Jakub Kwaśny: Będę strzegł interesów Tarnowa jak niepodległości, bo to przysięgałem
Łukasz Winczura, LoveKraków.pl: Panie Prezydencie, czy – cytując poprzednika i klasyka – „Tarnów jest w najlepszym okresie swojego rozwoju”?
Jakub Kwaśny, prezydent Tarnowa: Tarnów najlepsze czasy ma dopiero przed sobą.
To te dwa lata Pańskiej kadencji, które teraz mijają, jak podsumować?
To był czas na porządkowanie, a sporo było do zrobienia. Szczególnie jeśli chodzi o finanse miasta.
Aż w tak opłakanym stanie były?
Na to wskazywał audyt finansowy sporządzony na początku kadencji, ale także wszelkie wskaźniki, którymi się posiłkowaliśmy. Poziom zadłużenia, relacja dochodów do wydatków, szczególnie tych bieżących. Szczególnie to zadłużenie, które w dużej mierze było na niekorzystnych warunkach. Dokonaliśmy tego, co obiecywałem od samego początku, czyli restrukturyzacji zadłużenia. Oczywiście tam, gdzie to było możliwe.
O jakich pieniądzach mówimy?
To była kwota ponad 80 milionów złotych. Chodziło nam o zamianę drogiego długu na nieco tańszy. To, co się udało w tym zakresie, to nieco obniżenie zadłużenia nominalnego.
O ile?
To kilka milionów złotych. Z 506 na 499 milionów złotych. Zapowiedziałem kotwicę zadłużenia. Proszę pamiętać, że w relacji do dochodów to zadłużenie w szczytowym okresie poprzedniej kadencji wynosiło nawet 53 proc. Teraz w relacji do dochodu nasze zadłużenie to jedynie 41,5 proc. To jest bardzo istotne, że skończyliśmy rok 2025 de facto na plusie, a to wymagało bardzo wielu różnych działań, które miały określone skutki.
Odchudził pan urząd?
Na pewno bardzo ostrożnie podchodzimy do polityki kadrowej, by nie było sytuacji, że przychodzi nowy prezydent, a za nim cała świta i urząd puchnie. Nie, zatrudnienie w urzędzie jest sukcesywnie zmniejszane lub pozostaje na podobnym poziomie.
To, w istocie, ile zaoszczędził Pan na administracji?
To nie jest pytanie, „ile zaoszczędził” na administracji, tylko „ile nie wydał”. To jest ważne. Proszę pamiętać, że płaca minimalna cały czas rośnie. Cały czas, zgodnie z rozporządzeniem, rosną wynagrodzenia pracowników samorządowych. Zatem, jeśli ktoś odejdzie na emeryturę, to zaraz ta oszczędność jest zjedzona przez to, co się ludziom normalnie należy. Ale, przywołując poprzednie pytanie, czy Tarnów ma najlepsze czasy dopiero przed sobą. Mogę powiedzieć tylko jedno. Już dziś zazdroszczę mojemu następcy, ponieważ taki mam cel i taką mam ambicję, żeby przekazać mu miasto w bardzo dobrej kondycji, bez trupów w szafie i problemów do rozwiązania, z którymi się musiałem spotkać.
Przekazać za trzy lata czy za osiem?
Pomidor.
Dobrze. To z jakich inwestycji, z tych dwóch lat, jest Pan najbardziej zadowolony?
Z tych, które dopiero przed nami.
Panie Prezydencie…
No tak, panie redaktorze. No bo trudno powiedzieć, że jestem w stu procentach zadowolony na przykład z ulicy Tuchowskiej, która co prawda została wykonana w sposób należyty, bez jakichś tam większych opóźnień, ale to nie był mój projekt. Zawsze jest tak, że przez parę lat realizuje się pewne projekty, które na przykład są w szufladach albo które są już na biegu. Nie miałbym dzisiaj takich problemów z ulicą Lwowską, gdyby ten projekt był wykonywany przez obecną ekipę Zarządu Dróg i Komunikacji.
