Kiedyś po Wałowej jeździł tramwaj i ruch był dwukierunkowy. A busik się przyjmie?
Ewentualne przywrócenie ruchu kołowego na „Tarnowskim Ringu” byłoby powrotem do czasów, gdy po Wałowej normalnie jeździły samochody i autobusy. Nawet w obu kierunkach. A do 1942 roku kursował tramwaj.
Powrót do przeszłości?
Starsi mieszkańcy pamiętają, że przystanek „9” znajdował się na wysokości pasmanterii, naprzeciwko otwartej jakiś czas temu pizzerii. Kolejny dopiero znajdował się przy placu Sobieskiego.
Po drodze przejeżdżał obok I Liceum i Pomnika Nieznanego Żołnierza, dalej wzdłuż podcieni i na wysokości kiosku Walloniego, gdzie sprzedawano rurki z kremem, wjeżdżał w ul. Krakowską.
Wszystko się zmieniło na początku lat 90. Ówczesny prezydent Mieczysław Bień postanowił zmienić ruchliwy trakt w deptak. Miejsce, dzięki kawiarniom i sklepikom, miało tętnić życiem i być turystyczną wizytówką Tarnowa.
Zmiany były rewolucyjne. Zdarto asfalt, ułożono kostkę, zamurowano podcienia, postawiono znaki zakazu ruchu samochodowego. Z ambitnych planów wiele nie wyszło. Dziś Wałowa zasypia wraz z nastaniem zmroku.
To nie byłaby linia „W koło Macieju”
W planach trasa, która wiodłaby przez ul. Wałową miałaby być fragmentem nowej linii autobusowej, biegnącej przez centrum Tarnowa. Czas temu jakiś pojawiła się już nawet konkretna propozycja.
Kurs rozpoczynałby się na pętli przy ul. Pułaskiego, skąd jechałby ul. Krakowską w górę aż do ul. Wałowej. Następnie przejeżdżałby całą Wałową do ul. Lwowskiej, gdzie skręcałby w lewo i kierował się do ronda.
W drodze powrotnej pojazd zawracałby ul. Starodąbrowską, Kołłątaja, Bernardyńską po czym skręcał w prawo – obok siedziby Zarządu Dróg i Komunikacji – w ul. Szeroką, by ponownie wjechać na ul. Wałową. Z niej autobus kierowałby się w dół ul. Targową, przez Burek, następnie ul. Najświętszej Marii Panny, skręcał w ul. Narutowicza i dojeżdżał ponownie do ronda przy ul. Krakowskiej.
Stamtąd jechałby już prosto, na pętlę przy ul. Pułaskiego.
Na razie pomysł ma być testowany. Kosztował będzie 200 tysięcy złotych. Wydatki pokryje MPK. Z nadwyżki, którą oddało do budżetu miasta.
Busik ma być taki… nienachalny
Od pewnego czasu szukano odpowiedniego środka lokomocji, który z jednej strony będzie funkcjonalny, a jednocześnie estetyczny, ekologiczny. I – w razie ewentualnego zakupu – nie doprowadzi do łez skarbnika miasta.
W akcję wyboru autobusika włączył się prezydent Jakub Kwaśny, który sam od siebie, jak twierdzi, wykonał kilka telefonów w tej sprawie.
- Kilka razy z drugiej strony odkładano słuchawkę, myśląc, że to żart. Ale w końcu się udało. Chodziło o to, by autko było takie nienachalne. Postawiliśmy na „chińczyka”. Będzie to Yuotong e7s – mówi.
Yuotong e7s to kompaktowe autko, produkowane w prowincji Henan, dokładnie zaś w Zhengzhou, z jednym wejściem niedaleko kierowcy. Ma siedem metrów długości i jest szeroki na niewiele ponad dwa metry. Zatem nie powinien mieć problemów w szusowaniu między ogródkami kawiarnianymi czy donicami w okolicach pomnika generała Józefa Bema.
Wygodnie w nim usiądzie 13 osób. Reszta postoi na 4 m kw. podłogi. Może być to nawet w sumie 30 pasażerów.
Autobus jest elektryczny. Baterie, dla bezpieczeństwa podróżujących, są umieszczone na dachu pojazdu, w jego tylnej części. Na jednym doładowaniu Yuotong e7s może przejechać 200 kilometrów.
A co na to mieszkańcy?
W sprawie powrotu aut na Wałową Tarnowianie od dawna są mocno podzieleni.
Na przykład Jerzy Kowalski, który mieszka w jednym z bloków na sąsiadującej z deptakiem ul. Brodzińskiego, uważa, że busik powinien być pierwszym krokiem do dużo szerszego otwarcia ul. Wałowej na ruch samochodowy.
Ale nie brakuje głosów, że jeżdżące tamtędy auta zrujnowałyby uroczy charakter tego miejsca.
– Bez sensu. Będziemy teraz dreptać deptakiem między jeżdżącymi autobusikami. Niech sobie jeździ z dworca do młyna Krakowską, Bema, Szeroką i Lwowską, byle nie Wałową – to głos jednej z internautek.