Jak ochronić strefę B?

W Krakowie może być zarejestrowanych nawet 600 tysięcy samochodów. Zezwolenia na wjazd do strefy B ma ponad 1200 kierowców, w tym służby miejskie. Nagminne wjeżdżanie do niej jest codziennością. Straż miejska chwali się, że w ciągu miesiąca złapała 433 kierowców, którzy złamali prawo.

– Przez cały wrzesień strażnicy miejscy z Referatu Ruchu Drogowego prowadzili wzmożone kontrole pojazdów wjeżdżających w strefę ograniczonego ruchu B. W efekcie ujawniono aż 433 kierowców, którzy wjechali do ścisłego centrum bez stosownych zezwoleń – mówi Marcin Warszawski z biura prasowego straży miejskiej.

Zdecydowana większość z nich została ukarana mandatami. 188 miało szczęście i zostało pouczonych. A w czterech przypadkach sprawa trafiła do sądu. – Patrole sprawdzały legalność wjazdu do strefy B m.in. przy placu Wszystkich Świętych, ul. św. Krzyża oraz ul. Basztowej – dodaje Warszawski. Przedstawiciel straży miejskiej mówi również, że przepisy są łamane z premedytacją. – Faktycznie, była seria czterech samochodów należących do obcokrajowców, ale po chwili kolejne auta miały krakowskie rejestracje – twierdzi.

„To niewiele”?

Radnemu miejskiemu Aleksandrowi Miszalskiemu takie liczby nie imponują. – Tyle samochodów bezprawnie to w jeden dzień może przejechać przez strefę. Znam też analogiczną sprawę. Pod Galerią Krakowską jest ulica z zakazem wjazdu. Nagminnie jest on ignorowany. Jak już się pojawia straż miejska raz na miesiąc, to nie nadąża z zatrzymywaniem kierowców. Oczywiście w dużej mierze są to samochody bez krakowskiej rejestracji – opowiada Miszalski.

Liczby te faktycznie nie mogą szokować. W kwietniu straż miejska przeprowadziła akcję na dużą większą skalę. W ciągu tygodnia funkcjonariusze skontrolowali 15 tysięcy aut. Tylko i wyłącznie na skrzyżowaniu ulic św. Anny z Podwalem strażnicy wyłowili 327 kierowców bez pozwolenia na wjazd.

Warszawski przypomina, że to nie była zmasowana akcja, w której udział brały zastępy strażników. W sumie patrole w różnych miejscach były obecne przez 28 dni, co skończyło się średnią ponad 15 ujawnionych wykroczeń dziennie.

Nie przesadzać

– Stawiamy sobie też za cel przypominanie o znakach i konsekwencjach związanych z łamaniem prawa. Bo to nie kończy się jedynie na mandacie do 500 złotych, ale też pięciu punktach karnych. Za pięć wjazdów można stracić prawo jazdy – tłumaczy Warszawski.

– Nie możemy przecież postawić potrójnych patroli i nie robić nic więcej, tylko nabijać statystyki – komentuje przedstawiciel straży miejskiej.

Co można zrobić, by ograniczyć łamanie prawa? Samorządowiec mówi o rozwiązaniu systemowym. Na czym miałoby polegać? – Z jednej strony strażnicy miejscy, którzy osobiście kontrolują wjazdy, z drugiej kamery. Bo to, że będą wystawiane mandaty, nikogo nie nauczy. W dużej mierze są to turyści, którzy nawet jak dostaną 10 tysięcy mandatów, to przyjadą następni i wjadą w strefę tak czy inaczej – twierdzi radny.

– Dzięki kamerze przynajmniej budżet miasta byłby większy – dodaje Aleksander Miszalski.

Co z tymi kamerami?

Szansę na takie rozwiązanie może dać projektowany nowy system monitoringu dla Krakowa oraz  ustawa o monitoringu (obecnie pracę nad dokumentem są zawieszone i nie wiadomo, czy posłowie w przyszłej kadencji zajmą się sprawą). Ale nawet jeśli pojawiłyby się kamery (potrzebnych jest ok. 10), to pozostaje pytanie, kto miałby się nimi zająć. Straż miejska odpada. Od kilku lat odpowiada tą samą formułką: takiej możliwości nie daje nam prawo.

I przypomnijmy, że w 2009 r. ruszył projekt mający na celu wyłapywanie kierowców bezprawnie wjeżdżających do strefy B. Dokładnie dwa lata temu, po zastrzeżeniach ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Wodnej, krakowska straż miejska stwierdziła, że nie jest w stanie obsługiwać urządzeń monitorujących. – W związku z uzasadnionymi zastrzeżeniami natury prawnej, straż miejska nie może przekraczać swoich uprawnień – tłumaczył wówczas Marek Anioł.