Kapelani w krakowskich służbach
Noszą mundur i koloratkę. Mają pod opieką funkcjonariuszy z różnych służb i prowadzone przez nich jednostki. W Krakowie przy ul. Dietla funkcjonuje jedna parafia wojskowa, ale swoich kapelanów mają także inne służby.
Pełnoprawni wojskowi
Na stronie parafii wojskowej p.w. św. Agnieszki można znaleźć długą listę jednostek, którymi zajmują się pracujący w niej księża. Są tam zarówno bazy wojskowe, szpital wojskowy przy ul. Wrocławskiej, jak i straż ochrony kolei czy służba celna. Oprócz tego trzech kapelanów prowadzi parafię podobną do każdej innej, odprawiając część nabożeństw w kościele przy ul. Dietla, a część w kaplicy szpitala wojskowego.
Kapelani wojskowi w polskim Kościele katolickim należą do ordynariatu polowego, czyli jednostki podobnej do diecezji podległej biskupowi polowemu. Ordynariat jest też włączony w struktury Ministerstwa Obrony Narodowej. Pracujący w nim kapelani mają stopnie wojskowe i otrzymują wynagrodzenie z budżetu państwa. Państwo współfinansuje też utrzymanie należących do ordynariatu budynków. Podobne struktury mają Kościoły prawosławny i ewangelicko-augsburski.
W mundurze lub bez
W innych służbach opieka duszpasterska nie ma tak sformalizowanej struktury. Część księży, choć pełni funkcje podobne do kapelanów wojskowych, jest pracownikami cywilnymi. Są też tacy, którzy nie są zatrudnieni w służbach mundurowych, ale są ich duszpasterzami wyznaczonymi przez kurię. Tak jest na przykład w małopolskiej policji – ksiądz opiekujący się funkcjonariuszami robi to obok innych swoich obowiązków, nie ma munduru ani policyjnego stopnia.
Jeździł do pożarów
Ks. kpt. Władysław Kulig, kapelan małopolskiej straży pożarnej, tłumaczy, że jego podstawowym zadaniem jest wsparcie duchowe strażaków biorących udział w bardzo obciążających psychicznie akcjach. – Najtrudniejsze są wypadki z udziałem dzieci, na to nie ma mocnych, nawet wśród strażaków. Oni po takiej akcji potrzebują rozmowy, oczyszczenia – mówi ks. Kulig.
Sam dobrze zna codzienną pracę strażaka. Jeszcze przed pójściem do seminarium należał do ochotniczej straży pożarnej, potem brał czynny udział w akcjach jako ksiądz. – Kiedy pracowałem w parafii koło Żywca w Rychwałdzie, to przez osiem lat jeździłem do pożarów z chłopakami, ponieważ byłem jedynym kierowcą, który miał uprawnienia na wszystkie samochody – mówi.
Ks. Kulig ma stały dyżur w komendzie wojewódzkiej przy ul. Zarzecze, ale sporą część czasu spędza jeżdżąc do różnych miejscowości w województwie. Zajmuje się nie tylko wsparciem po tragicznych wypadkach – bierze udział w licznych strażackich uroczystościach, udziela ślubów i święci nowy sprzęt. Do dziś jednak bierze udział w akcjach, kiedy jest to potrzebne, na przykład w czasie niedawnych powodzi. – Strażakowi łatwiej jest porozmawiać z kapelanem, który wie, jak wygląda działanie przy pożarze czy przy wycinaniu człowieka z samochodu, niż z księdzem w parafii – tak uzasadnia potrzebę pracy kapelana.
Reklama