Konserwacja ołtarza Wita Stwosza bez większych niespodzianek
Trwa konserwacja ołtarza Wita Stwosza w Bazylice Mariackiej, która ma się zakończyć w 2020 lub 2021 roku. Obecnie trwają prace przy zwieńczeniu ołtarza oraz na jego odwrociu.
We wrześniu 2015 roku rozpoczęły się prace konserwatorskie ołtarza Wita Stwosza w Bazylice Mariackiej. – Dzieło sztuki tej rangi dzieło wymaga prac konserwatorskich raz na kilkadziesiąt lat – mówił wówczas w rozmowie z LoveKraków.pl Maciej Wilamowski, dyrektor biura SKOZK. – Kompletną renowację przeprowadzono po II wojnie światowej, a następnie początkiem lat 90. Najwyższy czas, aby się temu przyjrzeć, ponieważ wiele rzeczy już wymaga naprawy.
Prace tylko minimalnie ograniczają użytkowanie obiektu, dlatego też jest on dostępny na potrzeby kultu religijnego i liturgii oraz turystów.
– Prace nie mogą przeszkadzać działalności zwykłej kościoła, czyli kultowi, ślubom czy mszom świętym. Chcemy pokazywać piękno tego ołtarza pomimo mających tutaj miejsce prac za ołtarzem – mówi ks. Dariusz Raś, proboszcz Bazyliki Mariackiej. – Studio znajdujące się za nim spełnia swoją funkcję i na tę chwilę wystarcza wykonawcy. Niektóre obiekty będą przebadane w innych miejscach metodami bardziej specjalistycznymi.
Do końca roku zwieńczenie
W tym roku prace są prowadzone przede wszystkim przy zwieńczeniu ołtarza Wita Stwosza. Górna część ołtarza jest zasłonięta, dlatego też nie widać prowadzonych prac.
– Zorganizowaliśmy platformy robocze, które nie są nawet rusztowaniami – przyznaje dr Jarosław Adamowicz, kierownik prac. – Znajdują się na nich stanowiska konserwatorskie z oświetleniem czy systemami zintegrowanymi. W tym roku planujemy zakończyć prace przy zwieńczeniu ołtarza oraz prowadzimy takie, których zupełnie nie widać. To konserwacja strukturalna całego odwrocia, czyli skrzydeł i szafy.
W kolejnych latach planowane są kolejne działania dotyczące nieruchomych skrzydeł ołtarza znajdujących się po lewej i prawej stronie, a na końcu skrzydeł ruchomych i środkowej części.
– Mamy nadzieję, ze nasze prace badawcze i konserwatorskie zostaną zakończone sukcesem po 5 czy 6 latach. Nie chcemy tych prac przyspieszać, ponieważ byłoby to z dużą szkodą dla samego obiektu. Łatwiej pracuje nam się w ciągu wieloletnim – przyznaje Adamowicz. – Robimy również rzeczy nietypowe, wykorzystywane we współczesnej konserwacji, czyli scanning 3D poszczególnych rzeźb, czyli metryczną dokumentację formy rzeźbiarskiej.
W ramach działalności konserwatorzy współpracują m.in. z Wojskową Akademią Techniczną, Akademią Górniczo-Hutniczą czy Instytutem Odlewnictwa.
Bez niespodzianek
Jak przyznaje dr Maria Rogusz, kierownik zespołu fizyków i chemików, podczas badań prowadzonych przy figurach, obeszło się bez niespodzianek. – Badania wykonujemy na wszystkich elementach architektury całego zwieńczenia. Nie było żadnych niespodzianek, czyli standardowe osiąganie wyników – mówi. – Wykorzystano również metody niestosowane na co dzień. Dzięki temu okazało się, ze elementy wymieniane w literaturze jako pochodzące z XIX wieku, były tak naprawdę neogotyckie.
Do samych badań wytypowano dwie figury – anioła i św. Stanisława. Pierwszą z nich ze względu na dobry stan zachowania, a drugą jako najbardziej zniszczoną.
– Porównamy wiadomości osiągane na podstawie innych badań z tym, co zobaczymy. Ewentualnie może zdecydujemy się na dodatkowe działania, czyli dobór innych elementów celem uzyskania odpowiedzi – mówi Maria Rogusz. – Czasami wykonujemy więcej badań i weryfikujemy wyniki na bieżąco.
„Musimy mieć szacunek dla późniejszych działań”
Stan zachowania rzeźb jest bardzo zróżnicowany. O sześciu dotychczas przebadanych rzeźbach można powiedzieć, że są gotyckie, natomiast nawarstwienia na nich pochodzą z różnych epok.
– Widać, że rzeźby wyszły spod różnych rąk, a niekoniecznie jest to czynnik wpływający na ich stan zachowania – przyznaje Iwona Martynowicz, konserwator dzieł sztuki. – Wpływa na to wiele różnych czynników. W obrębie zwieńczenia mamy różne figury, a naszym zadaniem jest tak, aby stanowiły całość.
Jarosław Adamowicz stwierdza, że obecne prace muszą być prowadzone z szacunkiem dla późniejszych konserwatorskich działań. – Musimy rozważać, które obszary z XVII-wiecznych czy XVIII-wiecznych pozostawiamy, a jakie dokładamy tylko po to, aby zabezpieczyć i eksponować na miarę XXI wieku. Ktoś, kto zajmie się konserwacją po nas, zawsze może mieć lepsze narzędzia i dostrzec warstwy niewidoczne dzisiaj dla nas. Jeśli twierdzimy, że w jakimś miejscu czegoś nie ma, w przyszłości może się okazać, ze jednak coś tam się znajduje. Mam nadzieję, że zostawiamy coś następnym pokoleniom.