Kolejowe Koloseum: W tej walce zwycięzca bierze wszystko

Nadchodzi liberalizacja rynku i koniec monopolu na trasach. Prezes Kolei Małopolskich Radosław Włoszek wyjaśnia, jak zakup nowych pociągów ma przygotować spółkę na nadchodzące zmiany prawne.

Jakub Drath, LoveKraków.pl: Przed chwilą została podpisana umowa na kolejną dostawę pociągów. Jakie znaczenie te dostawy będą mieć z punktu widzenia Kolei Małopolskich?

Radosław Włoszek, Prezes Zarządu Kolei Małopolskich: Dotychczas dysponowaliśmy 30 pojazdami, a w 2024 roku zakupiliśmy dodatkowo sześć zmodernizowanych jednostek EN57, czyli tzw. „Alicji”. To jest obecny tabor Kolei Małopolskich. Teraz mówimy o 25 nowych pociągach, na które we wrześniu 2024 roku została podpisana umowa ramowa. Do dotychczasowego stanu dokładamy już na pewno 19 maszyn i pracujemy nad tym, aby w najbliższym roku dopełnić umowę o ostatnie sześć sztuk.

Co to oznacza w praktyce? Z jednej strony pasażerowie narzekają na tłok i oczekiwaliby więcej kursów aglomeracyjnych, z drugiej – mamy perspektywę otwierania zupełnie nowych linii.

Tę odpowiedź musimy podzielić na trzy obszary: prawny, infrastrukturalny oraz czysto przewozowy. Zacznę od kwestii prawnych, bo one są kluczowe. Wszyscy przewoźnicy muszą dostosować się do tzw. czwartego pakietu kolejowego, czyli liberalizacji usług w całej Europie.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Na czym to będzie polegać?

Mówiąc najprościej: dotychczas organizator, czyli województwo, po prostu powierzał przewoźnikowi pracę na określonym terenie. Teraz to się zmienia. Już dziś widzimy to na przykładzie przetargu na część linii obsługiwanych dotychczas przez innego operatora. Każdy przewoźnik będzie mógł stanąć do walki. To będzie takie „kolejowe Koloseum”: tu zwycięzca bierze wszystko, nie ma medali za drugie miejsce. Ta konkurencja oznacza, że nie będzie już możliwości powierzania obowiązków, tylko będziemy musieli stanąć w przetargu. W naszym przypadku będzie to 2031 rok, więc przygotowujemy się do tego decydującego momentu. Musimy zbudować taką bazę i jakość, by ten przetarg wygrać. To jest stan faktyczny, który dotyka każdego z nas. Musimy się zmieniać, by realnie konkurować.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Równocześnie trwają prace na torach, które też za kilka lat znacząco zmienią sytuację.

Małopolska to dziś ogromny plac budowy. To zasługa zarówno poprzedników z ministrem Adamczykiem na czele, jak i obecnej ekipy ministra Klimczaka, która te projekty kontynuuje. Przed nami prawdziwy „game changer”, czyli trasa Podłęże-Piekiełko. To otworzy całkowicie nowy strumień pasażerów, którego dotychczas w regionie nie było. To ogromne wyzwanie dla nas jako operatora, ale i dla województwa jako organizatora.

Plany obejmują też Olkusz, Niepołomice czy pociąg do Myślenic.

Olkusz, Niepołomice, Myślenice – to są ważne kierunki, ale pojawia się inny, fundamentalny problem, o którym wspomniał ostatnio marszałek Łukasz Smółka. Przewoźnicy się „zbroją”, unowocześniają tabor, ale barierą staje się infrastruktura kubaturowa, czyli dworce i ich przepustowość.

Proszę spojrzeć na Poznań, Wrocław czy Warszawę. W Krakowie Głównym powoli brakuje już miejsca, by wcisnąć kolejny pociąg w określony rozkład jazdy. Marszałek słusznie zauważył, że musimy zacząć myśleć o nowym punkcie w Krakowie, który zwiększyłby nasze możliwości operacyjne. To musi współgrać z siecią autobusową i innymi elementami transportu. Przewoźnik musi być gotowy na nowe linie, ale fizycznie musimy mieć gdzie te pociągi przyjmować.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Według pana, Koleje Małopolskie nadążą za tym rosnącym zapotrzebowaniem?

Kolej się zmienia i wzrost liczby pasażerów jest uderzający. W tamtym roku Koleje Małopolskie przewiozły 15 milionów ludzi w pociągach i ponad 5 milionów w autobusach. Łącznie z naszej oferty skorzystało 20 milionów pasażerów. Jeszcze kilka lat temu te liczby oscylowały poniżej 10 milionów. Mamy więc gwałtowny wzrost. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Liczymy na to, że wysoka jakość taboru sprawi, że ten wolumen będzie rósł jeszcze szybciej.

Podsumowując, czy te 25 nowych pociągów pozwoli realnie zwiększyć częstotliwość na liniach SKA?

Przez pewien czas te nowe jednostki będą musiały zastępować składy, które przechodzą niezbędne przeglądy na poziomach P4 i P5. To są wielomiesięczne wyłączenia z ruchu. Robimy jednak wszystko, by docelowo zwiększyć ofertę. Ale podkreślę raz jeszcze: do tego potrzebujemy nie tylko wagonów, ale i inwestycji w infrastrukturę – w krawędzie peronowe i liczbę torów, abyśmy mogli sprawnie wymieniać pociągi na dworcach. Mam nadzieję, że to jasno obrazuje skalę wyzwań, przed którymi stoimy.