A tak przy okazji. Znalazł się Pan projektant, który przepadł jak kamień w wodę?
Nie, dalej go nie ma. Natomiast ja będę zadowolony z tego, co jest w stu procentach moją inicjatywą. Mówię tu chociażby o Funduszach Szwajcarskich, które nam się udało pozyskać. To jest przecież 80 milionów złotych. Za te pieniądze wykonamy kolejny etap ulicy Lwowskiej, od szpitala do granicy miasta. Fragment, który pozwoli nam domknąć wjazd do Tarnowa. To też przede wszystkim Pałac Młodzieży i remont tego obiektu, który ma służyć dzieciom i młodzieży w przyszłości. Na to nigdy nie było pieniędzy, to zawsze było odsuwane na dalszy plan. Mam nadzieję, że będę dumny również z basenu na „Marcince”, kiedy ten powstanie. Na razie jesteśmy na etapie projektowania i konsultacji, bo chcemy, żeby powstało to zgodnie z metodą takiego właśnie prototypowania. Żeby to, jak w przyszłości będzie wyglądało to miejsce, wynikało z szerokich konsultacji społecznych.
A remont Pałacu Młodzieży, nowe wnętrze, nowe zewnętrze tej instytucji, to jednoczesne skasowanie pomysłu Mediateki? Czy to są dwa niezależne od siebie pomysły?
One są niezależne od siebie. Mediateka jest cały czas, ale w zasadzie biblioteka, bo pomimo szumnej nazwy to jest tak naprawdę byłaby siedziba dla biblioteki publicznej, która dzisiaj jest rozsiana w różnych budynkach, które są w różnej kondycji. Mówiąc wprost, Miejska Biblioteka Publiczna jest ostatnią instytucją kultury w naszym mieście, która nie ma swojej siedziby na miarę XXI wieku. Niektórzy sugerują, że infrastrukturalnie to poziom małego miasteczka. Jeżeli otrzymamy na to fundusze, to będziemy się wtedy martwić, jak zdobyć środki na wkład własny.
W kwestiach oszczędności przy bibliotece, bo wiadomo, że to kultura, która dochodowa nigdy nie będzie. Myśli Pan, na przykład, o likwidacji czy połączeniu niektórych filii?
Nie wiem, czy „likwidacja” jest tutaj dobrym słowem. Bardziej chodzi o to, żeby biblioteka nadążała za współczesnymi oczekiwaniami czytelników. Filie mają to do siebie, że często są miejscem integracji społecznej. Zatem zobaczymy też, co demografia zrobi z naszym społeczeństwem, które będzie coraz starsze. Zakładam, że społeczeństwo nadal będzie chciało czytać i czytelnictwo w XXI wieku nie zginie. A patrząc po fantastycznej pracy naszej biblioteki, jest z tym w Tarnowie coraz lepiej. Warto pochwalić nowe programy i ofertę MBP, także kierowaną do młodzieży jak klub fantastyki. Zatem raczej będzie to dopasowanie do oczekiwań klientów. Być może będą to inne godziny pracy. Co do filii, wydaje mi się, że mamy ich odpowiednią liczbę i rozłożenie na terenie miasta.
To, czym żyje w ostatnim czasie nasze miasto, to kwestia Grupy Azoty i związania jej z Tarnowem. Dużo tu niepewności, nerwów…
Myślę, że niedawna wizyta w Tarnowie prezesa Marcina Celejewskiego, którego wcześniej zapraszałem, dużo wątpliwości rozwiała. Nikt nie zamierza wyprowadzać zarządu grupy z Mościc. To zostało jasno wypowiedziane. Wcześniej zapoznałem się z listem zakładowej „Solidarności”. Uważam Grupę Azoty za naszego najważniejszego partnera gospodarczego i stąd chociażby był nasz odzew na propozycję nabycia udziału w Tarnowskich Wodociągach. Z jednej strony też po to, żeby w jakiś sposób pomóc firmie. Jak popatrzymy na historię Grupy Azoty, to miasto Tarnów zawsze stawało na wysokości zadania i w miarę możliwości pomagało jej w trudnych sytuacjach. Z kolei grupa, gdy była w dobrej kondycji, przeważnie, choć zależało to też od tego, kto w niej rządził, starała się w mieście być obecna. Nie ukrywam, że z zatroskania o los grupy poprosiłem o spotkanie i że zaprosiłem do nas nowego prezesa. Firma ma nowy zarząd, spółka jest dokapitalizowana. I mam nadzieję, że te problemy, którym nie pomaga sytuacja na świecie oraz to, co się dzieje na rynkach gazu, zostaną w jakiś sposób przezwyciężone.
