„Kino jest w dobrej formie i nie składa broni”. Opowieść o Kijowie
Między światłem a mozaiką
Zanim jeszcze zgaśnie światło i rozbłyśnie ekran, widz wpada w inną historię. Wysokie przeszklenia, przez które wpada słońce, i ona – monumentalna mozaika. Ma 325 metrów kwadratowych i jest największą taką dekoracją w krakowskim wnętrzu. Powstała razem z kinem, jakby od początku miała przypominać, że to miejsce nie jest zwykłe.
– To była niesamowita kobieta – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl o autorce mozaiki, Krystynie Zgud-Strachockiej, Ewa Łabudzińska-Olszak, zajmująca się w Kinie Kijów marketingiem.
Wspomina jej opowieści o pracy, o wypalaniu ceramiki, o trudzie, który dziś łatwo przeoczyć, patrząc tylko na efekt. Podkreśla, że za pięknem kryła się ciężka fizyczna praca, wykonywana w czasach, gdy wszystko było trudniejsze: dojazdy, materiały, codzienność.
I może właśnie dlatego to miejsce od progu buduje nastrój. Trochę jak opowieść, która zaczyna się jeszcze przed pierwszą sceną filmu.
Sala, która pamięta tłumy
Wielka sala. 828 miejsc. Liczba konkretna, niemal symboliczna. Dziś to przestrzeń wydarzeń i spotkań, ale kiedyś, jak opowiadają starsi pracownicy, wokół kina ustawiały się kolejki.
Nie było streamingu, nie było wyboru. Było kino. I było wspólne przeżywanie.
Dziś rzeczywistość jest inna, ale sala wciąż robi wrażenie. Przez lata była jedną z największych w Polsce, a ekran – jednym z najbardziej imponujących. To tutaj odbywały się ważne premiery, także te międzynarodowe. To tutaj kino spotykało się z widzem w swojej najbardziej klasycznej formie.
Modernistyczny budynek, zaprojektowany w latach 60., od początku miał ambicję bycia czymś więcej niż tylko kinem. Powstawał równolegle z hotelem Cracovia – jako część większej wizji miejsca dla kultury i wydarzeń o międzynarodowej randze.
Kino wielu światów
Dziś Kijów nie jest już jednosalowym gigantem. Po modernizacji zyskał nowe przestrzenie: kameralne sale studyjne, klub, kawiarnię. I to właśnie ta różnorodność stała się jego siłą.
Ewa Łabudzińska-Olszak tłumaczy, że duża sala pełni funkcję premierową, ale mniejsze przestrzenie pozwalają na coś innego – na kino bardziej intymne, europejskie, niszowe. Takie, które nie zawsze trafia do multipleksów, ale znajduje wierną publiczność.
Repertuar? Szeroki. Od wielkich hitów po kino artystyczne, od transmisji oper z Nowego Jorku po pokazy filmów Andrzeja Wajdy z filmoznawczym wprowadzeniem.
Jak podkreśla, nie chodzi o zamykanie się na jednego widza. Wręcz przeciwnie, siłą kina jest otwartość. Na emocje, potrzeby, różne wrażliwości, na człowieka.
Widzowie, którzy wracają
Są tu dzieci, które przychodzą z klasą. Są studenci, którzy szukają czegoś więcej niż blockbusterów. I są seniorzy: najwierniejsza publiczność.
Seniorzy śledzą repertuar, dzwonią przed premierami, rezerwują miejsca. Przywiązanie do kina traktują niemal jak rytuał.
Popularnością cieszą się także filmy religijne i wydarzenia specjalne. Ale równie ważne są cykle edukacyjne, spotkania, rozmowy wokół filmu.
W tym wszystkim widać coś więcej niż tylko oglądanie. Widać relację.
Między streamingiem a doświadczeniem
Nie da się uciec od zmian. Platformy streamingowe zmieniły sposób konsumowania kultury. Premiery często trafiają równocześnie do internetu i kin. Konkurencja jest ogromna.
A jednak, jak zauważa Łabudzińska-Olszak, kino nie znika. Raczej się przekształca.
Z jednej strony to trudność, z drugiej – wyzwanie. Bo trzeba przekonać widza, by wyłączył Netflixa i wyszedł z domu. By wybrał doświadczenie wspólne zamiast indywidualnego.
I wiele wskazuje na to, że się to udaje. Frekwencja wraca, a zainteresowanie dobrym, ambitnym kinem rośnie.
Opowieść, która trwa
Kino Kijów działa od 1967 roku. Wkrótce będzie świętować 60-lecie. Plany jubileuszu dopiero się krystalizują, ale jedno jest pewne – ważną rolę mają odegrać młodzi.
To oni mają wnieść nową energię, nowe spojrzenie. Bo – jak mówi nasza rozmówczyni – kino nie może być „skostniałą instytucją” żyjącą wspomnieniem dawnych, wspaniałych lat. Musi żyć, zmieniać się, kontestować i reagować. To właśnie jego siła.
Największym wyzwaniem pozostaje jednak coś innego: wychować kolejne pokolenie widzów. Takich, którzy za 20–30 lat będą wspominać swoje pierwsze seanse tak, jak dziś wspominają je starsi.
Bo kino to nie tylko ekran. To pamięć, emocje i historie, które zostają z nami na długo po wyjściu z sali.