Historia „Księcia Niezłomnego”, którego bali się nawet zbrodniarze

Krakowska kuria biskupia, aby ocalić życie tysiącom, a może i setkom tysięcy Żydów, postanowiła podczas niemieckiej okupacji ochrzcić część ludności wyznania mojżeszowego. Dowiedzieli się o tym Niemcy i zażądali odkrycia ksiąg chrzcielnych. Jednak gdy usłyszeli, że są one u księcia kardynała Sapiehy, w ich szeregach nastąpiła konsternacja. Nie ośmielili się do niego pójść.

Kim był duchowny, którego obawiali się nawet niemieccy naziści?

Na pierwszy rzut oka – człowiek niepozorny, kruchy, niskiego wzrostu, sprawia wrażenie spokojnego. – Sapieha jest niezwykle miły w obcowaniu, z ludźmi łatwy, ze swobodą i uśmiechem schodzący ku każdemu. Ale równocześnie jest w nim coś, co nie pozwala przybliżyć się ku niemu poza pewną granicę – tak przed laty opisał go jeden z prałatów rzymskich.

Wszechstronnie uzdolniony

Adam Sapieha pochodził z bogatej, arystokratycznej, a przede wszystkim patriotycznej rodziny. Jego ojciec Sapiehy walczył w postaniu styczniowym – czy już wtedy młody Adam zrozumiał sens starań o polską sprawę?

Z wykształcenia był prawnikiem, dyplomatą, a przede wszystkim teologiem – księdzem. Studiował na uniwersytetach w Wiedniu, Krakowie, Lwowie i Rzymie. Znał języki obce – biegle mówił po francusku, niemiecku i włosku. Takie CV zaimponowałoby nie jednemu – również współczesnemu – pracodawcy. Wywarło to także wrażenie na Ojcu Świętym, Piusie X, który powołał Sapiehę na szambelana papieskiego – jako „nieformalnego obrońcę spraw polskich”. W swojej misji Sapieha nie wahał się interweniować u samego papieża, nawet przeciwko jednej z wysoko postawionych osób w rzymskiej kurii.

Sapieha był świadomy siły mediów. W roku 1911 założył w Rzymie polskie biuro prasowe. Historia zatoczyła koło w roku 1945, gdy z jego inicjatywy powstał „Tygodnik Powszechny” – jego katolicki sprzeciw wobec propagandy komunistów.

W obronie Krakowa

Sapieha urodził się i wychował w Krasiczynie (nieopodal Przemyśla), jednak miastem, które miało decydujący wpływ na całe jego życie był Kraków. W 1911 roku, na wniosek Franciszka Józefa, papież Pius X mianował go biskupem diecezji krakowskiej. Funkcję tę pełnił nieprzerwanie, pomimo okupacji dwóch totalitaryzmów, przez 40 lat.

W roku 1939 72-letni Sapieha rozważał przejście na emeryturę. Ostatecznie jednak wizja zbliżającej się wojny odwiodła go od tej decyzji. Pozostał na stanowisku. Już 4 sierpnia 1939 roku wysłał listy do proboszczów archidiecezji krakowskiej, w których przedstawił, jak powinni się zachowywać w czasie wojny, w jaki sprzęt się zaopatrzyć. A co najważniejsze – nakazał im zostać na miejscu, w swojej parafii, aby wspomagać wiernych w tym trudnym czasie. Sam zresztą dał temu przykład.

W 1944 roku do Adama Sapiehy doszły wieści o zbliżającym się froncie wschodnim. Zdał sobie sprawę, że musi poczynić starania, aby walki pomiędzy III Rzeszą a Sowietami ominęły Kraków. Zwrócił się z apelem do Niemców, aby na wypadek walk oszczędzili Kraków. Bezskutecznie. Po odmowie ze strony hitlerowskiego okupanta kardynał szukał jednak innych rozwiązań. Postanowił wykorzystać swój talent dyplomatyczny, a także kontakty w Stolicy Apostolskiej. Nie ulega wątpliwości, że Watykan skutecznie wywierał presję na Niemców i Sowietów, aby odstąpili od walk w Krakowie. Prawdopodobnie w dużej mierze przyczynił się do tego arcybiskup Sapieha.

