Jak zadbać o bulwary wiślane? [Rozmowa]
Nieodłączny element miasta kusi zielenią i rozległym widokiem na Wisłę, jednakże mieszkańcy odnoszą się krytycznie do spacerowych okolic rzeki. Architekt Mateusz Budziakowski w rozmowie z LoveKraków.pl opowiada o tym, jak można na nowo rozbudzić do życia jedno z piękniejszych miejsc stolicy małopolski.
Dominik Starzyk: Czego potrzebują bulwary, aby zyskać miano „salonu Krakowa”?
Mateusz Budziakowski: Jeżeli Kraków chce w pełni wyczerpać potencjał tego obszaru, powinien zadbać o dostęp do niego, aby każdy, kto chce korzystać z bulwarów, mógł łatwo do nich dojść, poruszać się po nich, oraz – co równie ważne – przejść na drugą stronę rzeki. O ile z trasą od strony centrum nie ma problemów, to nad przejściem od strony Wawelu na drugi brzeg trzeba się pomęczyć.
Jak możemy ułatwić komunikację na bulwarach?
Druga strona Wisły jest na wyciągnięcie ręki, ale aby spacerowicz dostał się w okolice Mangghi z centrum, musi przejść przez most Grunwaldzki lub Dębnicki. Dlaczego nie spod Wawelu? Tu pojawia się problem – każdy nowy most czy kładka będzie ingerować w panoramę. Poprawi jednak niebagatelnie możliwości komunikacyjne poprzez dodatkowe powiązanie obydwu brzegów. Nie można zapominać, że bulwary powinny być traktowane jako całość (co zresztą uwzględnia uchwalony plan miejscowy).
Czy taka kładka nie namiesza w panoramie Wisły?
Miasto chce chronić zakola przy Wawelu – jest to działanie jak najbardziej słuszne. Ciężko byłoby zaprojektować w tym miejscu coś nieingerującego w widok wzgórza i zamku. Podkreślam, dodatkowe przejście nie powinno być dominujące przestrzennie. Kładka mogłaby powstać przy Hotelu Forum, bo – jak na razie – przejście przez brzydki i zatłoczony most Grunwaldzki to żadna rozrywka dla spacerowiczów.
Załóżmy, że strony bulwarów są ze sobą dobrze połączone i ludzie gromadzą się jeszcze chętniej. W jakim stylu powinny być urządzone, aby zachęcić do dalszego spaceru?
Nie wiem, czy należy je szczególnie aranżować. Bulwary mogą być stylizowane na obszary pseudonaturalne lub częściowo urządzone. To doskonałe miejsce na zieleń parkową – Francuzi zabudowali sobie brzegi rzek ulicami (Paryż, Lyon) i usiłują z tym nieśmiało walczyć.
Przede wszystkim – sprawna infrastruktura, zapewniająca bezpieczny dostęp zwłaszcza osobom niepełnosprawnym. Jeśli zajdzie taka potrzeba, można również dokonać modyfikacji terenu: zróżnicowanie wysokości, podesty, wycięcia. Jedno jest pewne – nie ma mowy, aby powstawały jakiekolwiek budynki, nawet mała architektura. Sprawa jest oczywista i wiąże się z estetyką. Mamy Wawel, który powinien odbijać się na Wiśle. Jego ekspozycja musi zostać nietknięta. Podobnie Manggha. Co więcej, bulwary są na tyle wąskie, że wszelkie usługi mogą być zaspokajane przez zabudowę powyżej nich.
Naturalnie nie możemy wyszukiwać na siłę nowych funkcji bulwarów. To teren rekreacyjny i takim pozostanie. Powstała plaża, stoi Hotel Forum, który próbuje się reanimować, jest balon… Może to mało, ale najważniejsze, że jest jeszcze sporo wolnego miejsca. Słowem: bulwary są stworzone do relaksu oraz rozrywki.
Twierdzi Pan, że bulwary nie potrzebują dodatkowych budynków. Co w takim razie z pomysłem wprowadzenia barek mieszkalnych?
Technicznie jesteśmy w stanie postawić takie obiekty. Warto zacząć od pytania – po co? Ich pojawienie się z pewnością zaburzyłoby przestrzeń. Wiąże się to z szeregiem problemów technicznych, na przykład kwestią prądu i odbioru ścieków. Jak będą funkcjonować przez zimę? Będą spławione do portów rzecznych? W jaki sposób barki mieszkalne poradzą sobie z zagrożeniem powodziowym? Gdzie mieszkaniec barki miałby parkować? Zwiększanie miejsc parkingowych w centrum nie jest najlepszym pomysłem. Nie wspominając już o tym, ile miałoby takich barek powstać i gdzie dokładnie byłyby zlokalizowane – wzdłuż jednego brzegu czy dwóch?
