Kapitan Cracovii: Biliśmy głową w mur
Zespół Pasów robił co w jego mocy, by po 8. serii spotkań ekstraklasy pozostać niepokonanym na własnym obiekcie. Zabrakło jednak szczęścia i przede wszystkim bramek.
Lechia Gdańsk wygrała z Cracovią po trafieniu Marco Paixao. – Źle weszliśmy w mecz. Lechia przed strzeloną bramką zdążyła wcześniej stworzyć sobie dwie inne groźne sytuacje. Widać było, że nie wyglądamy tak dobrze jak w poprzednich meczach. Nie zaskoczyli nas, ale zagrali bardziej agresywnie w środku pola, stąd też mieli sytuacje – zaznaczył po meczu zawodnik Pasów Piotr Polczak.
Gospodarze nie składali jednak broni. – Po golu gra się wyrównała. Z naszej strony brakowało bramki, tej kropki nad i. Staraliśmy się, ale biliśmy głową w mur. Czy to bramkarz, czy obrońcy byli na posterunku i piłka nie chciała wpaść – podkreślił kapitan Cracovii.
Kontuzje nie omijają zespołu trenera Jacka Zielińskiego. Z powodów zdrowotnych boisko musiał opuścić już w 26. minucie Hubert Wołąkiewicz. – Nasze ustawienie w trakcie gry mocno się zmieniało. Szybka wymuszona zmiana, potem modyfikacja ustawienia od 70. minuty. Trzeba było się dostosować. Wiele nie mogliśmy osiągnąć, bo Lechia się cofnęła i czekała na kontry. Musieliśmy zaryzykować kosztem jednego obrońcy – tłumaczy gracz Cracovii.
Twierdza przy Kałuży upadła. Zespół Pasów po raz pierwszy w tym sezonie przegrał u siebie, a dodatkowo Lechia po 55 latach wygrała w Krakowie. – Nie wygląda to dobrze, bo u siebie przegraliśmy i to przede wszystkim boli. Kibice mówią, że dobrze to wyglądało, że było zaangażowanie, ale jak się przegrywa na własnym stadionie, to boli podwójnie – zakończył Polczak.