Jaka nazwa przystanku najlepsza dla turysty - "Hilâl" czy "Güneş"?
Obecny "Hilâl" czy "Güneş"? Jaka nazwa lepsza dla tego przystanku?, pomyślał turecki urzędnik w Ankarze. Co będzie lepsze dla turystów?, głowił się. W końcu jednak wpadł na genialną myśl: przecież im wszystko jedno!
Wspomniany wcześniej „półksiężyc” to oczywiście nie jest nazwa przystanku autobusowego w Ankarze (albo i jest, a ja o tym nie wiem?). Sęk w tym, że mnie, jako potencjalnego turystę, w ogóle nie interesuje jak nazywa się jakikolwiek przystanek w jakimkolwiek mieście na Ziemi. Wcielajac się w obcokrajowca, który ma ambitne marzenie odwiedzić muzeum na drugim końcu miasta: mam mapę, mam cel – chcę dojechać do Muzeum Sztuki Współczesnej. No to, po wczesnym sprawdzeniu na stronie internetowej tego muzeum, wsiadam w tramwaj i wysiadam na przystanku, który został podany w zakładce "How do you get to MOCAK" i zupełnie mnie nie obchodzi, czy będzie się nazywał „Zabłocie”, „KSW” czy „Gustawa Herlinga-Grudzińskiego”. No bo co mi mówią te nazwy? A jeśl jest inaczej, to poproszę o takie opinie zebrane od turystów.
I też łatwo mi się wcielić w polskiego turystę. Jakbym zobaczył, że przystanek przy Hali Stulecia (Wrocław) nazywa się "Wróblewskiego" (w końcu ulice najważniejsze!), to jakoś źle bym się poczuł. Wolałbym nazwę... "Hala Stulecia". Tak, jak wolę "Halę Targową" aniżeli "Aleję Daszyńskiego".
Odnoszę wrażenie, że planowane zmiany są robione dla samego poczucia, że coś się robi. Nie ma chyba na świecie bardziej szkodliwego myślenia, niż myślenie życzeniowe typu „ułatwmy komuś życie”. Zwłaszcza „ułatwiając” w taki sposób.
Drodzy Urzędnicy, wytłumaczcie studentowi z drugiego czy trzeciego roku, który ledwo ogarnął cząstkę miasta, w którym mieszka, po co kolejne zmiany. Powiedzcie starowince 70-letniej, że nie ma już takiego przystanku, jak „Hala Targowa” i dlaczego. Wreszcie, wytłumaczcie każdemu z nas – kto zyska na tych zmianach? Bo chyba taki jest cel jakichkolwiek zmian – uzyskanie "czegoś", a najlepiej pozytywnych efektów.
I kilka pytań. Z nazw mają zniknąć „obiekty”. Jak już część czytelników zauważyła, czym jest „most” w nazwie „Most Dębnicki”, jeśli nie obiektem? Kto traktuje „Jubilat” oraz „Halę Targową” jako komercyjne nazwy podmiotów gospodarczych? Jeśli zmiany te są bez kosztowe, to rozumiem, że tabliczki zostały wyprodukowane, dzięki datkom na WOŚP albo PCK, a wymienią je wolontariusze?
To, oczywiście, nie jest sprawa wagi państwowej, ale wkurza niemiłosiernie. Nie tylko mnie.