To dość ekskluzywna lokalizacja, w związku z czym z pewnością znajdą się ludzie, dla których mieszkanie po „wenecku” będzie doskonałym pomysłem. Koszty ponieśliby jednak wszyscy mieszkańcy. Należy rozważyć, czy wzniesienie barek nie przysporzy większych szkód, na przykład estetycznych. Stojące już barki restauracyjne, obklejone banerami, nie grzeszą urodą. Czy potrzebne są następne?
Mieszkanie nad rzeką może być ciekawym doświadczeniem, ale nie wiem, kto chciałby żyć w ciemnościach.
Oświetlenie to oczywista rzecz. Nikt nie będzie chodził po bulwarach po zmroku w obawie o swoje bezpieczeństwo. Na pewnych odcinkach światło jest koniecznością.
Bulwary wiślane to bez wątpienia miejsce użytkowe. Co w takim razie z tramwajem wodnym? Czy jest potrzebny?
Tramwaj wodny obecnie służy bardziej jako wątpliwa atrakcja turystyczna niż faktyczne udogodnienie w transporcie publicznym. Zacznijmy od tego, że jest źle powiązany komunikacyjnie. Z praktycznego punktu widzenia jest dla mieszkańców bezużyteczny. Być może zyskałby na wartości, gdyby centrum było mocno zakorkowane. Poza tym tramwaj kursuje wyłącznie w lecie i to w godzinnych odstępach – dla celów turystycznych taka częstotliwość jest do zaakceptowania, lecz dla zabieganego krakauera to absurd.
W studium zagospodarowania przestrzennego można przeczytać, że rozwój bulwarów będzie ukierunkowany na komponowanie krajobrazu miejskiego w ścisłym powiązaniu z rzeką. Jakich rozwiązań możemy oczekiwać przy takim założeniu?
Istotną rzeczą w urbanistyce Krakowa jest blokowanie ruchu mas powietrza. O tym problemie nie myśli się tak, jak powinno. Niestety w paru miejscach kanały przewietrzania zostały zabudowane. Na szczęście nie wszystkie, ale jednym z nich jest Wisła. Dlatego też celem „usprawnienia” bulwarów będzie ochrona przed rozbudową – tego na pewno urzędnicy będą się trzymać. W przeciwnym wypadku zablokujemy sobie kolejną możliwość wentylacji miasta, a poziom stężenia pyłów w krakowskim powietrzu na pewno od tego nie spadnie. Korzystając z okazji chciałbym zachęcić do zapoznania się z działaniami Krakowskiego Alarmu Smogowego [www.krakowskialarmsmogowy.pl], wykonują dobrą robotę!
Wydaje mi się, że oczy miasta zwrócone są tylko na jedną stronę bulwarów.
Owszem, okolice Wawelu przyciągają przechodniów najbardziej. Bliskość rynku i Kazimierza jest nieporównywalnie bardziej atrakcyjna od przeciwległego brzegu. Co znajduje się po drugiej stronie? Mamy Mannghę – ale nie czarujmy się, odwiedza się ją od czasu do czasu. Z usług pozostaje hotel, jakaś knajpka. Ulica Konopnicka to właściwie wylotówka i trudno jest znaleźć zjazd. Mamy również wąską zabudowę ulicy Zamkowej. Ciężko jest wjechać, a skoro nie ma nawet specjalnie po co, to wracamy do punktu wyjścia. Druga strona bulwarów to właściwie martwy punkt.
Jak z organizacją bulwarów radzą sobie inne nadrzeczne miasta?
Jako pozytywne przykłady zagospodarowania przestrzeni nad rzeką wskazałbym Berlin i park Tiergarten, bardzo podobają mi się też Wały Chrobrego w Szczecinie. Są świetnie oświetlone, przygotowane zarówno dla spacerowiczów, jak i przepływających tam jednostek. Być może w przyszłości bulwary wiślane, za sprawą pomniejszych modernizacji, będą świecić przykładem. Jest mnóstwo pomysłów jak wizję „tarasu” Krakowa urzeczywistnić. Nierozstrzygnięta pozostaje jednak kwestia, który z nich zyska poparcie wśród urzędników oraz mieszkańców.