Książę Sapieha obronił również Kraków przed pewnym potwornym pomysłem komunistów. – Kardynał zapobiegł projektowi nowej władzy, który przewidywał wysiedlenie z Krakowa jej potencjalnych przeciwników. Arystokratów, mieszczan, wszystkich tych, którzy byli dla komunistów politycznie niewygodni – mówi dr Maciej Zakrzewski, historyk z krakowskiego oddziału IPN. – Gdyby do tego doszło, krakowskie społeczeństwo zostałoby zrujnowane – dodaje.

Poważany przez wszystkich

Autorytet, jakim darzono kardynała Adama Sapiehę, najlepiej oddają liczne anegdoty. Jedną z nich, w swoich wspomnieniach, przytoczył abp Józef Teodorowicz. Otóż pewnego razu, razem z Sapiehą, wybrał się on na spacer poza miasto. Podczas spaceru duchowni zauważyli kłótnię dwóch chłopców, w wyniku której silniejszy z nich zaczął bić słabszego. Bez chwili zastanowienia Książę Sapieha, z niesłychaną siłą w głosie, wstawił się za uciśnionym. Jak się okazało, na tyle skutecznie, że silniejszy z chłopców natychmiast ustąpił: puścił swoją ofiarę i odszedł w milczeniu.

Jednak „Książę Niezłomny” wykorzystywał siłę perswazji i swój autorytet również w poważniejszych sytuacjach. Nie ulega wątpliwości, że w czasie II wojny światowej to właśnie on był niekwestionowanym liderem spraw polskich w Ojczyźnie. Dostrzegali to zarówno Polacy w kraju, jak i przywódcy polityczni na emigracji. Prezydent Władysław Raczkiewicz przesłał do abp Sapiehy list o treści:

„Zwracam się do Księcia Metropolity, jako do uosobienia bohaterstwa, godności i honoru naszego narodu. (…) Oby Bóg Wszechmogący skrócić zechciał czas próby i przybliżyć dzień ostatecznego zwycięstwa, aby zachował nam Waszą Ekscelencję w dobrym zdrowiu i dał siły do sprawowania nadal opieki nad naszym biednym, umęczonym, a tak bohaterskim ludem”.

Arcybiskup Krakowa nie bał się artykułować przed niemieckim okupantem swoich żądań. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie zbrodni, ludobójstwa i terroru wśród ludności cywilnej. Nie bał się potępiać łapanek czy wysiedlania Polaków z ich mieszkań. Piętnował za bezwzględność wobec Żydów. Gdy współpracownicy prosili go o umiar, Sapieha odpowiadał: „Historia nas rozliczy”. Arcybiskup zdawał sobie sprawę, że ktoś musi wykazać się cywilną odwagą i wesprzeć rodaków. Adam Roniker, prezes Rady Głównej Opiekuńczej, wspominał jedno ze spotkań abp Sapiehy z niemieckimi władzami, następująco: „Wprost zdrętwiałem, gdy Książę Metropolita w sposób niezwykle odważny, punkt po punkcie, przedstawił całe potworne wyniszczenie narodu polskiego. Wypowiedź ks. Metropolity była tak odważna i stanowcza, że zniecierpliwieni Niemcy wstali z miejsc. A na koniec dodali, że żaden z Polaków nigdy tak do nich nie przemawiał”.

Podobnie jak hitlerowskiego najeźdźcy, Sapieha nie obawiał się również komunistycznej dyktatury. Wielokrotnie apelował do prezydenta Bieruta o zaprzestanie morderstw i terroru na żołnierzach Armii Krajowej.

Niezwykły kontynuator

Dorobek kardynała Sapiehy jest imponujący. Nauka „Księcia Niezłomnego” miała znaczący wpływ chociażby na Karola Wojtyłę, który przecież wielokrotnie podkreślał olbrzymie uznanie dla jego postawy. – Adam Sapieha zapoczątkował otwarty i społeczny katolicyzm – kontynuuje dr Zakrzewski. – Poświęcał wiele czasu i energii na działanie społeczne, bo uważał, że Kościół musi żyć w społeczeństwie. Że nie może być wyizolowany. Kontynuatorem misji Sapiehy był Karol Wojtyła.

Piotr Juchowski