Jedna firma chce projektować tor. Co zostanie z tego pomysłu?

Przed referendum Aleksander Miszalski zapowiedział budowę toru motocyklowo-samochodowego. We wtorek ZIS otworzył oferty w przetargu. Jedni na inwestycję czekają, drudzy wyrażają mocny sprzeciw.

Tor motocyklowo-samochodowy przy ul. Kosiarzy, na pograniczu Płaszowa, Rybitw i Prokocimia, wygrał głosowanie mieszkańców jeszcze w 2015 roku. Od tego czasu inwestycja praktycznie nie ruszyła z miejsca.

Początkowo zakładano, że projekt uda się zrealizować za około 3 mln zł. Szybko okazało się jednak, że same koszty budowy toru będą znacznie wyższe, a jeszcze większym wyzwaniem stanie się budowa nowego układu drogowego. Chodzi o ponad 1,5-kilometrową drogę dojazdową od ul. płk. Dąbka wraz z całą infrastrukturą techniczną.

Temat wrócił w ubiegłym miesiącu. 10 kwietnia prezydent Aleksander Miszalski poinformował o przetargu na przygotowanie dokumentacji projektowej dla inwestycji. Zapowiedział, że oprócz samego toru powstaną także jezdnie, plac manewrowy, zaplecze techniczne, oświetlenie i miejsca postojowe.

– Budżet Obywatelski to konkretne decyzje mieszkańców, na które co roku przeznaczamy miliony złotych i które krok po kroku realizujemy – pisał na Facebooku.

Milion złotych na dokumentację został jeszcze w grudniu zapisany w budżecie na 2026 rok, a więc jeszcze przed referendalnym zamieszaniem.

Niedoszła sesja

Powrót inwestycji i sam moment, kiedy się to stało, nie przeszedł jednak bez komentarzy. Przeciwnicy tego pomysłu zwracali uwagę przede wszystkim na potencjalne uciążliwości dla okolicznych mieszkańców.

Temat toru miał być jednym z punktów nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Krakowa zwołanej tuż przed referendum. Do obrad jednak nie doszło, ponieważ radni Koalicji Obywatelskiej i Lewicy nie pojawili się na sesji. W efekcie opozycyjni radni zorganizowali w sali obrad własne spotkanie, podczas którego krytykowali inwestycję.

Radny Rafał Zawiślak z klubu Kraków dla Mieszkańców podkreślał, że jego środowisko nie sprzeciwia się samemu motorsportowi ani idei szkolenia kierowców. Jak argumentował, projekt dawno przestał być niewielkim zadaniem z budżetu obywatelskiego.

Dzisiaj nie rozmawiamy już o małym projekcie z budżetu obywatelskiego. Rozmawiamy o dużym zadaniu inwestycyjnym: budowie toru, drogi publicznej dojazdowej i całej infrastruktury technicznej.
Rafał Zawiślak, Radny Miasta Krakowa

Radny wielokrotnie podkreślał też, że mieszkańcy tej części Krakowa od lat zmagają się już z innymi uciążliwościami.

– Ci sami mieszkańcy mają usłyszeć: proszę bardzo, oprócz odoru będziecie jeszcze mieć hałas – mówił. 

Spór o hałas i urbanistykę

Jednym z tematów dyskusji pozostaje wpływ toru na otoczenie. Krytycy inwestycji wskazują przede wszystkim na hałas oraz potencjalny konflikt z planami rozwoju Rybitw i Płaszowa.

Radna Małgorzata Kot z klubu Prawa i Sprawiedliwości przekonywała w czwartek, że mieszkańcy mają prawo oczekiwać pełnych analiz przed podjęciem dalszych decyzji.

Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której mieszkańcy dowiedzą się o rzeczywistych skutkach inwestycji dopiero po rozpoczęciu jej realizacji.
Małgorzata Kot, Radna Miasta Krakowa

Krytycy zwracają też uwagę na możliwą sprzeczność inwestycji z masterplanem dla Rybitw i Płaszowa. Zdaniem przeciwników projektu trudno jednocześnie planować rozwój nowych terenów mieszkaniowych i realizować inwestycję, która może generować stały hałas oraz zwiększony ruch samochodowy.

Z zupełnie innej perspektywy na sprawę patrzą przedsiębiorcy z rejonu Rybitw. Remigiusz Tytuła z Klastra Rybitwy zwracał uwagę na kwestie logistyczne.

– Przez teren sąsiedni z tym torem przebiegają czynne bocznice kolejowe. Projektowana droga dojazdowa przecina ten układ – podkreślał. 

Według przedsiębiorców, problemem mogą być ewentualne utrudnienia dla transportu ciężkiego i funkcjonowania zakładów przemysłowych.

Zwolennicy: to nie będzie tor wyścigowy

Zwolennicy inwestycji przekonują jednak, że część obaw jest przesadzona. Współinicjator budowy toru Szczęsny Filipiak podkreślał w rozmowie z nami, że krakowski obiekt nie ma być klasycznym torem wyścigowym.

– Takie szkoleniowe obiekty nie są torami wyścigowymi. To nie są te prędkości, to nie są te obroty silnika i to nie jest ten sam hałas – argumentował w rozmowie z nami.

Według niego tor ma służyć przede wszystkim doskonaleniu techniki jazdy i szkoleniom kierowców oraz motocyklistów.

Filipiak zapewniał także, że na obiekt miałyby być wpuszczane wyłącznie pojazdy spełniające normy dopuszczenia do ruchu drogowego.

Zwolennicy projektu podkreślają również aspekt bezpieczeństwa. Ich zdaniem stworzenie legalnego miejsca do treningów mogłoby ograniczyć problem nielegalnych wyścigów organizowanych na ulicach miasta.

Jedna oferta

Wtorek przyniósł nowe informacje dotyczące finansów. Do przetargu na przygotowanie dokumentacji zgłosiła się jedna firma: Geoart z Czarnego Dunajca. Za swoją usługę oczekuje niecałe 1,6 mln zł.

To o prawie 600 tys. zł. mniej niż zakładany przez Zarząd Infrastruktury Sportowej budżet, ustalony na prawie 2,2 mln. Wciąż jednak znacznie więcej niż kwota zapisana w tegorocznym budżecie, co będzie wymagać zapewnienia brakującej kwoty w przyszłości.

Temat wróci

Sesję, która w minionym tygodniu nie doszła do skutku, radni – tym razem ci z Koalicji Obywatelskiej – zwołali ponownie na tę środę. Zestaw tematów pozostaje ten sam. Można się spodziewać, że padną podobne zarzuty wobec budowy toru, tym razem jednak mogą doczekać się odpowiedzi ze strony Zarządu Infrastruktury Sportowej, radnych Koalicji Obywatelskiej czy inicjatorów.

Istotne w tej sprawie może być też to, jak do kwestii tej inwestycji i związanych z nią kontrowersji odniesie się nowo powołany komisarz Stanisław Kracik.