Jak nie rura-widmo, to mróz. Na zakończenie remontu ul. Batorego jeszcze poczekamy
Kontrakt na wykonanie remontu 200-metrowej ulicy Batorego podpisano 9 września ubiegłego roku. Strony umówiły się, że wszystko potrwa raptem osiem miesięcy. Czyli do maja. W tym czasie, oprócz wymiany nawierzchni, która była ułożona z kocich łbów, miano ułożyć nowe chodniki i wyremontować wszelkie instalacje podziemne.
Koszt robót oszacowano na 3 miliony złotych. Połowę pieniędzy dał Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg.
Od początku szło „pod górkę”
Początkowo wiało optymizmem. Natychmiast po parafowaniu umowy prace ruszyły z kopyta. Ogrodzono plac, wyznaczono objazdy, pieszym wytyczono wąskie ścieżki, zdarto starą nawierzchnię…
Sielanka trwała raptem miesiąc. Wszyscy zdębieli, gdy przyszło do kopania w ziemi.
Okazało się bowiem, że pod ulicą znajdują się rury gazowe, których być nie powinno. Bo nie znajdowały się na mapach. Gdyby tego było mało, to wyszło, że inne rurociągi także ledwie zipią.
Efekt? Dwumiesięczna przerwa w robotach. Przymusowe ferie nie ostudziły zapału wykonawcy, który obiecywał dotrzymanie pierwotnego terminu.
Nikt jednak nie przewidział kaprysów pogody. A że raz wiało, za chwilę lało albo mroziło, nie sposób było wykonywać bardziej skomplikowanych prac.
I tu szef budowy skapitulował. Poprosił urząd o aneks do umowy i trzymiesięczną prolongatę. Miasto się zgodziło.
Nici ze spacerku
Zatem na marzeniach stanęła wizja, że podczas minionego weekendu bez problemu postawi się samochód przy odnowionej ulicy. I że spokojnie będzie można pójść na lody do „Tatrzańskiej”.
Jedyne, co się zmieniło, to widok z okien lokalu rodziny Kudelskich. Zamiast oglądać ogrodzenie placu budowy, można sobie popatrzeć na plac Sobieskiego i kawiarnię „Tramwaj”. Bo przez ostatnie dni auta parkowały „na żyletkę” wzdłuż ul. Krakowskiej.
Trzeba się oswoić z myślą, że na Batorego nie wjedziemy i nie pospacerujemy do końca wakacji.
Biznesy ledwie zipią
Ulica Batorego jest w większości złożona z kamienic. O ile mieszkańcy zdołali już przyzwyczaić się do huku maszyn, to nieliczni przedsiębiorcy coraz bardziej drżą o swoją przyszłość.
Mowa o fast-foodzie i sąsiadującym z nim sklepie papierniczym. W obu placówkach obroty dramatycznie spadły. I niewiele pomogły apele prezydenta miasta, by mimo wertepów wstąpić na kanapkę czy kupić zeszyt. Sytuacji nie uzdrowiły też porozwieszane na płotach banery.
Dwieście metrów historii Tarnowa
O ulicy Batorego można powiedzieć, że jest jedną z najstarszych dróg w mieście. Pierwsze wzmianki o jej istnieniu pochodzą z początków XV wieku
– Wspomniana jest po raz pierwszy w 1419 roku, gdy król Jagiełło nadał jadącym tamtędy kupcom przywileje. Dzisiejszą Batorego można było wyjechać z miasta w kierunku zachodnim. Zarówno na Żabno, jak i Kraków czy Sandomierz – mówi dr Krzysztof Moskal, regionalista.
Początkowo nosiła nazwę Różanej. Tak nazwano drogę w 1884 roku. I dzieliła się na dwa odcinki, które przedzielała ul. Nowy Świat. Górna Różana kończyła się na Kocim Zamku, Dolna biegła aż do ul. Klikowskiej, obecną ul. Chopina.
W 1933 roku, dokładnie 12 września, z okazji 500 rocznicy urodzin króla Stefana Batorego górnej części ulicy Różanej nadano imię monarchy. I ten właśnie odcinek jest obecnie remontowany.
W jednej z kamienic mieścił się gabinet legendarnego tarnowskiego dentysty Józefa Bossowskiego, w którym leczyła się elita Tarnowa – od biskupów po znaczących obywateli starej daty. U siedzących na wiekowym fotelu dodatkowe emocje budził wiszący naprzeciwko obraz św. Maksymiliana Kolbego w celi śmierci.
Po przeciwnej stronie mieściła się cukiernia Kudelskich. Za PRL-u ich rodzinną kawiarnię „Tatrzańska” upaństwowiono. Było to jedno z ulubionych miejsc cinkciarzy ubijających tam interesy. A do Kudelskich chodziło się na lody w gałkach i po ciastka.
U zbiegu z ul. Staszica stał koktajl bar. Tam z kolei, na piętrze, przy kremie sułtańskim i bitej śmietanie przesiadywała młodzież. Dziś to znana dyskoteka.
W czasach staropolskich, na wysokości dawnego Technikum Mechanicznego znajdował się cmentarz protestantów. W Tarnowie opowiadają, że postawienie na miejscu nekropolii jakiegokolwiek budynku przyniesie nieszczęście.
I wreszcie, przy skrzyżowaniu z ul. Nowy Świat mamy dwa dworki z piękną historią. Mowa o Kocim Zamku, który po zakupie przez jednego z prywatnych właścicieli miast odzyskać dawną świetność został zdewastowany, rozkopany, otoczony murem. I dziś jest karykaturą dzieła Szczęsnego Zaremby.
Drugiemu dworkowi natomiast się poszczęściło. Zapadającą się pod ziemię ruinę nabył prywatny właściciel i otworzył w niej wykwintną restaurację „Różana”. Bardzo chętnie zachodzi tam ks. prof. Michał Heller, który nieopodal miał dom rodzinny. W „Różanej” szczególnie smakują mu pierogi.