Kolejny pomysł na uniknięcie kar? „Może się to przyczynić do wzrostu cen biletów”
Po „wędrującym bilecie”, handlem używanymi biletami oraz zatykaniem kasowników, przyszedł czas na stworzenie „bazy” zdjęć – „Kanary Kraków MPK”, na których widnieją kontrolerzy. Ma to pomóc w uniknięciu płacenia kary za jazdę na gapę. – Publikowanie zdjęć kontrolerów bez ich zgody jest łamaniem prawa o ochronie wizerunku, a w związku z tym twórcy tej strony muszą się liczyć z konsekwencjami, jakie niesie ze sobą takie postępowanie – ostrzega Marek Gancarczyk z MPK.
Co na to twórcy strony? Niezbyt się przejmują. – Żyjemy w demokratycznym kraju, nie w Korei Płn., wiec wolność słowa jest dozwolona. Stronka „Kanary Wrocław” dalej funkcjonuje, więc zobaczymy, co władze zrobią w najbliższym czasie, żeby ją usunąć – raczej nic. Więc też powoli skompletujemy naszą bazę.
Tego typu praktyki mają swoich zwolenników, jak i przeciwników. – A może po prostu kupujcie KKM/bilety, a od kanarów żądajcie kultury i dobrego wychowania, zamiast tworzyć ich "bazę"? To ich praca, niezbyt lubiana przez społeczeństwo, ale jednak mają swoje obowiązki. Dodatkowo nie wiem, po co taka baza – zapamiętasz wszystkie twarze i będziesz uciekał z autobusu/tramwaju, gdy zobaczysz któregoś? Czy będziesz wozić ze sobą katalog ze zdjęciami? – pyta Mateusz.
Odpowiada mu Francesco: – Nieważne jak, ale trzeba zwrócić uwagę na problem. A problem jest duży, bo dotyczy nie tylko kanarów, ale całego MPK/ZIKIT likwidującego linie oraz podwyższającego ceny biletów i kar. Kanary dziś, jak fotoradary, mają być ratunkiem dla budżetów miast. Wobec takiego zachowania Państwa najmocniej słyszalnym głosem są tego typu akcje anarchistyczne.
"Takimi akcjami przyczyniamy się do wzrostu cen biletów"
Inne zdanie na ten temat ma Michał Pyclik, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. – Kontrole nie są sposobem na zarabianie. Ich koszty bilansują się z przychodami. Robimy je, bo są narzędziem przynoszącym wzrost sprzedaży biletów – mówi Pyclik i dodaje, że takimi praktykami robimy sobie sami na złość. – Jeśli migamy się od płacenia za przejazd, to tak naprawdę oszukujmy tych krakowian, którzy płacą i przyczyniamy się do wzrostu cen biletów – tłumaczy Pyclik.
Rzecznik krakowskiego MPK przekazał link strony do każdej z trzech spółek kontrolerskich, świadczących usługi dla przewoźnika miejskiego. – Ze swojej strony chcę tylko zaznaczyć, że absolutnie nie rozumiem tej inicjatywy. Jeżeli bowiem jej celem jest jazda bez biletu i unikanie kontroli, to oznacza to dla mnie promocję oszustwa. Nie chodzi tu o to, że gapowicze oszukują MPK SA lub Gminę Kraków. Jazda bez biletu to oszukiwanie innych pasażerów, którzy ten bilet zawsze kupują – mówi Marek Gancarczyk.
W umowie między ZIKiT-em a firmą kontrolującą jest zapis, który mówi o tym, iż w miesiącu ma być przeprowadzone minimum 15 000 kontroli. – Wszystko po to, by pasażerowie mieli poczucie, że kontrole są regułą i nie opłaca się kombinować – tłumaczy Michał Pyclik.
– Kontrola biletów funkcjonuje tylko i wyłącznie dlatego, że w pojazdach komunikacji miejskiej podróżują osoby bez biletu. Gdyby ich nie było, również kontrolerzy nie byliby potrzebni. Celem kontroli jest to, aby takich osób było jak najmniej, a jeżeli już są, to ponosili konsekwencje jazdy na gapę. Pasażerowie posiadający bilet, kontroli nie mają powodów się obawiać – dodaje Marek Gancarczyk z MPK.
Obecnie kara za jazdę komunikacją miejską bez ważnego biletu wynosi 240 złotych.