„Gender mnie nie interesuje”, cz. II [Rozmowa]
Zapraszamy do lektury drugiej części wywiadu z Zofią Gołubiew, Dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. Kogo sama uhonorowałaby Laurem Krakowa XXI wieku? Dlaczego jej zdaniem współczesne działania feministek przynoszą odwrotny skutek? Czy przyznaje rację protestującym w małopolskich instytucjach kultury? Na te i inne pytanie, odpowiedzi znajdziecie poniżej.
Jak skomentuje Pani protesty w małopolskich instytucjach kultury?
W tej kwestii muszę wypowiadać się ostrożnie. Duża rola przywódcza była ze strony związku „Solidarności” w naszym Muzeum. Zgadzam się z postulatami związkowców, ponieważ uważam, że wiele osób zarabia bardzo źle. Nie wszystkie grupy zawodowe, ale te nisko uposażone zarabiają wręcz „haniebnie”. Solidaryzowałabym się w pełni ze związkami, gdyby nie element w tych protestach, którego nie akceptuję. Mam na myśli zwrócenie ostrza protestu przeciwko własnej instytucji oraz oczernianie jej. To błąd taki sam jak wypowiedzi niektórych osób podających publicznie kłamliwe informacje. Psują one nasz wizerunek w oczach innych. Chociaż kultura jest przez wszystkich „wielkich tego świata” traktowana jak piąte koło u wozu, bo ważny jest biznes i gospodarka, nie wolno tak traktować ludzi w niej pracujących. Trzeba jednak mieć trochę rozsądku i przyzwoitości w metodzie protestowania.
Krytyce poddano również wydawanie dużych pieniędzy w muzeach na digitalizację.
To kuriozalne! Pierwszy raz o tym słyszę. Muzea są utrzymywane przez nas wszystkich, a więc wszystko, co mają powierzone, powinno być dla wszystkich dostępne, także w sieci. Przecież nie można wpuszczać każdego do magazynu, żeby sobie coś-tam sprawdzał. Naszym obowiązkiem jest ochrona zbiorów i przekazanie ich kolejnym pokoleniom. Internet zaś pozwala na to, żeby każdy, nawet niepełnosprawny, mógł chociaż wirtualnie zwiedzać muzeum. Jest to przekazywanie wiedzy. Nie powierzono nam tych skarbów na wyłączność - musimy je udostępniać. Dodam jednak, że naszą rolą jest przede wszystkim umożliwianie kontaktu z oryginałem, bo to jednak zupełnie inne przeżycie –znajdować się naprzeciwko obrazu czy rzeźby. Co innego, jeśli się to widzi na ekranie. Ale równocześnie na digitalizację przeznacza się u nas sporo pieniędzy. Wykorzystanie takich możliwości to np. wirtualne zwiedzanie. Niektóre nasze wystawy miały też swoje strony internetowe. Pieniądze w XXI wieku na digitalizację to chyba oczywista sprawa.
Z drugiej strony pełni ona funkcję zachęcającą do tego, aby zobaczyć oryginał.
Dokładnie! Digitalizacja wcale nie zniechęca.
Jak Pani zareagowała, kiedy dowiedziała się, że została uhonorowana Laurem Krakowa XXI wieku?
Niezmiernym zdumieniem. Byłam tak zaskoczona, że nie zrozumiałam, kto mógł mieć taki pomysł. Jest tyle osób, które na taką nagrodę zasługują. Początkowo nie chciałam się zgodzić. Kiedy jednak zobaczyłam, jakie osoby zostały tym Laurem uhonorowane, uznałam, że znaleźć się w takim gronie to wielki zaszczyt.
Jest Pani drugą kobietą uhonorowaną Laurem.
Naprawdę? Ale tutaj nawiążę do tego, że nie dzielę świata na perspektywę kobiet i mężczyzn.
Taki podział stał się modny.
Uważam, że jesteśmy wszyscy przede wszystkim ludźmi, chociaż niektóre cechy są różne w naszych naturach. Całe to zamieszanie z gender również mnie nie interesuje. Jeśli jednak chodzi o feminizm, to sprawa wygląda trochę inaczej. Feministki, które walczyły w XIX wieku o prawa kobiet, miały powód, by działać. Prawdopodobnie, gdybym wtedy żyła, walczyłabym z nimi ramię w ramię. Natomiast dzisiaj, działalność niektórych przedstawicielek tego nurtu ma wręcz odwrotny skutek i zniechęca do kobiet.
Może ten feminizm się teraz trochę odwraca od ich spraw?
Na to wygląda. Za wszelką cenę chcemy dorównać mężczyznom i na tym się skupiamy. Nie wiem, czy pewne profesje są dla kobiet, np. skoki narciarskie. Przecież jesteśmy fizycznie inaczej zbudowane. Różnią nas pewne cechy, fizyczne i mentalne, powinniśmy skupiać się na tym, co mamy.
Czy sama sobie przyznałaby Pani Laur? Być może ma Pani kandydata lub kandydatkę?
Sobie? Nigdy w życiu! Czy mam kandydata lub kandydatkę? Niech pomyślę… Zaskoczyła mnie pani pytaniem. Myślę o osobie, która w tej chwili straciła pracę, ale pewnie znajdzie inną, równie fantastyczną. Myślę o ustępującej pani dyrektor PISF, Agnieszce Odorowicz. Świetna ekonomistka, jednocześnie bardzo bliska sprawom kultury i sztuki, studiowała w naszym mieście. Powierzono jej tworzący się PISF i ona zrobiła z tego coś świetnie prosperującego. Nie ze wszystkimi decyzjami się zgadzam i miewam inne zdanie, ale ważne jest jaką świetną instytucją jest obecnie PISF. To właśnie Agnieszce przyznałabym Laur.