„Kościół powinien być pełen Rysiów”. Łódź pożegnała po 8 latach swojego Kardynała

W wypełnionej po brzegi archikatedrze św. Stanisława Kostki dziękowano za osiem lat posługi kard. Grzegorza Rysia: pasterza, który zamiast murów wybierał drogę, zamiast dystansu – rozmowę, a zamiast struktur – ludzi.

Reportaż jest próbą uchwycenia, jak ta droga zmieniła „kościół na peryferiach wiary” w mieście włókniarzy i blokowisk. 

Miasto w drodze

Tramwaje nie dojeżdżały. Z Piotrkowskiej Centrum do placu Katedralnego było dokładnie 1,4 kilometra – dystans, który w mroźny grudniowy poranek urósł do symbolu. Szli starsi z torbami, młodzi z plecakami, rodziny z dziećmi. Szli szybko, bo 13 grudnia o 11.00 w archikatedrze św. Stanisława Kostki miała się zacząć eucharystia dziękczynna za osiem lat posługi kard. Grzegorza Rysia. Zaprosił sam, listem do diecezjan z 7 grudnia. Katedra wypełniła się po brzegi.

Archidiecezja łódzka to 28 dekanatów, 219 parafii, 738 księży, 419 sióstr zakonnych i 67 alumnów. Wierni stanowią 87,3 proc. ogółu, choć Narodowy Spis Powszechny pokazuje, że w samej Łodzi mniej niż jedna trzecia mieszkańców deklaruje katolicyzm. Ten poranek wyglądał jednak jak miasto, które przyszło – nie liczbami, a krokami.

Spieszący się wierni, chcący pożegnać kard. Rysia
Spieszący się wierni, chcący pożegnać kard. Rysia
LoveKraków.pl

Głos wspólnoty

Msza miała rytm spotkania. Śpiew 150 uczestników warsztatów Stella Maris, które w weekend odbywały się w Łodzi, unosił się pod sklepieniem, a przed „Baranku Boży” zapadła dłuższa chwila pokoju. Przekazywany z rąk do rąk, bez pośpiechu. W ławkach obok siebie przedstawiciele różnych wyznań chrześcijańskich.

Na koniec podziękowania. Nie bez znaczenia była kolejność przemówień. Najpierw głos zabrali wierni. Mówili o Kościele jako stylu życia Ewangelią, o uśmiechu, który rozbraja napięcie, o prawdzie, która nie boi się rozmowy. O murach, których Ewangelia nie zna. O przestrzeni dla tych, których dziś w Kościele nie ma, i dla tych, którzy idą do niego powoli i nieśmiało. O wierze w świeckich. O bezsilności i wdzięczności. O drodze, która jest wspólna. I o błogosławieństwie – darze na krakowski odcinek posłuszeństwa.

Prezent od wiernych dla Kardynała
Prezent od wiernych dla Kardynała
LoveKraków.pl

Potem mówił biskup Piotr Kleszcz. A kardynał słuchał. – Zawsze osobiście traktowałeś każdego człowieka, który stawał na twojej drodze. I nic dziwnego, że w naszej archidiecezji zamiast tytułu „księże kardynale” można było słyszeć „ojcze”. (...)Osiem lat temu Kraków dał Łodzi najlepszego biskupa pomocniczego, a dziś Łódź daje do Krakowa najlepszego kardynała. 

I oklaski zdawały się nie mieć końca. 

Obraz i epitafium

W podziękowaniu kard. Grzegorz otrzymał obraz biskupa Wincentego Tymienieckiego, budowniczego i proboszcza katedry, pierwszego biskupa łódzkiego.

W Krakowie jest taki zwyczaj, że biskup diecezjalny zostawia w katedrze Wawelskiej prezent. Zwykle jest to kielich mszalny. To tradycja, która trwa już nieco ponad sześć wieków.  

– Pomyślałem, że nie dam katedrze łódzkiej kielicha, bo nie znalazłbym piękniejszego niż ten, w którym dane mi było zawsze odprawiać eucharystię. Postanowiłem zostawić na pamiątkę tablicę, która wspomina księdza arcybiskupa Władysława Ziółka. To jest trzy czwarte historii łódzkiej diecezji – mówił. 

– To byłby poważne uchybienie, gdybym po sobie tego nie zostawił. 

Odsłonięcie epitafium abp. Władysława Ziółka, które ufundował kard. G. Ryś
Odsłonięcie epitafium abp. Władysława Ziółka, które ufundował kard. G. Ryś
Archidiecezja Łódzka

Po błogosławieństwie i ostatnim ucałowaniu ołtarza administrator apostolski odsłonił epitafium abp. Władysława Ziółka, piątego biskupa diecezji i pierwszego metropolity łódzkiego. Kamień w absydzie dołączył do pamięci miasta. 

Hala bez podziałów

Po mszy wszystkich uczestników nabożeństwa, bez wyjątku, kardynał zaprosił do hali sportowej Wyższego Seminarium Duchownego. Zimno szczypało w policzki, więc gorący posiłek był ratunkiem. A był obfity. Przy stołach – wszyscy. Bez etykiet: świecki–duchowny. Kardynał nie jadł. Stał przy wyjściu, rozmawiał, słuchał, dziękował. Kolejka ludzi, którzy chcieli mu podziękować nie miała końca.

