Isia w półfinale Wimbledonu! Poprawi wynik sprzed roku?
Agnieszka Radwańska awansowała do półfinału Wimbledonu! Krakowianka w morderczej trzysetówce pokonała Chinkę Li Na 7:6 (7:5), 4:6, 6:2 i ma ogromną szansę co najmniej wyrównać wynik sprzed roku, gdy na londyńskiej trawie doszła aż do finału!
Faworytkę dzisiejszego spotkania trudno było wskazać. W rankingu WTA wyżej plasuje się Radwańska (jest czwarta, Chinka zajmuje szóstą pozycję), ale styl gry Li wyjątkowo jej nie leży. Do tej pory spotykały się na korcie dziesięciokrotnie. Isia wygrała cztery razy, ale w pięciu ostatnich meczach tylko raz nie schodziła z kortu pokonana.
Co ciekawe, ich ostatni pojedynek przypadł również na ćwierćfinał Wielkiego Szlema. Na kortach w Melbourne 7-5, 6:3 wygrała Chinka, wyrzucając Radwańską z Australian Open. Najlepszej polskiej tenisistce nadarzyła się więc doskonała okzja do rewanżu.
I co najważniejsze, tę szansę udało się jej wykorzystać, choć resztę dnia spędzi pewnie u masażystów i w gabinetach odnowy biologicznej. Mordercza trzysetówka kosztowała ją bowiem wiele zdrowia. A że we wszystko wmieszał się przerywający ją dwukrotnie deszcz, panie spędziły na Korcie Centralnym w sumie ponad trzy i pół godziny!
Sety numer jeden i dwa upłynęły pod znakiem zmarnowanych okazji. Po pierwszym, najbardziej zaciętym, w brodę pluła sobie Li. Prowadząc 5:4 dała się przełamać, a następnie poległa w tie-breaku. W drugim na zbyt długi przestój pozwoliła sobie Polka, która od stanu 4:2 przegrała cztery kolejne gemy.
Zwrotnym punktem meczu okazał się piąty gem decydującej partii. Krakowianka przełamała rywalkę na 4:1, a po chwili dorzuciła jeszcze gema przy własnym serwisie. Takiej straty Li nie mogła już odrobić, choć nawet w beznadziejnej sytuacji broniła się do końca. Radwańska uniosła ręce w geście triumfu dopiero po ósmej piłce meczowej.
Tym samym stanęła przed ogromną szansą nie tylko powtórzenia, ale i poprawienia wimbledońskiego wyniku sprzed roku (przegrała w finale z Sereną Williams). Reprezentantka Chin była jej najgroźniejszą rywalką w drodze do finału. Kolejnej przeszkody, czyli Niemki polskiego pochodzenia Sabine Lisicki, lekceważyć nie można, ale 24. zawodniczka rankingu WTA nie powinna stanowić dla Agnieszki zapory nie do przejścia. Zaś czwórka walcząca w drugiej połówce drabinki (Stephens, Bartoli, Kvitova, Flipkens) w hierarchii kobiecego tenisa również ogląda plecy krakowianki.