A dlaczego, w kwestii nabycia udziałów w Tarnowskich Wodociągach, nie chcieliśmy kupować kilku procent, tylko od razu całe 12 proc. Bo żeby mieć ponad połowę udziałów wystarczyło bodaj dwa czy 3 procent?
Cztery procent. Odpowiedź jest prosta. Bo nikt nie chciał z nami do spółki ich kupić a Grupa Azoty nie zdecydowała się na częściową sprzedaż. Rzeczywiście, miastu wystarczyłoby 4 proc. do posiadania większości. Również na spotkaniu u prezesa Grupy Azoty takiej woli po stronie gmin, żebyśmy to solidarnie kupili, po równo albo proporcjonalnie też nie było.
Pańskim zdaniem, czemu Gmina Tarnów i Skrzyszów się usztywniły? Po złości czy miały lepszy pomysł?
Trochę, moim zdaniem po złości. Chodziło o to, żeby miasto nie kupiło.
Ale może chodziło o to, kto da więcej?
Nie. Chodziło o to, żeby miasto nie kupiło.
Złośliwi mówili, że jak miasto sobie dokupi, to wtedy będzie mogło logować tam swoich ludzi do miejsc w zarządzie i będzie to ładna przechowalnia. I fajne miejsce pracy dla swoich.
Absolutnie nie. Bezsensowne wyzłośliwianie się. Być może teraz to jest dla kogoś przechowalnia. Nie wiem. Natomiast tu chodzi, po pierwsze, o samorządowy charakter spółki. Żeby mogła pozyskiwać zewsząd, w tym ze środków unijnych, środki na rozwój sieci, na kanalizowanie, bo to jest główne zadanie spółki. Spółki komunalne są po to, żeby odciążać gminy z realizacji pewnych zadań. I proszę. Oto proste wyliczenie. Miasto Tarnów, które generuje 70 proc. przychodów ma jedynie 47 proc. udziałów. Z kolei Gmina Skrzyszów, która generuje 5 milionów, to jest 5 proc. przychodów spółki. A jeszcze gdybyśmy od tego odliczyli podatek od nieruchomości, które spółka płaci na rzecz gminy Skrzyszów, to się okazuje, że to co najwyżej 3 miliony złotych przychodów pochodzą z gminy Skrzyszów, która jest nadreprezentowana w strukturze właścicielskiej.
Z wójtem Skrzyszowa, Marcinem Kiwiorem nie sposób się Panu dogadać, mimo że macie podobne poglądy polityczne. Pan Wójt to mocny filar lokalnej KO. Tymczasem Skrzyszów „przybija piątkę” w tej sprawie z Gminą Tarnów, gdzie rządzi od wieków PiS…
No, jest to rzeczywiście kuriozum. Ale dla mnie liczy się przede wszystkim interes Gminy Miasta Tarnowa. Ja przysięgałem go strzec i jest on dla mnie absolutnym priorytetem. Jest najważniejszy, będę go strzegł „Bezapelacyjnie. Do samego końca” – jak z kolei mawiał inny klasyk.
Będzie prokuratoria generalna w tej sprawie?
Poczekajmy na to, co powie nowy zarząd Grupy Azoty i wrócimy na pewno do tematu.
