Jacek Zieliński: Piszcie o kryzysie, my robimy swoje [Rozmowa]

W środę trener Cracovii będzie obchodził pierwszą rocznicę pracy z drużyną z ulicy Kałuży. – Jestem zadowolony. Zespół poszedł w górę – podkreśla w rozmowie z LoveKraków.pl szkoleniowiec krakowian.

Pasy rozpoczną rundę finałową w sobotę. O godzinie 20.30 zagrają w Gliwicach z Piastem.

Michał Knura, LoveKraków.pl: W środę minie rok od zatrudnienia pana w Cracovii. Szybko przeleciało?

Jacek Zieliński: Szybko, szybko. Szło nam w tym czasie w miarę dobrze, zobaczymy, co przyniesie następny rok.

Jest pan zadowolony? Biorąc pod uwagę czas pana pracy w Cracovii, to zrobił pan trzeci wynik w lidze.

Tak, zdecydowanie. Zespół poszedł w górę, bardzo dobrze punktował, wypracowaliśmy swój styl gry. Trzeba być z tego czasu zadowolonym, ale nie możemy stać w miejscu, tylko iść do przodu. Na tym się skupiamy, by w przyszłości było jeszcze lepiej.

Łyżką dziegciu w beczce miodu na pewno jest słabsza wiosna.

Jak byliśmy na trzecim miejscu, to nie podniecałem się, że jesteśmy tak wysoko. Teraz nie robię tragedii z faktu, że mamy słabszą wiosnę i spadliśmy na piąte miejsce. Oczywiście strata podium jest przykra, ale taki jest sport.

Pod względem wzmocnień zima była taka sobie.

Jesteśmy słabsi piłkarsko. Dobrze, że pan o tym mówi, bo wielu nas krytykuje, a o tym zapomina. Na gorszy wynik złożyło się jednak więcej aspektów. Robimy swoje. Przed nami siedem ważnych meczów, w których chcemy wrócić na podium. Trzecie miejsce to maksimum, co możemy w tym sezonie osiągnąć.

Kłopoty ze sparingami przekładają się na brak pewności wiosną?

Nie. Obóz był udany, bo trenowaliśmy w bardzo dobrych warunkach. Na mecze kontrolne nie mieliśmy wpływu.

Z nowych zawodników bardzo rozczarowuje Anton Karaczanakow.

Na razie nie może się przebić, coś go blokuje. Jedynym zawodnikiem, który wskoczył do pierwszego składu jest Florin Bejan. Cracovii nie stać na pięć takich transferów jak Legia. Bierze zawodników gotowych na pierwszy skład. To zupełnie inna półka.

Czego przede wszystkim brakuje panu i drużynie?

Za mało mieliśmy treningów w normalnych warunkach. Dobrze wiemy, jak wygląda murawa na stadionie, jak słabe w zimie było boisko przy Wielickiej. To nam nie pomagało, ale daliśmy sobie z tym radę.

Do końca sezonu nie zagra już Damian Dąbrowski, ale Miroslav Covilo też jest daleki od optymalnej formy.

Dużo mu uciekło przez kontuzję w ostatnim sparingu. Największym problemem było to, że Dąbrowski i Covilo w tym roku nie zagrali razem ani jednego meczu. To, co było naszą siłą, posypało się. Odejście Denissa Rakelsa też swoje zrobiło. Próbowaliśmy ściągnąć dobrego napastnika, ale Cracovia nigdy nie była pierwszym wyborem najlepszych. Nie udało się, trudno.

Zimą mówił pan, że priorytetem jest ściągnięcie dobrego obrońcy i napastnika. Nie do końca udało się ten plan zrealizować. Domyślam się, że na lato priorytety będą podobne.

Nasz szef scoutingu Robert Kasperczyk już pracuje, dużo jeździ. Chcemy sobie wypracować grunt pod letnie okienko. Przyglądamy się kilku zawodnikom, ale na razie głośno o tym nie mówimy. Dlaczego? Przed nami siedem decydujących meczów i chcemy skończyć ligę na podium.

W Gliwicach nadejdzie kres wiosennego kryzysu?

Wy, dziennikarze, mówicie o kryzysie, mniej o nas piszecie. Bardzo dobrze, im ciszej tym lepiej. Gramy o trzecie miejsce i występy w europejskich pucharach na 110-lecie naszego klubu.

Prezes Janusz Filipiak obiecał, że zwiększy nakłady, jeżeli zakwalifikujecie się do pucharów?

Nie musi tego robić, bo cały czas utrzymuje klub. Bez niego nic by tu nie było.