Kapłani w sutannie i pasiaku. „Byli wierni aż do końca”

Rozmowa z ks. Andrzejem Gołębiowskim SDB, salezjaninem, duszpasterzem i kierownikiem Redakcji Programów Katolickich TVP3 Kraków, rzecznikiem Inspektorii Krakowskiej Towarzystwa Salezjańskiego, o nowo beatyfikowanych dziewięciu salezjanach męczennikach – ks. Janie Świercu i Towarzyszach.

Kinga Poniewozik, LoveKraków.pl: Kim są nowi salezjańscy męczennicy? Jakie znaczenie ma ich beatyfikacja dla Zgromadzenia Salezjańskiego i czego możemy się dziś od nich uczyć?

Ks. Andrzej Gołębiowski SDB: Są to ludzie pełni pasji, którzy od samego początku rozumieli swoje salezjańskie powołanie. Potrafili realizować je jako gorliwi duszpasterze i wychowawcy młodzieży. Wiedzieli, do czego zostali powołani i konsekwentnie wypełniali swoją misję.

Przede wszystkim jednak pokazali, że w świecie pełnym przemocy i strachu można pozostać wiernym. W realiach wojny nie wyrzekli się ani Chrystusa, ani swojego powołania salezjańskiego, choć zdawali sobie sprawę z ceny, jaką mogą za to zapłacić. Przypominają nam, że wiara nie jest jedynie słowem, ale wyborem wymagającym odwagi i wytrwałości. Pokazują, że prawdziwa siła rodzi się z wierności – nawet wtedy, gdy prowadzi ona do największej ofiary.

Realizowali swoje powołanie na każdym etapie życia: w oratoriach, gdzie grali z chłopcami w piłkę, prowadzili orkiestry, przy biurkach wykładowców filozofii i teologii, w konfesjonałach, gdzie spowiadali wiernych. A później także w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Tam pokazali, że kapłanem pozostaje się zawsze – niezależnie od tego, czy nosi się sutannę, czy pasiak obozowy. W tym tkwi piękno ich powołania i świętości, którą Kościół ukazuje dziś poprzez beatyfikację.

Jakie znaczenie ma ta beatyfikacja dla Księdza osobiście i dla współbraci salezjanów?

Jest ukoronowaniem ich życia, ale także świadectwem dla nas, współczesnych salezjanów. Tamci salezjanie byli takimi salezjanami, jakimi my mamy być dzisiaj. Oczywiście zmienił się kontekst świata i wyzwań, ale młodzież pozostaje taka sama. Przeżywa swoje tęsknoty, dramaty i stawia pytania podobne do tych sprzed kilkudziesięciu lat.

Młodzi potrzebują przewodników życia. Tamtych dziewięciu salezjanów było nimi dla młodzieży swoich czasów, a niektórzy także dla współwięźniów w obozach koncentracyjnych. My również mamy być przewodnikami młodych, prowadzić ich ku świętości, a jednocześnie sami do niej dążyć.

Dziewięciu nowych błogosławionych pokazuje nam, że świętość jest drogą możliwą do realizacji dla ludzi wszystkich stanów i wszystkich czasów. Zarówno dla duchownych, jak i świeckich.

Beatyfikacja ks. Jana Świerca i Towarzyszy
Beatyfikacja ks. Jana Świerca i Towarzyszy
Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

A czego świeccy mogą nauczyć się od nowych błogosławionych?

Myślę, że zarówno duchowni, jak i świeccy mogą uczyć się przede wszystkim wierności. To słowo wydaje się dziś często obce współczesnej mentalności. Świat zachęca do życia „na próbę”, mówi: jeśli coś się nie udało, zacznij jeszcze raz. Oczywiście człowiek ma prawo do błędów, ale błogosławieni salezjanie przypominają, że istnieją wartości, od których nie można odstąpić.