Dobrze. No to dobrze, skoro jesteśmy w temacie współpracy Tarnowa z ościennymi samorządami. Kwestia Aglomeracji Tarnowskiej. Tam też chyba jakieś fatum ciąży. Cały czas do przestrzeni publicznej, bo póki co pieniędzy nie ma, idzie przekaz, że cały się kłócicie. Za poprzedniej kadencji się też kłóciliście.
Panie redaktorze…
Już kończę. Wcześniej była kłótnia o to, czy pan prezydent Ciepiela – jako prezydent Tarnowa – będzie liderem czy nie będzie liderem tego gremium. Teraz jest kłótnia przy model głosowania. Żeby był tylko czas w tym wszystkim na wydanie pieniędzy, które nam się należą.
O to ostatnie proszę być spokojny. Ale po kolei. Proszę zobaczyć. W poprzedniej kadencji samorządu to właśnie ci sami wójtowie z prezydentem ustalili pewne warunki, które były warunkami utworzenia Stowarzyszenia Aglomeracja Tarnowska. Zapisali te warunki, przyjęli również zasady jednomyślności. Jak popatrzy pan na to, jak jest w Krakowie, to na czele metropolii tak stanowi zapis statutowy, stoi prezydent Krakowa.
A w Nowym Sączu?
O, Sącz to jest w ogóle bardzo ciekawy przykład. Bo prezydent Nowego Sącza nie tylko stoi na czele Stowarzyszenia Sądecki Obszar Funkcjonalny, ale on wprost ma wpisaną w statut wiodącą rolę. Bez jego głosu za, żadna uchwała zarządu nie może zostać przyjęta.
I pan chciał tego samego tutaj?
Nie, to już jest za późno, Ale jeszcze wrócę do Sącza. Tam żadna uchwała walnego zgromadzenia nie może zostać podjęta, jeżeli nie bierze w niej udziału przedstawiciel Nowego Sącza. Jest tam ewidentnie i wyraźnie przyjęte i na to się również te gminy wokół Sącza zgodziły, że wiodącą rolę ma Nowy Sącz. Tu wydaje mi się, że panowie mają problem ze zrozumieniem, że instrument Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych to instrument dla miast i ich obszarów funkcjonalnych. My się nie wtrącamy do ich lokalnych grup działania, do Zielonego Pierścienia, czy innych aktywności, które są dedykowane gminom wiejskim. Natomiast ten instrument Unii Europejskiej jest dedykowany dla miast. Jeżeli ktoś ma problem ze zrozumieniem, że to miasto wiodącą rolę w tym instrumencie, to już nie jest mój problem. Nie mogę, jeszcze raz to podkreślić, podkreślam, nie mogę działać wbrew interesowi gminy miasta Tarnowa.
No ale i tak, bez względu na wszystko, wzięlibyśmy lwią część tych pieniędzy.
Przyjęto, z czym osobiście się nie do końca zgadzam, zasadę podziału środków na mieszkańca. To ma swoje plusy, ale ma też swoje minusy. Przypominam tylko, że aglomeracja jest od tego, żeby wykonywać działania aglomeracyjne, wykraczające poza granice administracyjne miasta. Tymczasem te środki, one już są podzielone. Co ciekawe, też chciałbym, żeby to wybrzmiało, Stowarzyszenie Aglomeracja Tarnowska nie realizuje żadnego z tych projektów. To nie jest ciało powołane do tego, żeby organizować przetargi, rozliczać projekty, nadzorować je i tak dalej. To wszystko robią gminy, nie stowarzyszenie Aglomeracja Tarnowska. I gminy te środki pozyskały, i miasto Tarnów również. Jak podliczymy sobie wszystkie te, łącznie z konkursowym projektem eno-Tarnowskie, który jeszcze raz podkreślę, realizuje gmina miasta Tarnowa jako lider projektu, a nie stowarzyszenie Aglomeracja Tarnowska, to do Tarnowa popłynie około 100 mln złotych, czyli około jedna trzecia tej alokacji, no bo tak wynika też z liczby mieszkańców.
