Ilu z nas żyje w skrajnej biedzie?

Nawet 6,6% osób mieszkających w Małopolsce żyje poniżej granicy skrajnego ubóstwa. Nie ma zatem zapewnionych warunków gwarantujących minimum egzystencji. Wynika z tego, że  muszą przeżyć za mniej niż 540 złotych miesięcznie. Dlaczego tak wiele osób musi oglądać każdą złotówkę, skoro wszyscy zapewniają, że poprawia się byt Polaków?

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2014 roku, istnieją duże dysproporcje w poziomie biedy w poszczególnych województwach. W śląskim poniżej granicy skrajnego ubóstwa żyje 4,7% mieszkańców, co jest najniższym wynikiem w skali całego kraju. Najgorsze nastroje panują w województwach: warmińsko-mazurskim oraz świętokrzyskim. Tam byt nie jest zapewniony kolejno 14,8% i 12,2% obywateli. W skali ogólnopolskiej wynik kształtuje się na poziomie 7,2%.

Problemem dysproporcje

Zdaniem dr Adama Michalika z Uniwersytetu Ekonomicznego, poprawa sytuacji w kraju i spadek bezrobocia nie są konsumowane przez wszystkich obywateli. Uważa, że zamiast dyskutować o wzroście kwoty wolnej od podatku, należy wprowadzić zerową stawkę podatkową dla najmniej zarabiających. Zamiast modyfikować podatek liniowy, trzeba przemyśleć, jak wpłynie on na ceny żywności i leków.

– Problem biedy dotyczy przede wszystkim osób starszych oraz z kręgu tzw. wykluczenia społecznego, których powrót na rynek pracy jest bardzo trudnym procesem. Podstawowym problemem jest odpowiednia redystrybucja wypracowanego dochodu narodowego. Państwo sprawuje swoje funkcje w sferze socjalnej jedynie na poziomie minimalnym. Ludzie dotknięci problemem ubóstwa niestety w większości przypadków nie mają jak się zorganizować i wyjść na ulice protestować, dlatego rządzący się z nimi nie liczą – ocenia dr Adam Michalik.

„Zmiany gospodarcze najbardziej odczuwają biedni”

Mimo iż poprawia się sytuacja materialna większości Polaków, nie wpływa to w żaden sposób na zmniejszenie poziomu biedy. Bogacą się najbogatsi, natomiast wydatki osób biednych przekraczają ich dochody. Efektem tego jest rosnąca liczba emigracji z naszego kraju, ponieważ to właśnie najbiedniejsi najmocniej odczuwają procesy związane z modernizacją gospodarki.

– Politycy głoszący, iż w długim okresie czasu wszyscy odczują pozytywne efekty takich rozwiązań, powinni stanąć przed ludźmi bez pieniędzy na żywność czy lekarstwa i powiedzieć im, że ich sytuacja pogorszy się jeszcze bardziej, ale za to za 50 lat... Prawda jest taka, że ciężar procesu modernizacyjnego gospodarki w większym stopniu ponoszą ci najbiedniejsi – podsumowuje dr Adam Michalik.