„Gdy czekałam na ciemnym przystanku, nieznany mężczyzna próbował podnieść mi spódnicę”
Wibracje. Na ekranie telefonu pojawił się ostrzegawczy komunikat o potencjalnym spamie. Głos w słuchawce nie namawiał jednak do zamontowania fotowoltaiki czy uczestnictwa w testach sprzętu medycznego. Podobnie jak spora grupa mieszkańców Krakowa, usłyszałem, że na zlecenie miasta badane jest poczucie bezpieczeństwa.
W ankiecie znalazły się pytania o niebezpieczne miejsca, o strach przed wychodzeniem na zewnątrz po zmroku czy o obawy przed różnymi zdarzeniami. Poruszone zostały również kwestie więzi sąsiedzkich i gotowości do reakcji – zarówno na zagrożenie osobiste, jak i czyjegoś zdrowia bądź życia. Wyników rzecz jasna jeszcze nie ma, jednak możemy przyjrzeć się tym z zeszłego roku.

Bezpiecznie jak w Tokio?
Od lat wyniki ogólne są pozytywne – zarówno dla włodarzy Krakowa, jego mieszkańców, jak i służb. Statystyka też jest po stronie stolicy Małopolski. W trakcie rozmów związanych z niepokojami na rynku pracy próbowano odpowiedzieć na pytanie, czym wyróżnia się Kraków w stosunku do innych, podobnych miast. Wśród kilku aspektów pojawiło się bezpieczeństwo.
– Kraków to bardzo bezpieczne miejsce. Statystyki pokazują, że stopień przestępczości jest na poziomie równym z tym w Tokio. Nikt o tym nie mówi. Musimy takie rzeczy reklamować – powiedziała Dorota Gruchała z JLL Polska podczas październikowej edycji Aspire 2025.
Ciekawą perspektywę oferują dane ze strony Numbeo.com, opartej na subiektywnych odczuciach jej użytkowników. Według twórców, dane w tej sekcji pochodzą z ankiet wypełnionych przez odwiedzających stronę internetową, o strukturze podobnej do uznanych badań naukowych i rządowych.
Wcześniej, bo w czerwcu tego roku, Kraków zajął drugie miejsce w rankingu najbezpieczniejszych miast na świecie dla kobiet podróżujących samotnie. Dawną siedzibę królów wyprzedził jedynie Dubaj. Serwis InsureMyTrip przeanalizował pod tym kątem 62 najpopularniejszych miasta świata.
Badania percepcji społecznej, policyjne statystyki czy rankingi to obiektywne narzędzia do opisywania rzeczywistości. Jednak dla wielu osób to ich własne doświadczenia przeważają nad liczbami, procentami i anonimowymi opiniami.
Aby perspektywa była ciekawsza, zwróciłem się z prośbą o opisanie poczucia bezpieczeństwa do osób, które pochodzą z innych krajów, ale żyją w mieście na tyle długo, że są w stanie określić otaczającą ich rzeczywistość oraz porównać ją z tym, co znają z własnego podwórka – bez różowych okularów turysty. Oto historie Iren z Węgier oraz Thomasa z Wielkiej Brytanii.
Węgierka: Szacunek do przestrzeni
– Mieszkając zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce, zauważyłam znaczną różnicę w tym, jak bezpiecznie czułam się w każdym z tych miejsc – mówi Iren, krakowianka od sześciu lat.
Jak wspomina, w swojej ojczyźnie miała kilka niemiłych doświadczeń związanych z drobną przestępczością: padła ofiarą kieszonkowców oraz oszustów. Na Węgrzech często spotykała się z osobami, które wyłudzały pieniądze pod pretekstem zbiórek na cele charytatywne czy… wróżby. Po przyjeździe do Krakowa zauważyła, że jest to znacznie bezpieczniejsze miejsce.
– Ludzie generalnie bardziej szanowali przestrzeń osobistą, a liczba oszustw czy drobnych kradzieży, z jakimi się spotykałam, była nieporównywalnie mniejsza niż na Węgrzech. Te kilka sytuacji, które widziałam, zwykle działo się już w trakcie interwencji ochrony lub policji – mówi Iren.
Brytyjczyk: Mniej agresji na ulicach
Thomas to 38-latek pochodzący z Leeds. W swoim życiu mieszkał w kilku miejscach w Wielkiej Brytanii. Zanim przeprowadził się do Polski w 2019 roku, żył m.in. w Glasgow, Birmingham czy Manchesterze, gdzie studiował. W swoim CV ma również mniejsze miejscowości: Warwick czy Leamington Spa.
Mówi wprost, że w porównaniu z tymi wszystkimi miastami Kraków ogólnie wydaje się znacznie bezpieczniejszy.
Zróbmy na moment miejsce statystykom. W 2024 roku w Krakowie zanotowano 19,5 tys. przestępstw. W tym samym czasie w Leeds, które jest porównywalne pod względem liczby mieszkańców, odnotowano ich ponad 106 tysięcy.
Podobnie jak Iren, Thomas zwraca uwagę na spokój, jaki panuje u nas po zmroku. – W UK nigdy nie czułbym się komfortowo, pozwalając partnerce wracać pieszo do domu nocą, ale w Krakowie żadne z nas się tym nie przejmuje. Statystyki to potwierdzają, a codzienne życie również – stwierdza.
