Foodtrucki, pierogi i maczanka po krakowsku

Z Unii Europejskiej Kraków ma 240 tys. euro na zrealizowanie projektu związanego z promocją miasta przez kulinaria. Wraz z kilkoma innymi miastami europejskimi pod egidą włoskiej organizacji Slow Food,  urzędnicy chcą wypromować krakowską kuchnię – w każdym tego słowa znaczeniu.

Czy istnieje kuchnia krakowska? Jako taka pewnie jest ciężka do zdefiniowania. Mamy za to miejsca, które są jej kwintesencją. Nie chodzi tu bowiem o same potrawy, ale całe bogactwo smaków, przygotowywanie i spożywanie posiłków – nie tylko w restauracjach, ale też na festiwalach czy po prostu na ulicy.

Dlatego, jak mówi Szymon Gatlik z urzędu miasta, zarówno maczanka po krakowsku, jak i kiełbasa krakowska wraz z zapiekankami i potrawami serwowanymi w foodtruckach tworzą to nasze dziedzictwo smaku.

Teraz czas nad tym wszystkim popracować. W latach 2017 – 2020 segment ten zostanie poddany analizie, a następnie wypromowany. Dzięki temu uda się kilku, a może kilkunastu miejscom wejść w międzynarodową sieć projektów slow food.

Smak miasta

– Mamy ambicję, aby za trzy lata powstało coś, co można nazwać mapą dziedzictwa kulinarnego Krakowa.  Znajdą się na niej smaczki historyczne, które gdzieś są schowane, a można je wykorzystać do promocji – uważa Gatlik.

Turyści muszą też odczuwać, bo teraz na tym polega turystyka. – Chodzi o przeżywanie, wnikanie w codzienność miasta, a nie tylko suchą obserwację tego, jak ono żyje. Produkt turystyczny musi być prawdziwy – podkreśla urzędnik.

Jak dodaje Katarzyna Gądek, zastępca dyrektora Wydziału Promocji Miasta, obecnie hitem jest umawianie się turystów na posiłek w domu. – Pomysłodawczynią takiego portalu jest krakowianka, a obecnie to portal europejski – stwierdza Gądek.

Również wspominanie foodtrucki pełnią, zdaniem urzędniczki, ważną rolę. – Można w nich kupić świetną maczenkę po krakowsku. Bywają w nich dziennikarze podczas wizyt studyjnych – podkreśla Katarzyna Gądek.