Kiedyś rządzili mężczyźni, dziś dumę przynoszą nam panie
Roger Verey i Zdzisław Bromek przed laty odnosili wielkie sukcesy w wioślarstwie. Dziś w ich ślady idą krakowianki. Maria Springwald ma już zapewnioną kwalifikację olimpijską, a siostry Anna i Maria Wierzbowskie ostatnią szansę na wyjazd do Rio będą miały podczas przyszłorocznego Pucharu Świata w Lucernie.
W Krakowie od 107 lat
Wioślarstwo do naszego miasta zawitało w 1908 roku. Było to połączone z założeniem Akademickiego Związku Sportowego, w którym istniała sekcja wioślarska. Rozwój tej dyscypliny był bardzo dynamiczny. W najlepszym okresie pod Wawelem działało aż sześć klubów: Yacht Club Nowa Huta, Kolejowy Klub Wodny 1929, Nadwiślan, LOK Kraków, Prądniczanka i AZS Kraków.
W 1976 roku AZS przemianowany został na AZS AWF Kraków, który jako jedyny przetrwał zmiany ustrojowe w Polsce i działa do dziś. Aktualnie zawodnicy trenują w trzech klubach. Oprócz AZS-u istnieją UKS 1993 Kraków oraz UKS Salwator NPS.
– Struktura szkolenia wygląda tak, że zawodnicy i zawodniczki do pewnego wieku trenują w UKS 1993, a następnie automatycznie przechodzą do AZS-u. Z kolei UKS Salwator prowadzi działalność integracyjną, skierowaną głównie do osób niepełnosprawnych – mówi Iwona Wójcik-Pietruszka, trenerka sekcji damskich w AZS-ie i UKS-ie.
Panowie nadawali ton
Najlepszym krakowskim wioślarzem w historii był Roger Verey (1912-2000). Urodził się we Francji, ale po śmierci ojca - od 1929 roku – mieszkał w Krakowie. Tutaj też zmarł, jego grób znajduje się na cmentarzu Rakowickim.
Roger Verey największe sukcesy osiągał w latach międzywojennych. W 1935 roku zdobył dwa złote medale podczas mistrzostw Europy w Berlinie w jedynce i dwójce podwójnej. Rok później podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie zdobył złoty medal wraz z Jerzym Ustupskim. Roger Verey jest jedynym w historii wioślarzem, który wygrał Plebiscyt na Najlepszego Sportowca Roku (1935).
Następcą Rogera Vereya był urodzony w 1945 Zdzisław Bromek. Dziś jest kierownikiem sekcji i trenerem w AZS-ie. Startował w różnych osadach, ale największe sukcesy odniósł w jedynkach. Trzy raz pojechał na MŚ, a cztery razy startował w ME. Podczas igrzysk olimpijskich w 1968 roku w Meksyku zajął siódme miejsce.
Trzy olimpijki z Krakowa?
W przyszłym roku, podczas igrzysk w Rio de Janeiro, na torze wioślarskim na pewno zobaczymy jedną krakowiankę. W trakcie niedawnych MŚ we Francji kwalifikację wywalczyła Maria Springwald, zawodniczka AZS-u, która popłynie w rywalizacji czwórek podwójnych. – Mamy jednak szanse na więcej – nie kryje dumy trener Iwona Wójcik-Pietruszka. – Aspiracje olimpijskie mają także inne siostry - Anna i Maria Wierzbowskie, startujące w konkurencji dwójek bez sterniczki. Ostatnią szansę na kwalifikację olimpijską będą miały w przyszłym roku, podczas Pucharu Świata w Lucernie.
Młodzi sami nie przychodzą
Wioślarstwo nie jest tanim sportem. Dobrej klasy łódka, na której można startować w zawodach, kosztuje 35-40 tysięcy złotych. – W dzisiejszych czasach młodzież ma tyle ofert spędzania czasu, że raczej sama do nas się nie zgłasza. My jeździmy po szkołach i zachęcamy. Przynosi to efekt. Przeważnie jest tak, że jak ktoś spróbuje, to już u nas zostaje – przyznaje Iwona Wójcik-Pietruszka.
Wszystkie krakowskie kluby działają przy przystani wioślarskiej przy ulicy Kościuszki 38. – Obiekt jest stary, potrzebuje remontów. Na razie nie zanosi się na inwestycje, ale jakoś dajemy sobie radę. Robimy tyle, na ile nas stać – kończy nasza rozmówczyni.