A jak się pan układa współpraca z radnymi w mieście? Na początku było wprost malinowo. Mógł Pan grać nawet na dwóch fortepianach. Bo niektóre pomysły popierali radny Prawa i Sprawiedliwości. Szczególnie te, które nie podobały się Platformie. I przechodziły bez mruczenia nawet podwyżki podatków czy kwestię Pańskiego uposażenia,
Panie redaktorze rada miejska pracuje cały czas bardzo dobrze. Proszę zobaczyć, że cały czas reformujemy i zmieniamy Tarnów i nie ma problemów żadnych z głosowaniami na radzie.
Bo radni między innymi za to biorą diety, żeby głosowali. Ale jednocześnie skarżą się skarżą, że zostają wrzutki w ostatniej chwili, typu wodociągi. Materiały dostają w piątek po południu, a w poniedziałek sesja...
Pretensje miała część radnych i to radnych opozycyjnych. To trzeba podkreślić…
Ale popierających też Pańskie pomysły. W kwestii łączenia przedszkoli też były pretensje, że wszystko jest na łapu-capu.
Zespoły zostały powołane, a ta dyskusja trwała znacznie dłużej. Pierwsze spotkania z radnymi dotyczące edukacji i jak brak dzieci odbije się na naszej sieci szkół organizowaliśmy jeszcze we wrześniu poprzedniego roku. Panie redaktorze, nigdy dyskusji nie unikniemy i jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził. I żeby mu wszyscy tylko peany pochwalne śpiewali. Zresztą tego bym nie chciał. Od tego jest opozycja, żeby krytykowała. Czasem błądzi, bo wiele z tych narzekań czy zarzutów w stosunku do sposobu procedowania to są wprost nietrafne argumenty. Powiem tak. W tarnowskim samorządzie pracuję od 20 lat. I to, w jakim trybie pracuje w tej kadencji Rada Miejska uznałbym za komfortowe. W poprzednich kadencjach nie zawsze tak było.
Nawet jak pan był przewodniczącym rady?
To zależy od tego, z której strony popatrzymy. Jak popatrzymy na długość obrad, to one trwały krócej. Kończyliśmy mniej więcej przed 15.30. Teraz radni mają znacznie więcej do powiedzenia.
To dobrze, bo im też miasto na sercu leży. I chcą się wypowiadać w tej kwestii…
Jakby zechcieli to czynić jeszcze w okresie międzysesyjnym też chętnie zapraszam do siebie. Drzwi są otwarte.
Tarnów jest bezpieczny?
W jakim kontekście to pytanie?
W takim, że swoim terenie mamy duże zakłady chemiczne mamy fabrykę produkującą specjalistyczną broń, lada dzień będzie u nas stacjonowało wojsko przeciwlotnicze…
Jak będzie wojsko, to wtedy będziemy jeszcze bezpieczniejsi, bo Tarnów to bezpieczne miasto.
Gdzie będzie to wojsko ulokowane?
Pomidor. Dopóki nie przyjedzie komisja lokalizacyjna i nie wybierze, w sensie nie zdecyduje konkretnie, to nie chciałbym o tym mówić.
A kiedy się to mniej więcej wyjaśni?
Mam nadzieję, że w konkrety będą jeszcze w maju.
Jeszcze o tym bezpieczeństwie. Ile mamy schronów w Tarnowie?
Zgodnych z rozporządzeniem, to chyba żadnego.
No to jak?!
Moment. Nie mamy takich zgodnych z rozporządzeniem. W tym sensie mówię. Bo musimy rozgraniczyć schron od na przykład miejsca doraźnego schronienia i tak dalej. Co zrobić… Przypomnieliśmy sobie wszyscy po trzydziestu latach wolności i względnego braku zagrożeń militarnych o tym, że trzeba myśleć o obronie cywilnej. No i nadrobienie tego w dwa lata czy w rok to jest absolutnie niemożliwe. Jak popatrzymy na kraje skandynawskie, no to one sukcesywnie o to dbały. Szczególnie Finlandia, która graniczy z Federacją Rosyjską, jest takim przykładem, że trzeba to robić systematycznie. Finowie są tutaj szczególną inspiracją, bo spora część ich obiektów to dual use. W trakcie pokoju służą do innych celów. I dobrze, że do tego teraz wracamy. W Tarnowie chociażby mamy plany budowy parkingu z miejscem doraźnego schronienia.
