właściciel klubu nie zamierza sprowadzać hurtowo zagranicznych zawodników i dawać im wysokich kontraktów, by szybko zbudować drużynę, która biłaby się o europejskie puchary. Zamiast tego, woli w sposób zrównoważony osiągać wyznaczone cele sportowe.
– Staramy się mieć zrównoważoną sytuację finansową. Oczywiście jest presja kibiców, żebyśmy osiągnęli jak najlepszy wynik sportowy, ale chcemy spokojnie budować drużynę – stwierdził Janusz Filipiak.
„Można zapomnieć o czasach przywiązania do barw klubowych”
– Nie jest łatwo zarządzać drużyną sportową. Tymi młodymi ludźmi rządzą tylko pieniądze, można zapomnieć o czasach przywiązania do barw klubowych. Trzeba wiedzieć jak funkcjonuje system. W piłce nożnej organizacje miedzynarodowe, takie jak FIFA, kontrolują, czy po podpisaniu kontaktu płacone jest ustalone wynagrodzenie. W razie koniecznoście interweniują i egzekwują. Podpisując umowy i inwestując duże pieniądze z nadzieją, że się wejdzie do Ligi Mistrzów trzeba pamiętać, że kiedy plan się nie powiedzie, zostaje się z bardzo wysokimi kontraktami, których nie ma z czego opłacić – powiedział prezes MKS Cracovia.
Prawdopodobnie Filipiak poczynił aluzję do innego krakowskiego klubu. W 2011 roku Wisła zdobyła mistrzostwo Polski, sprowadzając wcześniej wielu zagranicznych graczy i podpisując z nimi wysokie i długoterminowe kontrakty. Kiedy jednak Biała Gwiazda odpadła w decydującym boju o Ligę Mistrzów z APOEL-em Nikozja, popadła w ogromne problemy finansowe, z których do dziś nie wyszła.
Drużyna oparta na wychowankach
W Cracovii dostrzeżono świetną grę wychowanków, czyli Bartosza Kapustki i Mateusza Wdowiaka. Klub zamierza dążyć do stworzenia drużyny opartej na młodych zawodnikach z regionu. – Myślę, że przebudowaliśmy drużynę i ten młody zespół jest dobry. W składzie mamy dwóch osiemnastolatków, którzy uważani są za najlepszych zawodników. Praca z młodzieżą procentuje – mówił Filipiak.