Joan Carrillo, trener Wisły Kraków: U mnie nie ma gry na remis [Rozmowa]

– Chciałbym, by kibice Białej Gwiazdy byli dumni z Wisły tak jak ja z trójki synów – mówi LoveKraków.pl Joan Carrillo, który zastąpił Kiko Ramireza w Wiśle Kraków. 10 lutego Hiszpan poprowadzi Białą Gwiazdę w pierwszy spotkaniu o punkty.

Michał Knura, LoveKraków.pl: Podczas zgrupowania w Hiszpanii piłkarze byli bardzo zmęczeni. Jak przyjęli i znieśli wprowadzone zmiany?

Joan Carrillo:  W okresie przygotowawczym prowadzone przeze mnie zespoły muszą skupić się na jakości, a nie na liczbie wykonywanych ćwiczeń. Wymagam pełnego zaangażowania i koncentracji, w czasie treningów musi być skupienie. Jeżeli dajesz z siebie wszystko, to musisz być zmęczony. To normalne.

Michał Knura, LoveKraków.pl: Jak zmienił się zespół przez niespełna miesiąc pana pracy?

Jesteśmy zadowoleni z tego, co zrobiliśmy. Mam pod sobą grupę piłkarzy, która nie boi się pracy i pokazuje to na każdym treningu. To pozwala z optymizmem patrzeć na mecze ligowe. Od początku mojej obecności w klubie robimy wszystko, by przyszły wyniki. Zmieniliśmy metody treningowe, taktykę i filozofię gry. Oczywiście, wszystko nie przyjdzie od razu. Nie mieliśmy dużo czasu.

Pod pana wodzą Videoton i Hajduk zdobywały znacznie więcej punktów, niż we wcześniejszych sezonach, i strzelały dużo bramek. Kibice Wisły tęsknią za drużyną, która grała efektownie i szczególnie przy Reymonta odprawiała rywali z bagażem bramek. Taką Białą Gwiazdę będziemy od wiosny oglądać?

Piłka to jest prosta gra. Strzelasz gole, wygrywasz, pniesz się w tabeli. Taki jest nasz cel. Nigdy przed meczem nie powiedziałem piłkarzom „grajcie na remis”. Chcemy, by Wisła była zrównoważona – strzelała gole, ale nie zapominała o obronie. Dlatego zespół jak najszybciej musi się przeorganizować po stracie i przejęciu piłki.

W osiągnięciu sukcesu może pomóc nowy inwestor, który niedługo ma kupić mniejszościowy pakiet akcji. Zrobiła na panu wrażenie ta informacja?

Wszystko, na co nie mam wpływu, jest trochę obok mnie. Oczywiście, że cieszę się z takich informacji, ale nie zmienia to mojego podejścia do pracy, którą chcę wykonać w Wiśle. Dobrze jednak wiedzieć, że ktoś wierzy w realizację projektu, którego się podjąłem w Krakowie.

W którym miejscu wymarzonej kariery jest pan teraz?

Przechodząc do Wisły, zrobiłem duży krok do przodu. Mam przekonanie, że pracuję w środowisku, w którym możliwe jest osiągnięcie wyniku na miarę oczekiwań kibiców. Ja i mój sztab w pełni jesteśmy skupieni na pracy z zespołem. Jeżeli przyjdzie sukces, zrobię kolejny kroczek w mojej karierze.

Był pan skazany na piłkę?

Tak, bo mój ojciec i brat również są trenerami. Futbol to druga najważniejsza sprawa w moim życiu. Piłka jest moją pracą i pasją, więc nie wymaga ode mnie dużego poświęcenia. Myślę o niej 24 godziny na dobę.  Kiedy lubisz swoją pracę, to wszystko przychodzi łatwiej.

Na pierwszym miejscu jest rodzina – moi trzej synowie i żona. Do czerwca muszę sobie radzić bez nich, choć zdążyli mnie już odwiedzić w Krakowie. Wraz z początkiem nowego sezonu mają do mnie przyjechać i żyć w Polsce.

Syn dla mężczyzny zawsze jest powodem do dumy, a pan ma ich aż trzech. Rozpiera pana duma?

Tak, tak, tak! Najstarszy, 21-letni studiuje w Anglii, a 17-latek i 8-latek wciąż się uczą w Hiszpanii. Wszyscy są wielkimi pasjonatami piłki nożnej. Wisła na pewno zyskała trzech nowych fanów! Chciałbym, by kibice Białej Gwiazdy byli dumni z Wisły tak jak ja ze swoich synów.

Domyślam się, że pańska żona nie miała wyboru i musiała polubić piłkę…

Na początku nie była przekonana, ale z czasem zmieniła stosunek. Kiedy widziała, jak żyję futbolem, jak pracuję, to jej podejście bardzo się zmieniło. Dziś nie ma problemów z zasadami gry, nie trzeba jej tłumaczyć, kiedy jest spalony.

Kiko Ramirez często krytykował VAR za często opóźnione podejmowanie decyzji. Mówił, że zabija futbol. Jak pan ocenia tę pomóc dla sędziów?

Zawód sędziego jest jednym z najtrudniejszych i błędy są nieodłącznym elementem ich pracy. Są tylko ludźmi i trzeba im to wybaczyć. Po drugie, wszystkie nowe rzeczy trzeba oceniać z perspektywy czasu i obiektywnie. Nie można krytykować, gdy VAR przyniesie korzyść rywalowi i siedzieć cicho, gdy nam sprzyja. Ogólnie rzecz biorąc jestem za VAR-em, bo to narzędzie, które pomaga arbitrom.

Jak spędza pan wolny czas?

Wiele go nie mam, bo profesjonalny futbol wymaga bycia w ciągłej gotowości i myślenia o nim dzień i noc. Nie mogę być w pracy od 9 do 17, a potem całkowicie się od niej odciąć. Jeżeli chcesz się rozwijać, to dziś musisz planować nie tylko to, co będziesz robił jutro, ale i pojutrze. Jeżeli jednak znajdę czas na relaks, to spędzam go aktywnie – idę w ciekawe miejsce z rodziną lub biegam, dzięki czemu poznaję nowe miasto, w którym pracuję.

A jak idzie nauka polskiego?

Na razie uczę się z dnia na dzień, pracując w otoczeniu Polaków. W okresie przygotowawczym nie mam czasu na lekcje, ale za dwa miesiące chce rozpocząć regularną naukę. Przyjęliście mnie w swoim kraju bardzo dobrze i chcę się odwdzięczyć m.in. tym, by móc z wami rozmawiać w waszym języku.

Najtrudniejsze polskie słowo, którego się pan nauczył?

Jak się masz? Wszystko dobrze? (śmiech). Najwięcej trudności sprawiają mi dźwięki, które nie występują w hiszpańskim.

Jakie są pana pierwsze wrażenia z Polski? Wielu obcokrajowców podkreśla, że często jesteśmy smutni. Raz – przez trudną historię, dwa – u nas tak często nie świeci słońce.

Na razie nie mam żadnych powodów do narzekań. Ludzie, których spotykam, zawsze dobrze mnie traktują, witają w uśmiechem. Nie jestem w Polsce długo, ale już teraz doceniam waszą szczerość i pracowitość.