Nawet za cenę cierpienia i męczeństwa, których każdy z nas naturalnie się obawia. Oni pokazali, że nie można sprzedać swoich wartości ani zdradzić tego, czym się żyje. Ideały powinny towarzyszyć człowiekowi wszędzie tam, gdzie prowadzi go życie i powołanie.

Ich biografie są niezwykle różnorodne. Wśród nich byli zarówno ludzie pochodzący z rodzin szlacheckich, jak i ci, którzy wychowywali się w bardzo skromnych warunkach. Niektórzy byli wybitnie uzdolnieni – jeden z nich uczył aż czterech języków w salezjańskiej szkole w Oświęcimiu. Łączyło ich jedno: wierność. I właśnie tym przesłaniem chcą dziś przemawiać do współczesnego świata: „Bądźcie wierni, bo to jest droga do świętości”.

Podczas przygotowań do beatyfikacji poznał Ksiądz wiele faktów z ich życia. Czy było coś, co szczególnie Księdza poruszyło lub zafascynowało?

Są dwie historie, które szczególnie mnie poruszają.

Pierwsza dotyczy ks. Józefa Szembeka. Gdy gestapo przyszło aresztować proboszcza parafii w Skawie, ks. Szembek powiedział: „Mnie zabierzcie zamiast proboszcza, bo on jest bardziej potrzebny parafianom”. Ostatecznie aresztowano obu.

Druga historia związana jest z ks. Kazimierzem Wojciechowskim. Kiedy wracał na parafię, ktoś ostrzegł go, że na miejscu jest już gestapo i aresztuje salezjanów. Wówczas odpowiedział: „A jeśli przyszli po mnie, a zamiast mnie zabiorą kogoś innego?”. Świadomie wrócił na plebanię, wiedząc, co go może spotkać.

To heroizm miłości, przypominający postawę św. Maksymiliana Kolbego. Takie świadectwa fascynują mnie najbardziej.

Drugą rzeczą jest związek części z tych salezjanów z Karolem Wojtyłą. Jan Paweł II wielokrotnie wspominał, że był świadkiem ich aresztowania. Nie wiemy dziś z całkowitą pewnością, jak dokładnie wyglądał jego udział w tych wydarzeniach, ale sam mówił o ich ogromnym wpływie na swoje życie duchowe i powołanie.

Co ciekawe, gdy z krakowskich Dębnik aresztowano jedenastu salezjanów, później jedenastu młodych ludzi z tego środowiska wstąpiło do seminarium. Jakby jeden za jednego. To niezwykła historia pokazująca, jak Bóg potrafi wyprowadzać dobro nawet z najbardziej tragicznych wydarzeń.

Jak wyglądał sam proces beatyfikacyjny? Od zakończenia II wojny światowej minęło przecież blisko osiemdziesiąt lat.

Był to bardzo długi proces. Początkowo nasi współbracia byli objęci procesem męczenników II wojny światowej prowadzonym przez diecezję pelplińską. Pierwszy etap zakończył się beatyfikacją 108 męczenników przez św. Jana Pawła II podczas jego pielgrzymki do Polski w 1999 roku.

Następnie rozpoczęto prace nad kolejną grupą kandydatów na ołtarze, wśród których znajdowali się także salezjanie. Wówczas postulator generalny naszego zgromadzenia podjął decyzję, by prowadzić ich sprawę osobno.

Ogromną rolę odegrał w tym procesie ks. Michał Szafarski. Był on jednym z młodych ludzi związanych ze środowiskiem Dębnik, którzy po wojnie wstąpili do seminarium. Wielu z tych salezjanów znał osobiście i poświęcił ogromną część swojego życia na gromadzenie dokumentów, zbieranie świadectw oraz przygotowanie materiałów dla Stolicy Apostolskiej.

Dzięki jego determinacji i wieloletniej, często żmudnej pracy możliwe było dokładne zbadanie życia, cnót i męczeństwa naszych współbraci, a w konsekwencji ogłoszenie ich błogosławionymi.