Ile pieniędzy tkwi w krakowskich obwarzankach?

Obwarzanek jest jedną z tych rzeczy, których w Krakowie spróbować trzeba. Często jest też stałym elementem dnia mieszkańców tego miasta. Wypiek, będący jednym z symboli Krakowa, ma się bardzo dobrze, jest rozpoznawalny i lubiany. A co z osobami, które go sprzedają?

Jak wygląda zwykły dzień osoby, która sprzedaje nam ten krakowski wypiek? Pani wstaje wcześnie, bo dojazd zajmuje trochę czasu. Od 7 rano już stoi i, czy mróz czy upał, swoje 8 godzin odstać musi  –  a wszystko za 40 zł dziennie. – Pracuję co drugi dzień, często do godziny 17-18. Czasem, jak jest duży mróz i nie ma konkurecji, precle szybciej się sprzedają i mogę skończyć godzinę wcześniej – mówi pani Bogumiła, sprzedająca obwarzanki z wózka na ulicy Floriańskiej.

Dziennie sprzedaje się średnio od 60-100 krakowskich wypieków. Czasem mniej, czasem więcej, zależnie od dnia i miejsca sprzedaży – Tutaj gdzie stoję jest średni punkt, ale panie z Szewskiej to i 150 precli dziennie sprzedają – zaznacza pani Krystyna ze stoiska na ulicy św. Jana. Miejsce postoju ustalane jest przez osobę zarządzającą, która, w tym przypadku, ma osiem wózków – Szef zajmuje się dowozem towaru, podatkami, dogląda wszystkiego – dodaje pani Krystyna. To, co się nie sprzeda oddawane jest do piekarni.

Obwarzanki kupuje się hurtowo średnio po 70 groszy za sztukę, a sprzedaje po ok. 1,5 złotego. Na jednym preclu zarabia się więc jego równowartość. Ile z tego trafia do kieszeni sprzedawcy? Bardzo niewiele. Większość osób sprzedających słynne krakowskie wypieki to emeryci lub renciści, którzy muszą dorabiać. – Emeryturę mam bardzo małą, na życie nie wystarcza, a dzieci też biedne, więc muszę pracować – zaznacza pani Bogumiła. – Dobrze, że zdrowie pozwala, inni nie mają tyle szczęścia.