Obiad po mszy dziękczynnej w hali sportowej Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi
Obiad po mszy dziękczynnej w hali sportowej Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi
LoveKraków.pl

Bałuty mówią

Na Bałutach cegła pamięta robotnicze poranki. Teresa, 70-letnia emerytowana katechetka, poprawia szalik: – Kościół powinien być „pełen Rysiów”. Przeżyłam kilku biskupów, ale pierwszy raz widziałam, że Kościół jest piękny, gdy wyzbywa się ambicji i służy. Gdyby było więcej takich księży, katecheza wyglądałaby inaczej.

Józef, 67 lat, całe życie w tej dzielnicy: – Ja Kościoła się kiedyś bałem. A tu nagle ktoś przyszedł i nie krzyczał. Pytał. To zmienia spojrzenie.

Helena, była szwaczka z sąsiedniej klatki, dodaje półgłosem: – Jak odprawiał Wszystkich Świętych na cmentarzu dla zapomnianych, to pierwszy raz poczułam, że ktoś nas widzi.

Piotrkowska Centrum
Piotrkowska Centrum
LoveKraków.pl

W dżinsach i bordowej kurtce stoi 37-Julian. Nie chce, by robić mu zdjęć. Ale chętnie dzieli się swoją historią, tym jak poznał kardynała Grzegorza. 

– To było pięć lat temu. Z dnia na dzień zostałem bez pracy. Żona na zwolnieniu. Dwójka dzieci, jedno z mukowiscydozą, trzecie w drodze. Nie jestem specjalnie wierzący. Ale tego dnia nie miałem gdzie pójść, bałem się przyznać Agacie - żonie, że zostałem bez pracy. Wszedłem do katedry. W głowie kłębiło się wiele myśli. I siedziałem i myślałem. Nie wiem, czy aż tak nieciekawie wyglądałem, czy o coś innego, ale podszedł do mnie ksiądz. Zapytał, czy nie potrzebuję pomocy. I tak od słowa do słowa, powiedziałem o wszystkim – opowiada.

Nieznany mu ksiądz, którym później okazał się biskup Ryś z Krakowa, zaproponował pomoc, w razie, gdyby Julian miał problem ze znalezieniem pracy, czy potrzebował porozmawiać. – Powiedział przez kogo mogę się z nim skontaktować – dodaje mężczyzna, który podjął pracę jako spawacz.   

Ci, których zwykle nie słychać

Kardynał Ryś był tam, gdzie bieda nie ma adresu: Światowy Dzień Ubogiego, wspólne posiłki z bezdomnymi, wielkanocne śniadania. Msza na cmentarzu ubogich. 

– Nie czuję się dodatkiem – mówi Marek, poruszający się na wózku. – Tu nie muszę się tłumaczyć z tempa. Kościół zwolnił do mojego kroku.

I dodaje, że niesamowitym doświadczeniem, jakie zostanie mu w pamięci było wspólne robienie kanapek z kard. Rysiem, podczas jednych z rekolekcji dla osób z niepełnosprawnościami i wolontariuszy.

Ekumenia w praktyce

Ekumeniczna Szkoła Biblijna (2019), pielgrzymka do Ziemi Świętej z Radą Ekumeniczną, Droga Światła od 2018 roku, wznowiona Droga Krzyżowa, Dzień Judaizmu z Gminą Wyznaniową Żydowską, pierwszy ekumeniczny Orszak Trzech Króli z biskupami Kościołów ewangelickich. To nie były gesty – to były spotkania zainicjowane przez kardynała Grzegorza Rysia.

W nabożeństwie wzięli udział przedstawiciele różnych wyznań
W nabożeństwie wzięli udział przedstawiciele różnych wyznań
Archidiecezja Łódzka

Stanisław, organista z Widzewa: – Przyjazd z Krakowa odwrócił porządek. Nagle ważniejszy był człowiek niż forma. I sprawiło, że znów kościół u nas zaczyna żyć. 

Ks. Adam, wyświęcony w 2011 roku, zapytany o to jakie skojarzenia przychodzą mu na myśl o kardynale, odpowiada: – Myślę „ojciec”. I to wystarcza.

W ostatnich słowach do diecezjan, kardynał Ryś apelował: – Nie wierzcie nikomu, kto wam mówi, że jesteście trudnym kościołem. To jest bzdura. 

Młodzi na końcu kolejki

– Nie lubię patosu – mówi Ola, studentka. – Tu było normalnie.
– Wreszcie ktoś, kto słucha – dodaje Kuba. – I nie ucieka w slogany.

Kiedy katedra pustoszała, miasto wracało tą samą drogą. 1,4 kilometra, które tego dnia było krótsze. Bo Kościół, jak mówili, nie odchodzi. Zostaje w stylu „Rysia”.

Kolejka, by pożegnać się z Kardynałem zdawała się nie mieć końca
Kolejka, by pożegnać się z Kardynałem zdawała się nie mieć końca
LoveKraków.pl