Thomas zauważa również drobniejsze rzeczy: ulice są czystsze, jest mniej pijanych lub agresywnych osób, nie ma gangów młodzieży, rzadko widzi się jawne zażywanie narkotyków czy desperację, którą czasem można odczuć w centrach brytyjskich miast.
– Jest mniej tego podskórnego napięcia. Polska oczywiście ma swoje wyzwania, ale atmosfera w Krakowie jest spokojniejsza i bardziej uporządkowana – podsumowuje.
Co kryje się w cieniu
Oczywiście, mieszkając tyle lat pod Wawelem, nie sposób nie zauważyć tego, co kryje się w jego cieniu. Iren przyznaje, że niedawny incydent sprawił, że zaczęła podawać swoje poczucie bezpieczeństwa w wątpliwość.
Jak mówi dalej, nie była informowana o przebiegu postępowania – otrzymała jedynie informację o umorzeniu. Ale i w tym doświadczeniu znajduje pozytywny dla krakowskich służb aspekt.
– Sam ten kontakt był już czymś więcej niż to, czego doświadczyłam na Węgrzech. Kiedy skradziono mi tam portfel, policja po prostu powiedziała, że nic nie mogą zrobić, mimo że w pobliżu były kamery. Zasugerowali nawet, żebym sprawdziła śmietniki na wypadek, gdyby złodziej wyrzucił moje dokumenty. Ostatecznie to życzliwa osoba znalazła mój portfel i skontaktowała się ze mną, by go zwrócić – opowiada Węgierka.
Wyzwania: Tolerancja i bezpieczeństwo na drogach
Thomas wskazuje na nieco więcej zarzutów i kwestii, które wymagają poprawy. – Jest kilka obszarów, w których moim zdaniem Polska wciąż pozostaje w tyle za Wielką Brytanią – podkreśla Brytyjczyk.
Mówi o sobie, że jest sojusznikiem osób LGBTQ+ i „z przykrością zauważa, że nie wydaje się to tak bezpieczne miejsce do życia dla osób nieheteroseksualnych jak inne kraje europejskie”.
– W UK taka jawna wrogość prawdopodobnie zostałaby potraktowana jako przestępstwo z nienawiści, a w Polsce policja po prostu pilnowała porządku, jakby to był zwykły protest. Słyszałem też od znajomych gejów o fizycznych atakach, co jest głęboko niepokojące, oraz o drobniejszych incydentach, jak zrywanie tęczowych flag – twierdzi.
Przemyślenia Thomasa pokrywają się z miejscem, jakie nasz kraj zajmuje w „tęczowych rankingach”. Według ILGA-Europe – organizacji badającej ochronę prawną osób LGBTQ+ w państwach Unii Europejskiej – nasz kraj przez cztery lata zajmował ostatnie miejsce. W ubiegłym roku awansował o jedną pozycję.
W Krakowie jednak od lat organizowane są marsze środowisk nieheteronormatywnych, które są obecnie oficjalne wspierane przez władze miejskie.
Brytyjczyk zwraca również uwagę na bezpieczeństwo na drogach, zwłaszcza pieszych. – Poprawiło się to w ostatnich latach dzięki zmianom w prawie, ale kierowcy nadal nie zawsze zatrzymują się przed przejściami, a słyszałem kilka historii o ludziach, którzy zostali potrąceni i zginęli. Statystyki wypadków drogowych potwierdzają to ryzyko – Polska miała najwyższy wskaźnik śmiertelności pieszych w Europie! – zauważa.
Według Thomasa problemem – zwłaszcza na mniej zurbanizowanych terenach miasta i wokół niego – są też psy. Mowa o tych agresywnych i niewyszkolonych. Tu znacząco różnimy się od Wielkiej Brytanii, gdzie zdaniem Thomasa większość zwierząt trzymana jest w domach. – Spacerowanie przez wieś jest mniej stresujące, choć oczywiście tam również zdarzają się ataki psów – przyznaje.
– Na koniec zorganizowana przestępczość, szczególnie oszustwa w klubach nocnych wymierzone w turystów. Powszechnie wiadomo, że niektóre kluby odurzają gości i opróżniają im konta bankowe, a choć policyjne naloty pomogły, problem nadal istnieje. Mam nadzieję, że zostanie to w końcu całkowicie rozwiązane – mówi.
Bilans zysków i strat
– Ogólnie rzecz biorąc, mimo że nadal uważam Kraków za stosunkowo bezpieczne miasto, te doświadczenia przypomniały mi, że żadne miejsce nie jest całkowicie wolne od ryzyka. Kontrast między moimi kontaktami z policją w Polsce i na Węgrzech uwydatnił również różne podejścia do ofiar, nawet jeśli w obu przypadkach efekt końcowy nie był idealny – podsumowuje Iren.
– Czuję się bardzo bezpiecznie, mieszkając w Krakowie. To piękne, gościnne miasto z silnym poczuciem wspólnoty i jestem optymistycznie nastawiony do jego przyszłości. Mam tylko nadzieję, że wraz z dalszą modernizacją kraju pojawi się też postęp w kwestiach tolerancji społecznej, bezpieczeństwa pieszych i dobrostanu zwierząt – konkluduje Thomas.
A jak Wy czujecie się w Krakowie pod względem bezpieczeństwa? Piszcie do nas na adres redakcja@lovekrakow.pl i podzielcie się swoimi historiami.