"Kolekcjonuje" ludzi Krakowa

Nie znamy ich z mediów, ale spotykamy codziennie na ulicy, w sklepie, na targu czy nad Wisłą. Na pierwszy rzut oka nie przykuwają naszej uwagi niczym szczególnym. Mimo to jeden z mieszkańców naszego miasta postanowił ich uwiecznić na fotografiach.

Tak poznajemy kolejno kwiaciarkę, kominiarza, mnicha z karmelitów bosych, wagarowiczów z liceum, studentki architektury czy starsze panie z kijkami do nord walkingu. Dlaczego akurat oni stali się obiektem fotografii Tymoteusza, autora bloga „Ludzie z Krakowa”?

- Najbardziej zwracam uwagę na ludzi wykonujących swoją pracę i tych, których wyraz twarzy wskazuje mi jakieś emocje. Tak spotkałem spawaczy, strażaków i sprzedawcę aniołów – opowiada Tymoteusz. I nie jest to jego prawdziwe imię. Woli posługiwać się pseudonimem i nie promować siebie, tylko pokazywać innych.

Każda fotografia opatrzona jest zapisem rozmowy z bohaterem oraz dokładnym miejscem jego wykonania. Inspiracją do podjęcia się tego zajęcia jest blog „Humans od New York” Strona powstała w 2010 roku i może być uznana jako fotograficzny spis ludności Nowego Jorku, gdyż zawiera aż 10 tysięcy zdjęć i 10 tysięcy historii jego mieszkańców.

Ciekawi ludzie z Krakowa

A jak sprzedaje historie „zwykłych” krakowian autor bloga? Rozmowy z bohaterami zdjęć to takie luźne pogawędki. Czasem śmieszne, czasem skłaniające do głębszych przemyśleń. A zdjęcia prowokują uśmiech albo chwilę zastanowienia i refleksji. Bo przecież dotyczą rzeczywistości, w której żyjemy.

Na jednym z nich poznajemy pan Józefa, który jest takim typowym wędkarzem, łysiejącym panem koło 60-tki. Z brzuchem, czapką z daszkiem i w sportowej koszulce.

- Biorą? – pyta fotograf pana Józefa.

- A skąd, wszystkie się potopiły (rechot), a tak serio to czasem coś weźmie.
- A te ryby co pan złowi, to one nadają się w ogóle do jedzenia?
- A pewnie, że się nadają. Czemu by nie? Przecież w ziemi Wisła zamarza, to znaczy że woda jest na tyle czysta, czyli ryby też dobre do jedzenia. Ale teraz najchętniej to bym się na Bagry przeniósł, otworzył budkę z piwem i zgarniał kokosy…

Kolejne zdjęcie to portret pani Urszuli, która zajmuje się konserwacją ołtarza z bocznej nawy w kościele św. Józefa. Pulchna pani w średnim wieku uśmiecha się, patrząc wprost na obiektyw. Uwagę zwraca swoją płomienną rudą grzywką. Nie narzeka na pracochłonność swojego zajęcia:

- Gdyby ksiądz nie dał ogłoszenia z ambony i chłopaki nie zgłosili się do pomocy, to pewnie ze dwa lata by mi na tym zeszło. Na szczęście mam pomagierów, więc uwiniemy się, myślę, w 8-10 miesięcy.

Następną bohaterkę poznajemy na rynku na Starym Kleparzu. Pani Lucyna sprzedaje czosnek. Niby niczym się nie wyróżnia, ze swoimi siwymi włosami, ubrana w babcine ciuchy, a jednak jako jedyna ze swoich koleżanek miała odwagę stanąć przed obiektywem. Portret jest bardzo dosłowny: pani Lucyna pozuje razem z towarem, którym handluje na rynku,  z samochodem dostawczym w tle. Jak informują jej koleżanki, jest „do wzięcia”.

Mamy też ciekawe historie rodzinne. Najnowsze zdjęcie to portret pana Józefa i jego wnuka Wojtka. Mężczyźni wybrali się na wzgórze w okolice kościoła Redemptorystów. Dziadek opowiada wnukowi o tym, jak babcia mu uszyła koszulę ze spadochronu albo jak palił papierosy w jamach skał.

Na końcu pierwsza na blogu, a jedna z najciekawszych fotografii. Pan Marek tworzy figurki aniołów. Na zdjęciu prezentuje jednego z nich – dużego i przezroczystego, do postawienia choćby na stoliku w salonie. Rzemieślnik ubrany jest w szary polar, spodnie ze sztruksu i adidasy. Do tego włosy zebrane do tyłu i kilkudniowy zarost. Równie dobrze mógł tak wyglądać dziesięć lat temu. Natomiast zachęta do zakupu jego autorskiego anioła brzmi lepiej niż niejedna współczesna reklama: – Po weselu kwiatki zwiędną i nic ci nie zostaje, czasem warto mieć właśnie takiego anioła...

Tymoteusz zamierza swój projekt prowadzić przez rok. Jest on dla niego nie tylko formą uwiecznienia ludzi z Krakowa, ale też wyrażenia samego siebie. – Poprzez stronę chciałbym nauczyć się odwagi, a także zaufania do obcych,  przypadkowo spotkanych ludzi. Mam nadzieję, że dając głos niektórym z nich dowiem się czegoś więcej o samym sobie i o mieście, w którym żyję.

fot. ludziekrakowa.blogspot.com