I na jakim to jest etapie?
W tym roku musimy otrzymać środki na projektowanie. To będzie około 2 milionów złotych.
To są rządowe pieniądze?
Tak. To są rządowe środki na obronę cywilną i ochronę ludności. Pieniądze dostajemy za pośrednictwem wojewody.
Trochę o sporcie. Opłakał pan już upadek żużla w Tarnowie?
Mnie jako kibicowi jest przykro faktycznie, natomiast rynek nie znosi próżni Być może coś w to miejsce powstanie.
Był nawet przez moment pomysł, że Kraków mógłby u nas jeździć, ale w porę się dogadali.
Nie, nie, nawet nie rozważaliśmy takiej opcji. Nie było też żadnego pisma oprócz informacji medialnych. To nikt do miasta formalnie się w tym temacie nie zgłaszał. Natomiast w ogóle co do żużla. Mnie jest po ludzku też trochę żal, ponieważ w ubiegłym sezonie stanęliśmy na przysłowiowej głowie. To były rozmowy, pielgrzymki, wyjazdy, negocjacje z marszałkiem, nawet obecność na sesji budżetowej województwa. Wszystko po to, żeby ścigać się z czasem i dostosować stadion do wymogów Metalkas II Ekstraligi. Stawaliśmy na przysłowiowej głowie, żeby te pieniądze pozyskać. Pięć milionów złotych, żeby przystosować tor. To naprawdę było karkołomne zadanie…
Nie pilnowaliście, jak te pieniądze są wydawane?
Ale jakie pieniądze? My wydaliśmy pieniądze na nasz obiekt i nic nam do innych środków, ponieważ spółka to jest prywatny podmiot. Miasto nie jest jej współwłaścicielem. Ja się koncentrowałem na stadionie. To było zadanie właściciela, czyli Gminy Miasta Tarnowa. Natomiast miasto Tarnów nie dawało spółce żużlowej żadnych środków, ponieważ my, zresztą spółka też nie występowała ze względu na swoją pewnie sytuację finansową i to jakby poza nami.
A będzie nam stać na utrzymanie dwóch mościckich stadionów leżących w bezpośrednim sąsiedztwie? Mamy ten piłkarsko-żużlowy, który został oddany przez ostatnich najemców w gorszym niż opłakany stanie. No i naprzeciwko pamiątkę po Igrzyskach Europejskich, która Pana nie zachwyca, co Pan niejednokrotnie publicznie podkreślał.
Co mam powiedzieć? Trzeba będzie to utrzymać i tyle. Decyzje zostały podjęte przez mojego poprzednika, no a następcom przychodzi się z tym mierzyć. Ale weźmiemy to na klatę. Ja jestem zainteresowany tylko tym, żeby te obiekty żyły i były wykorzystywane.
No tak, tym bardziej, że na pamiątkowym po igrzyskach stadionie można ćwiczyć 16 godzin. W tygodniu.
Na nowym stadionie, rzeczywiście. Proszę pamiętać, że stadion pełni swoją funkcję raczej w kontekście wydarzeń sportowych To nie jest boisko treningowe. Wszędzie tak jest, że stadiony są wykorzystywane tylko na wydarzenia w postaci meczów ligowych, czyli turniejów, a od tego, żeby się szkolić, to będą inne obiekty.
Pod warunkiem, że ma się bazę treningową.
Z tego co wiem, na przykład „Unia” Tarnów buduje obiekty treningowe w niedalekim sąsiedztwie.
Panie prezydencie, czemu mamy pecha do inwestorów jakoś tak nas omijają łukiem? Działki na Wilczej zarastają. A tak mówiono o specjalnej strefie...
