Na początku czerwca, podczas tegorocznego Grolsch ArtBoom Festiwal, powstała kawiarnia Cafe Fińska. Od początku jednak nie miała być podobna do żadnej innej w mieście. Artysta Michał Mioduszewski stworzył w lokalu na ulicy Józefińskiej miejsce, w którym mogą się spotykać wszyscy okoliczni mieszkańcy bez jakichkolwiek podziałów i co najważniejsze – za kawę nie płaci się pieniędzmi, a uśmiechem.
Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak. Do Cafe Fińska może przyjść każdy i dostać kawę, sok czy herbatę za uśmiech, ciekawą historię, dobre słowo, piosenkę czy rysunek. Czasami nawet można liczyć tu na dodatkowe przekąski, które przynoszą wolontariusze. W założeniu projekt miał trwać jedynie trzy tygodnie i zakończyć się wraz z festiwalem. Spotkał się jednak z tak dużym odzewem ze strony mieszkańców Podgórza, że zdecydowano się oddać Cafe Fińska właśnie pod ich opiekę.
Dla każdego
Kiedy wchodzę do kawiarni, już przy samych drzwiach wita mnie uśmiechnięty chłopak. „Cześć! Kawa czy herbata?”. Wybieram kawę, zasiadam na kanapie i rozglądam się dookoła. Przy stołach zgromadzeni są ludzie w różnym wieku, większość z nich przedstawia mi się po imieniu, podając serdecznie rękę. Jest kolorowo i przytulnie – na ścianach porozwieszane są rysunki, plakaty, zdjęcia; na stolikach palą się świeczki. Panuje przyjemny gwar, trwają rozmowy, w tle gra muzyka.
- To nie my, wolontariusze, tworzymy to miejsce. To wszyscy ludzie, którzy tu przychodzą – mówi Andrzej, pełniący właśnie dyżur – Tu nie ma żadnych podziałów. Wszyscy są równi.
Do Cafe Fińska przyjść rzeczywiście może każdy, choć gośćmi w większości są młode osoby i ludzie w dojrzałym wieku. Rzadziej przychodzą z kolei dzieci i osoby starsze. Wolontariusze ochotnicy zgłaszają się sami, by w godzinach otwarcia kawiarni – od 16 do 22 – pilnować w niej porządku i czystości. Nie jest to jednak praca nieprzyjemna – Andrzej uśmiechając się, opowiada o swojej „służbie” w samych superlatywach. Pytany o reakcje odwiedzających to miejsce mieszkańców i turystów, mówi, że są same pozytywne.
Cafe Fińska to również miejsce lokalnych wydarzeń. Wszyscy mogą zaprezentować w niej swoje umiejętności. Występują tu kameralne lokalne zespoły, organizowane są wieczorki poetyckie. Każdy, kto chce wystąpić, może zgłosić się w poniedziałek do kawiarni ze swoim pomysłem; otwarta dla klientów jest zaś od wtorku do niedzieli. W najbliższą środę 4 grudnia odbędą się tu warsztaty pozytywnego myślenia prowadzone przez Ewę Englert – Sanakiewicz, artystkę znaną z Teatru Esse.
Anarchia czy wolność?
Lokalni mieszkańcy nie tylko tworzą atmosferę tego miejsca, ale również jego wystrój. Przynoszą swoje stare meble, własne rysunki, zdjęcia. Mogą się tu również wymieniać starymi płytami, winylami czy książkami. Kawiarnia to zlepek ich wszystkich darów, dlatego na pierwszy rzut oka to kompletny chaos – wszystko tu jest z innej bajki, rysunki służą nawet jako abażur do lampy albo obrus. Dla jednych to anarchia, dla drugich – wolność. Goście siedzący przy stole mają pod ręką kredki, których w każdej chwili mogą użyć do ozdobienia stołu czy ściany.
Skąd jednak pozyskiwane są finanse na czynsz i dalsze funkcjonowanie lokalu? Do tej pory Cafe Fińska utrzymywała się za pomocą crowdfundingu. To się jednak wkrótce zmieni. Kawiarnia wygrała bowiem konkurs Groupon Starter, dzięki czemu jej opiekunowie nie będą musieli się martwić o utrzymanie lokalu przez najbliższe pół roku. Wciąż jednak niezbędny jest zakup podstawowych sprzętów – profesjonalnego ekspresu do kawy, odkurzacza czy stolików z krzesłami.
Jedyna taka w Polsce
Lokal, w którym znajduje się Cafe Fińska, pozostawia dużo do życzenia. Andrzej obawia się pierwszej zimy i tego jak sobie poradzą z ogrzewaniem. Dlatego Fińczycy (bo tak nazywają samych siebie opiekunowie kawiarni) prowadzą zbiórkę pieniędzy na ten cel. Ponadto wciąż poszukują lepszego miejsca, ale – jak podkreśla Andrzej – czynsze w innych lokalach są nie do przeskoczenia na ich skromny fundusz.
Pytany o istnienie innych tego typu kawiarni na świecie, przyznaje, że ciężko jest znaleźć jakiekolwiek informacje na ten temat. Ponoć w Warszawie któraś kawiarnia rozdawała napoje za uśmiech, ale tylko w jeden określony dzień. Słyszał też o czymś podobnym w Bułgarii. – Dlatego z dumą mogę powiedzieć, że to pierwsza tego typu kawiarnia w Polsce – stwierdza.
Choć Cafe Fińska do typowych nie należy, na pewno warta jest odwiedzenia. Z ciekawości, z samotności, z nudy – intencje są nieważne. Najważniejsze jest, by potrafić przenieść się z codziennego, komercyjnego świata na świat odrębny i wolny od wszelkich zobowiązań, podziałów. Wbrew pozorom to wycieczka, która może sporo nauczyć.