Kraków i mniej alkoholu – czy jest to możliwe?
Ogólne przepisy prawne są nieskuteczne, tok prawodawczy blokuje radnych, a liczba udzielonych zezwoleń sięga górnych limitów. Sprzedaż alkoholu to częsty temat debat mieszkańców miasta i ogromny problem społeczny. Urzędnicy chcą ograniczyć liczbę zezwoleń na sprzedaż alkoholu z 2500 do 2350. Czy ich redukcja przyniesie realne zmiany?
– W praktyce przepisy ustawy w dużym zakresie nie przystają do obecnych czasów – mówi Tomasz Popiołek, dyrektor Wydziału Spraw Administracyjnych Urzędu Miasta Krakowa. Mowa o ustawie z 26 października 1982 roku o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Przykładowo, aby uzyskać zezwolenie potrzebny jest tytuł prawny, zgoda właściciela użytkownika, administratora budynku (tylko budynków mieszkalnych) oraz pozwolenie sanepidu. Co ciekawe, głos mieszkańców w sprawie powstających punktów alkoholowych zupełnie się nie liczy, bowiem kwestie prawne definiują osobno zezwolenie, a osobno koncesję. Popiołek wskazuje na bezradność urzędników wobec powstających swobodnie punktów ze względu na zawiłości prawne. Jak się okazuje, prawo alkoholowe zdaje się rozpijać obywateli.
Pijany Kraków
W tej chwili udzielono około 2300 licencji. Jak wynika ze statystyk, jesteśmy drugim miastem co do liczby możliwych zezwoleń. Przykładowo w Katowicach ów limit zamyka się w liczbie 1300, w Kielcach 700, w Gdańsku to 1300. Przoduje Warszawa z liczbą 5540 zezwoleń. Wbrew pozorom liczba ta nie przekłada się na upadek moralny mieszkańców. Słupki wskazują, że na jeden sklep z alkoholem przypada 303 mieszkańców, co w zestawieniu z innymi miastami nie daje ogromnej różnicy (w stolicy to 310 osób na punkt). – Media kształtują obraz Krakowa jako miasta, w którym panuje pijaństwo ze względu na takie statystyki, lecz wystarczy spojrzeć na liczbę mieszkańców, a okaże się, że nie wybijamy się ze średniej innych miast – ocenia Tomasz Popiołek.
Kraków cechuje duża liczba lokali w centrum. W samej Dzielnicy I Stare Miasto funkcjonuje ich 748. W całym mieście natomiast działa 1100 punktów gastronomicznych. Problematyczna może być liczba napływających turystów korzystających z atrakcji miasta (w roku 2013 było ich aż 9 milionów). Alkohol w połączeniu z hałaśliwymi klubami oraz klientami podlega karze, ale udowodnienie winy, jak przyznaje Popiołek, jest trudne. Co więcej, rośnie liczba całodobowych sklepów monopolowych, których to rozrost ułatwia słabo zaostrzona ustawa. – Można ograniczyć godzinowo sprzedaż alkoholu, ale rada miasta nie może zmienić prawa, jest to możliwe jedynie w trybie ustawowym – komentuje Popiołek. Podjęte próby ograniczenia czasowego, chociażby w Wałbrzychu, zostały uchylone przez sądy ze względu na brak podstaw prawnych.
Średnio około 30 spraw powiązanych z hałaśliwą działalnością monopolów rocznie trafia do Urzędu Miasta Krakowa. Funkcjonariusze na podstawie skarg mieszkańców wytypowali 60 najbardziej uciążliwych lokali i jak zapewnia Popiołek, ich działaniem zajmują się odpowiednie służby. Choć kontrole z zeszłego roku przyniosły 18 zabranych zezwoleń, to na większą skalę prawo nie sprawdza się w praktyce – kara grzywny za sprzedaż osobie nietrzeźwej to suma rzędu paru set lub paru tysięcy złotych. To żaden wydatek dla przedsiębiorcy. Ponadto, na miejsce zlikwidowanych punktów często powstają następne placówki zakładane przez osoby bliskie przedsiębiorcy, który właśnie stracił zezwolenie – komentuje Tomasz Popiołek. Do 31 maja można zgłaszać uwagi na temat planowanej zmiany uchwały.