Gigantyczny bilbord z martwym płodem ocenzurowany. Radny zostanie pozwany?
Na nośniku reklamowym przy al. 29 Listopada w maju zawisł banner z martwym płodem. Radny Wantuch, nie pierwszy i nie ostatni, zwrócił uwagę, że takie treści mogą źle oddziaływać na psychikę dzieci. Podjął więc działania, które doprowadziły do zaklejania części kontrowersyjnego bilbordu.
– Udało mi się ustalić właściciela nośnika, który na początku nie był skłonny do działania, ale udało się go przekonać. Między innymi zwolnieniem z odpowiedzialności za zamalowanie części bilbordu – opowiada Łukasz Wantuch.
Samorządowiec podkreśla, że nie zależy mu na tym, aby treści antyaborcyjne zniknęły z przestrzeni miejskiej, ale zaznacza, że nie ma miejsca na takie drastyczne zdjęcia. – Tu nie chodzi o cenzurę, tylko ochronę dzieci – tłumaczy. I dodaje, że hasła typu „Stop aborcji” itp. mogą i powinny nadal być wywieszane.
„Sprzątanie miasta”
Radny zapowiedział, że w podobny sposób, jak poradził sobie z banerem przy al. 29 Listopada, będzie chciał zająć się całym miastem. – Po pierwsze trzeba stworzyć listę firm, które przyjmują i nie przyjmują takich zleceń. To będzie efekt presji. Nagrodą będzie to, że jeśli dana firma zerwie umowę za to, że na ich nośniku pojawi się drastyczne zdjęcie, będzie miał ochronę miasta – mówi Wantuch.
Poza tym radny chciałby wyposażyć ZDMK w mocowanie prawne, które będzie pozwalało im na wypowiadanie umów o zajęcia pasa drogowego firmom, które mimo wszystko wieszają drastyczne treści.
Na razie jednak miasto nie jest chętne do pochopnego działania. Widać to choćby po odpowiedziach na interpelacje radnych, którzy dopytywali o możliwość np. nie udzielania zgody na manifestacje antyaborcjonistów czy zakazania wywieszania plakatów z martwymi płodami.
– Treści te obiektywnie można uznać za gorszące. Jednocześnie trudno ustalić, jaki ma cel prezentowanie w przestrzeni publicznej tak makabrycznych obrazów, na których widok są narażone przypadkowe osoby, w tym dzieci, które są nimi przerażone i nie rozumieją, dlaczego muszą na nie patrzeć – przekonywał kilka tygodni temu Łukasz Gibała.
Urząd za każdym razem tłumaczył, że orzecznictwo w tej sprawie jest niejednoznaczne i czeka na zakończenie sprawy w Gdańsku, której wynik może wpłynąć na politykę miasta, wobec tego typu treści w przestrzeni publicznej.
Sprawa w sądzie?
Wywieszenie bilbordu, o którym mowa, zlecił Bawer Aondo-Akaa. Działacz prolife odniósł się do tego, co udało się osiągnąć radnemu. Aondo-Akaa zarzucił Wantuchowi zastosowanie „obrzydliwego szantażu” i łamanie konstytucyjnego prawa.
– Zgłaszam kuriozalną kwestię niemożności informowania pełnego społeczeństwa; o mordowaniu dzieci – ludzi – nienarodzonych; poprzez obrzydliwą aborcję, do Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris – napisał działacz (pisownia oryginalna).
– Oni nie odpuszczą i sprawa pewnie zakończy się w sądzie. Trudno – kwituje Łukasz Wantuch.