Godna podziwu efektywność Wisły. Trener rozgrzeszył bramkarza i napastnika

Graczom Mariusza Jopa brakowało płynności w grze, ale wygrana nad GKS-em Tychy nie podlegała dyskusji. Na gole zamienili wszystkie celne strzały.

Zwycięstwo Wisły z GKS-em

W ostatnich latach trzy punkty w pierwszym meczu po zimowej przerwie nie były oczywiste. Choćby rok temu Biała Gwiazda przed własną publicznością uległa Zniczowi Pruszków. Teraz udało się zwyciężyć, choć Krakowianie skomplikowali sobie zadanie, oddając gola rywalowi. Po podaniu Patryka Letkiewicza rywal odebrał piłkę, a za chwilę jego kolega trafił do pustej bramki. 

– Dla mnie jest najważniejsze, jak zespół zareagował po straconej bramce. Jak się przegrywa, nie jest prosto zareagować we właściwy sposób, czyli w taki, że zdobywa się dwie i wychodzi się na prowadzenie – mówił trener Mariusz Jop.

Mariusz Jop
Mariusz Jop
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Rozgrzeszenie od trenera

Wiślakom od czasu do czasu przytrafiają się takie błędy w rozegraniu. Szkoleniowiec uważa, że jest to ryzyko wkalkulowane w ich sposób otwierania akcji. 

Później było widać, że w sytuacji, kiedy rywal podchodził do nas „jeden na jeden” wysoko, a z tyłu zostawiał układ „cztery na cztery”, to kilka razy dłuższym podaniem od Letkiewicza stwarzaliśmy zagrożenie
Mariusz Jop, trener Wisły

Dodał, że zespół nie zawsze będzie grać do środka, natomiast czasami będzie tego próbować.  – Na pewno nie będzie ode ode mnie przekazu, by tego teraz nie robić, bo straciliśmy z tego bramkę –  zapewniał.

Mecz Wisła Kraków - GKS Tychy
Mecz Wisła Kraków - GKS Tychy
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Wysoka efektywność

Łukasz Piszczek, trener GKS-u, żałował, że wszystkie trzy strzały Białej Gwiazdy w bramkę (dwa Macieja Kuziemki i jeden Wiktora Biedrzyckiego) dały jej gole. Od razu po meczu Jop nie znał statystyk, więc nie chciał się odnosić do wypowiedzi kolegi po fachu. 

Stwierdził jednak: – Najważniejsza jest efektywność strzałów. Jeżeli będziemy oddawać cztery, a strzelać trzy bramki, to wchodzę w to.

Łukasz Piszczek
Łukasz Piszczek
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Czerwona kartka Szymona Kawały

Krótko po wejściu na boisko bezpośrednią czerwoną kartkę obejrzał Szymon Kawała. Faul na Tobiaszu Kubiku był bardzo ostry i Tyszanin był narażony na poważny uraz. Nie było w tym jednak celowości. Tak też sytuację ocenił Jop. 

– To zupełnie przypadkowa sytuacja, byłem blisko. Trochę źle skontrolował piłkę przy długim podaniu. Później próbował ją zostawić, zawodnik wstawił nogę i oczywiście to ewidentna czerwona kartka – mówił.

Mecz Wisła Kraków - GKS Tychy. Rywal opatrywany po faulu Szymona Kawały
Mecz Wisła Kraków - GKS Tychy. Rywal opatrywany po faulu Szymona Kawały
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Jak wskazał, młody napastnik nie miał złej intencji – nie chciał uderzyć piłkarza, wejść mu w nogę. 

Chciał blokować piłkę. Tak się akurat stało w dynamicznej sytuacji, że ta kartka się należała. Przykre dla chłopaka zdarzenie, dla nas bez konsekwencji, bo nawet broniąc w dziesięciu mecz był pod kontrolą i wyprowadzaliśmy kilka groźnych ataków. Natomiast na pewno szkoda, bo po to został wpuszczony, żeby zbierać minuty i doświadczenie
Mariusz Jop, trener Wisły Kraków