Gromy leciały już w przerwie, a po meczu trener też nie miał litości
Puszcza wróciła w fatalnym stylu
Przed przerwą na kadrę w grze i wynikach spadkowicza z ekstraklasy można było dostrzec dużą poprawę. Po letniej rewolucji kadrowej drużyna ukształtowała się na nowo i zgrała. Pokonanie Wisły byłoby czymś dużym, ale gospodarze nawet nie spróbowali jej się przeciwstawić. Efekt? 0:3 do przerwy i de facto koniec meczu po 45 minutach.
Trener pracujący w Niepołomicach od ponad dziesięciu lat nie widział odwagi. Poważniejszą okazję na strzelenie gola Puszcza miała w ostatniej sekundzie, gdy sędzia nabierał już powietrze w płuca, by za chwilę gwizdnąć po raz ostatni. Trener wskazał, że był to jedyny dobrze wykonany rzut rożny z siedmiu.
Wyliczył, że było to już 13. kolejne spotkanie, w którym drużyna nie zdobyła bramki z rzutu rożnego. Wcześniej – czy to idąc drogą do ekstraklasy, a potem przed długi czas w elicie – była to jej najgroźniejsza broń.
Wisła dobrze grała, a Puszcza jej pomagała
Z zespołu, który w sezonie 2022/2023 trzykrotnie pokonał Wisłę, zostali pojedynczy zawodnicy. W poniedziałek byli to obrońca Piotr Mroziński i defensywny pomocnik Konrad Stępień. Tułaczowi zależy, by nowa drużyna miała ten sam gen nieustępliwości. W starciu z liderem nie było go widać.
– Przeciwko Wiśle jeszcze tak nie zagraliśmy. Przegrywaliśmy każdy pojedynek, Wisła zbierała drugie piłki. Tak grając ułatwiliśmy jej zwycięstwo, ustawienie sobie meczu. Właściwie przy każdej z bramek – mimo tego jak Wisła przeprowadzała te akcje – to myśmy bardzo, bardzo pomogli zachowaniem, czy reakcją na to, co się działo na boisku. Tak grając, nie ma się szans z takim rywalem jak Wisła, która zmierza do ekstraklasy potężnymi krokami. Tego jej życzę – powiedział.
Zawodnicy Puszczy nie grali agresywnie, nie wykorzystywali swoich atutów, czyli stałych fragmentów i kontrataków. W przerwie z szatni gospodarzy niosły się krzyki szkoleniowca. Przyznał, że trzej zawodnicy zmienieni przed drugą połową nie byli głównymi winowajcami. Gdyby mógł zwiększyć liczbę roszad, wykonałby ich siedem, nawet osiem.
Porażka trenera
Przegraną z Białą Gwiazdą, jak wynika z jego wypowiedzi, to także jego osobista porażka. – Nie udało się zbudować drużyny, która by się przeciwstawiła Wiśle i nie jest to żadne usprawiedliwienie. Nie jest tak, że przegrała drużyna, a nie trener. Bardzo trudno mi się z tym pogodzić. Chcieliśmy sprawić niespodziankę, ale nie sprawi się jej, jeżeli się gra w ten sposób – kręcił głową.
Teraz Puszczę czeka „mecz o sześć punktów”. Już w piątek (24.10) zagra na wyjeździe z ostatnim w tabeli Zniczem Pruszków, który traci do niej zaledwie „oczko”.