Galicja zamknięta w czekoladzie

Tuż przy wejściu – pies z czekolady. Za szybą gęsta, płynna ciecz, przelewana do rozmaitych foremek. Dalej – stuczterdziestokilogramowa, czekoladowa wieża ratuszowa. Smaczne buciki, smoki, podkowy, Sukiennice i Kościół Mariacki. Miejsce, gdzie spotykają się dwie galicyjskie tradycje. Do tego wszystkiego, niezwykle aromatyczny zapach czekolady. Któż nie skusiłby się na to, by zajrzeć do krakowskiego bajkowego świata najpopularniejszego smakołyku?

Nie od dziś wiadomo, że czekolada doskonale poprawia nastrój i jest źródłem magnezu. Płynna i gorąca bez wątpienia może być czynnikiem rozgrzewającym w czasie chłodnych, jesiennych dni. Czasem też wystarczy mała kosteczka czekolady, by poprawiło się samopoczucie. Ten znany i lubiany od dawna smakołyk, niezmiennie cieszy się ogromną popularnością. Niezależnie od formy, kształtu i wszelkich dodatków, jak orzechy, bakalie czy rozmaite nadzienia.

Czekolada jest też składnikiem ciast oraz słodyczy, a także wspaniałym elementem dekoracyjnym wypieków. Warto zauważyć, że powstają z niej też ciekawe kompozycje, przybierające różnorodne kształty. Kreatywności i pomysłów w tym przypadku nie brakuje, o czym można przekonać się, odwiedzając na przykład Krakowską Manufakturę Czekolady.

„Nasza manufaktura powinna przypominać bajkę”

W miejscu tym, znajduje się nie tylko sklep, ale też otwarta pracownia, gdzie codziennie produkowana jest czekolada. Odbywa się to w pomieszczeniu za oszkloną ścianą i każdy, kto wchodzi do manufaktury, może zobaczyć, jak foremki wypełniane są gęstą cieczą.

– To produkcja tylko i wyłącznie na nasze potrzeby – mówi Tomasz Seweryn z Krakowskiej Manufaktury Czekolady. Aromatyczny zapach smakołyku przenika do sklepu, gdzie daje się zauważyć specyficzną kolorystykę pomieszczenia, a meble i opakowania produktów nawiązują do dawnego stylu. Na ścianach widoczne są namalowane kontury miasta, a także zdjęcia pralinek. Wszystko to tworzy bardzo specyficzny klimat i na chwilę przenosi do innego świata. – Nasza manufaktura powinna przypominać bajkę – opowiada Mariana.

Czekolada z foremek

Wśród ogromnej ilości przeróżnych produktów, w pierwszej kolejności, uwagę zwracają rozmaite czekoladowe figurki. Są one czarne, brązowe, białe i kremowe. W rozmaitych kształtach i wielkościach. – Mamy różne figurki, a wszystkie odlewamy ręcznie – mówi Mariana. – Każda foremka składa się z dwóch części. Czekoladę wlewa się do środka, zalewa do pełna i całość wstawiamy do lodówki – kontynuuje. – Przygotowanie jednej figurki pełnej zajmuje pięć minut, a figurki pustej dwadzieścia minut, bo jest to wylewanie podwójne – dodaje.

Czekolada taka jest też dodatkowo zdobiona naturalnymi barwnikami. – Nie wszystkie czekolady dekorujemy, bo jest to czasochłonne, trzeba poczekać, aby zastygły – mówi dalej Mariana. Na wielu figurkach, tworzone są również napisy. – Każdy może sobie zamówić coś dla siebie, jakąś dedykację – opowiada Tomasz Seweryn. – Taki produkt gotowy jest z dnia na dzień – dodaje. „Jedna pralinka zajmuje nam trzy dni” Nie można nie wspomnieć, że Krakowska Manufaktura Czekolady wywodzi się ze Lwowa, gdzie kupowano dawniej tradycyjne, wytwarzane wyłącznie ręcznie pralinki. – To połączenie dwóch tradycji: krakowskiej i lwowskiej, których spoiwem była Galicja – mówi Tomasz Seweryn. Pralinki zajmują więc w manufakturze bardzo istotne miejsce, stanowią wręcz specjalność w całej czekoladowej ofercie. – To są wszystko nasze receptury, powstające od podstaw – zwraca uwagę Tomasz Seweryn.