O, nie. Tu się nie mogę absolutnie zgodzić. Absolutnie. Działki na Wilczej, jeśli o tym mówimy. W tej kadencji porwaliśmy się na coś naprawdę niemożliwego, czyli spotkanie z właścicielami i próbę rozmowy tak, żeby móc przedstawić nową ofertę inwestycyjną właśnie przy Wilczej. Żeby to zrobić, musieliśmy zgodzić ponad setkę ludzi. I to się dzieje. Tego nigdy wcześniej nie było.
A inwestorzy to tak do nas pukają, stukają?
Inwestorzy, proszę pamiętać jeszcze jedną rzecz, również obserwują to, co dzieje się na arenie międzynarodowej. To po pierwsze. Dwa, my musimy mieć odpowiednie działki i uzbrojenie tego terenu. Jak pan poczeka jeszcze, to myślę, że kilku dobrych, tylko mniejszych, bo my nie mamy aż takiego areału, kilku mniejszych inwestorów, się pojawi prędzej czy później.
Nie odstraszą ich wysokie podatki od nieruchomości?
Nie, bo one są nadal niższe od tych, które wyznacza chociażby minister finansów. Poza tym podatek od nieruchomości nie jest tą pozycją kosztową, która decyduje o powodzeniu przedsięwzięcia biznesowego i nigdy nią nie był. To, co natomiast zachęca, to na przykład ulgi, które są choćby w Krakowskim Parku Technologicznym. Cała Polska jest specjalną strefą ekonomiczną. Jeżeli tylko inwestor wpisuje się w te zasady i zainwestuje w Tarnowie, taką ulgę otrzyma. I chcę powiedzieć, że w 2025 roku Tarnów dostał nagrodę Gminy Przyjaznej Inwestorom z Krakowskiego Parku Technologicznego. Mieliśmy najwięcej decyzji lokalizacyjnych. Aż pięć firm z Tarnowa zainwestowało.
To ile powstało nowych miejsc pracy?
Trzeba byłoby poczynić głębsze analizy. Bo równolegle powstają i znikają miejsca pracy. Jak pan zapyta w Zakładach Mechanicznych to tam przybyła setka, w planach mają kolejne 100, ale jak Pan zapyta w firmie X czy Y...
Zapytam w Tarnowskiej Odzieży i u Państwa Zarywskich.
Na przykład, ale proszę pamiętać, że część pracowników Pana Zarywskiego, zresztą to było zdaje się w porozumieniu z Panem Zarywskim, dzisiaj pracuje w Mościcach, w szwalni. Tam, w domu handlowym „Sezam”, powstała nowa firma na bazie tych pracowników. Tak, że rynek nie znosi próżni. Najważniejsze jest to, żeby to bezrobocie w Tarnowie nie rosło, ale pojawiały się nowe miejsca pracy, a kilku tego typu inwestorów mamy, którzy stworzą nowe miejsc pracy mamy. Młyn Szancera i hotel deklaruje zatrudnienie około 100 osób.
Jak dobrze, że pojawił się prywaciarz, który po latach mógł coś tam zrobić...
No, a chce pan, żeby to Urząd Miasta Tarnowa zatrudnił 100 osób?
Jeżeli byłyby pieniądze i praca, czemu nie?
Absolutnie nie. Urząd nie jest od tworzenia miejsc pracy, jeszcze w administracji… Przecież by mnie ludzie zjedli. Panie redaktorze, biznes. Ja jestem ekonomistą i patrzę na to w ten sposób. To biznes tworzy miejsca pracy. I my musimy robić wszystko, żeby te warunki prowadzenia biznesu w Tarnowie nie były gorsze.
Może pan powiedzieć z pełną świadomością, nie są gorsze na tle innych miast.
Nie są gorsze, a wręcz są lepsze ze względu chociażby na szybką ścieżkę administracyjną. Jedyna rzecz, której urząd może gdzieś w jakiś sposób pomóc, to jest dzisiaj szybkie, sprawne procedowanie spraw administracyjnych.