Smaki pralinek są rozmaite: pistacjowe, morelowe, wiśniowe czy waniliowe – Pralinki to cukierki, które robimy ręcznie. Jedna pralinka zajmuje nam trzy dni. Pierwszy dzień to przygotowanie masy. Drugi to zwijanie i wycinanie, a trzeciego dnia odkładamy na zaplecze – opowiada Mariana. – Czekolada musi być stemperowana, czyli posiadać odpowiednią temperaturę i konsystencję – dodaje. W przypadku pralinek, pojawia się także nawiązanie do czasów Austro-Węgier, o czym świadczą nazwy cukierków. Wśród „Lwowskich Amorków”, „Belwederu” i „Serca Krakowa”, daje się zauważyć te związane chociażby z cesarzami, na przykład „Franc i Jozef”, „Cesarzowa Sisi” albo „Frau Cymer Deserowa”.

A co w czekoladzie?

W manufakturze można też znaleźć tabliczki czekolady z rozmaitymi dodatkami. Są wśród nich między innymi: orzechy, rodzynki, migdały, sól, pieprz, mięta, cynamon, żurawina czy mak. Uwagę zwraca na pewno czekolada z różną zawartością kakao, pochodzącego z państw takich jak Wenezuela, Uganda, Peru, Kostaryka czy Ekwador. Jest ona sprzedawana na wagę, a wspomnieć można tu jeszcze o czekoladzie deserowej, białej, mlecznej i klasycznej. – Jest taki pan, nasz stały klient, który kupuje sobie czekoladę na wagę i w domu odlewa w niej wiśnie – mówi Mariana.

Kraków w czekoladzie

Nie da się nie zauważyć, że sporo produktów, jakie można zobaczyć w manufakturze, nawiązuje do Krakowa. Spośród figurek są to na pewno smoki, ale też znane i popularne budynki, jak chociażby Sukiennice czy Kościół Mariacki. Nie brakuje też czekoladowych widokówek z wizerunkiem miasta, a także obrazów. – Najczęściej są to obrazy związane z Krakowem – mówi Tomasz Seweryn. – Na czarnej czekoladzie kładziona jest warstwa biała i na niej rzeźbi się dłutem wzorki z wizerunkiem Krakowa, ewentualnie jakieś portrety albo zwierzęta – dodaje.

Prezent i pamiątka

W Krakowskiej Manufakturze Czekolady wiele osób zaopatrywuje się w prezenty. Dla dorosłych najczęściej wybierane są figurki „Czekoladowy Chłopiec” bądź „Czekoladowa Dziewczynka”. Wśród starszych, popularna jest bombonierka, którą można skomponować samemu, a także kosze prezentowe. Dzieciom kupowane są zazwyczaj figurki z misiami, czekoladowe pojazdy, samoloty, pantofelki i piłkarze. Manufaktura to również miejsce odwiedzane przez rzesze turystów. – Oni kupują więcej, bo jak już przyjadą do Krakowa, to chcą zabrać ze sobą od razu większe ilości naszych produktów – mówi Mariana. – Turyści kupują całe zestawy, gotowe bombonierki, ekskluzywną czekoladę z dodatkiem soli, maku, kokosu. Nie kupują pustych figurek, bo to jest jednak ryzyko w podróży – kontynuuje. – Najczęściej kupowane są smoki i podkowy. Smoki, bo to symbol Krakowa, a podkowy – po prostu, na szczęście – dodaje.

Monika Jaracz