Tak zwane jedno okienko chyba się to kiedyś nazywało....
To się u nas nazywa szybka ścieżka inwestycyjna, opieka inwestora i my taką rzecz robimy, świadczymy tego typu usługi i jak pan zobaczy sobie na dotychczasowe nasze, nie chcę wskazywać nazwy, ale jak pan prześledzi, ile firm od początku kadencji odwiedziliśmy…
Facebook mi wyświetla.
To dobrze. Tych firm było kilkadziesiąt. W większości z nich otrzymujemy informacje o chęci rozwoju i zwiększenia liczby miejsc pracy. Celowo nie powiem nazwy, ale na początku kadencji byłem w firmie X, w której rozstawaliśmy się z dyrektorem. „No to życzę Panie Dyrektorze, żeby Pan za rok mnie odwiedził i powiedział, że pięćdziesiąt nowych miejsc pracy udało się stworzyć”. Proszę sobie wyobrazić, że po roku dyrektor przyszedł i powiedział, że jest 50 nowych miejsc pracy w jego firmie. I my będziemy pomagać, żeby te firmy się rozwijały, bo mamy naprawdę spory potencjał w Tarnowie, którego nie doceniamy, albo o którym czasem nie wiemy.
Kończąc. Co z kamienicą wstydu na Rynku? Fajna ta folia z Krogulskim, ale od Wielkich Schodów wygląda to koszmarnie.
Zwracam uwagę, że to czego nie udało się mojemu poprzednikowi, mnie się udało bardzo szybko.
Czyli?
Czyli porozumieć z właścicielami i odkupić.
No i teraz musi Pan dokładać, bo kolejny kupiec się nie pojawił. Kolejna skarbonka bez dna?
Na jakieś inwestycje ze strony miasta na ten moment poczekajmy. Bo miasto ma też swoje problemy finansowe. To nie jest tak, hop-siup, znaleźć dzisiaj 30 czy nawet 40 milionów złotych na remont tego obiektu i na jego przystosowanie. Wolałbym, żeby znalazł się ktoś, prywatny inwestor czy jakaś instytucja publiczna, ktoś kto przyjdzie i powie: „Jesteśmy tym zainteresowani i chcemy tam ulokować środki”. To by zdjęło z nas ten problem. Natomiast my w kolejnych perspektywach unijnych będziemy w pierwszej kolejności właśnie tę kamienicę próbować ujmować. A co tam będzie, będziemy do tej dyskusji wracać.
Jeśli o nieruchomościach. Czy Tarnów stanie się wkrótce miastem apartamentowców? Owintar, Graniczna, rozbudowa „Świtu”… Do tego bloki i nowe osiedla?
Nie wiem, czy apartamentowców, natomiast faktycznie buduje się ich coraz więcej i muszę powiedzieć, że to cieszy. Bo to dowód, że biznes prywatny widzi w Tarnowie ten potencjał. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie inwestowałby tak dużych pieniędzy, nie widząc potencjału. Tego potencjału, którego my czasem nie dostrzegamy. I pytanie częste w takich sytuacjach: Co jest pierwsze? Jajko czy kura? Czy miejsca pracy ściągają mieszkańców, czy mieszkania ściągają mieszkańców, a później ten potencjał ludnościowy ściąga miejsca pracy? Ja liczę, że to będzie działo się równolegle. Musimy pokazać, że jesteśmy dobrym miastem do życia, tylko wtedy ludzie będą chcieli u nas zamieszkać, a przyznam szczerze, że w porównaniu do dużych miast Krakowa, Warszawy lepiej jest u nas.
Bo?
Nie ma u nas korków. Miejsc w żłobkach jest co nie miara, miejsc w przedszkolach jest co nie miara. Mamy szkoły na bardzo wysokim poziomie. I licea na wysokim poziomie. I porządną Akademię też mamy z przyszłościowymi kierunkami kształcenia. Jest u nas ładnie, bezpiecznie i ludzie są dobrzy. Tu się po prostu dobrze żyje.