Kraków na ekranach
Trwa społeczna dyskusja nad przyszłością miasta. 25 maja w referendum usłyszymy głos jego mieszkańców. Prócz pytań o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich, budowę metra i rozwinięcie ścieżek rowerowych pojawi się sprawa założenia systemu kamer. – Mówimy o około 400 kamerach, przy czym koszt pojedynczej wynosi do 20 tysięcy złotych – komentuje Grzegorz Stawowy, przewodniczący klubu radnych PO Rady Miasta Krakowa. Z systemem wiązałoby się stworzenie nowego centrum zarządzania kryzysowego. Według wstępnych szacunków, budowa tego systemu to koszt rzędu 30-40 mln złotych.
– Monitoring jest wyśmienitym narzędziem do zwalczania przestępstw. Doświadczenia krakowskiej policji potwierdzają jego skuteczność. Często korzystamy z monitoringu kamer osiedlowych i sklepowych – informuje Wadim Dyba, były komendant krakowskiej policji. Według funkcjonariusza obecny system wizyjny jest niewystarczający. – Korzystamy z 69 kamer, w tym 28, które działają na Starym Mieście. To system kupiony w 2001 roku, już przestarzały. Kamer jest po prostu za mało – ocenia Dyba.
Monitoring nie do końca skuteczny
Radny PiS Krzysztof Durek podchodzi do pomysłu monitoringu wizyjnego sceptycznie. – Owszem, system jest skuteczny, ale jego zakup nie rozwiąże problemów natychmiastowo. Monitoring działa prewencyjnie, ale każdy widział przestępstwa zarejestrowane okiem kamery. Sprawcy wiedzieli o monitoringu, pomimo tego popełnili zabroniony czyn. To prewencja, jednak częściowo ograniczona – argumentuje Durek. Zdaniem działacza, system nie powinien zostać zbudowany natychmiastowo. – Monitoring wizyjny powinno się tworzyć powoli, bowiem w innym wypadku dojdzie do komplikacji w jego użytkowaniu, nie wspominając o kosztach. Przykładowo, parę lat temu wystartował system AFIS, służący do szybkiej identyfikacji sprawców przy pomocy linii papilarnych. Kosztochłonna operacja zakończyła się medialną klapą. Obecnie system działa, ale jego skuteczność to zaledwie parę procent wydajności zakładanej na początku. A koszty pozostają takie same – podaje Krzysztof Durek.
Z wdrażaniem nowych systemów należy uważać. Nie ma rozwiązań prawnych, które mówiłyby, w jaki sposób zabezpieczać i przechowywać materiały z monitoringu wizyjnego. Krzysztof Durek sugeruje, aby ustawiać kamery w miejscach najbardziej narażonych. W przypadku wprowadzenia systemu monitoringu w krótkim czasie może braknąć patroli policyjnych, które podejmowałyby interwencje dotyczące zdarzeń zarejestrowanych za pomocą kamer. – Metoda jednorazowej inwestycji jest nieskuteczna. Monitoring nie zmieni wszystkiego – oznajmia radny. Oczy kamery skierowane na każdy punkt miasta często budzą skojarzenia z orwellowską rzeczywistością. Lęk przed inwigilacją to częsty argument przeciw takiemu rozwiązaniu. Wadim Dyba podkreśla jednak, że podczas jego ośmioletniej pracy w policji nie spotkał się z ani jedną skargą dotyczącą naruszenia prywatności przez kamery.
Nowe centrum zarządzania kryzysowego?
Jerzy Woźniakiewicz, przewodniczący miejskiej komisji praworządności, poznał systemy monitoringu we Wrocławiu i Warszawie, odznaczające się dobrą koordynacją i współpracą wszystkich służb mundurowych oraz ratowniczych. Zdaniem Woźniakiewicza, potrzebne jest zintegrowane centrum odglądu i dowodzenia, w którym współpracować będą ze sobą służby, tak jak we wspomnianych miastach. Istniejące Centrum Zarządzania Kryzysowego przy ul. Strzelców ma niewystarczającą powierzchnię, aby koordynować działania służb w przypadku dużych wydarzeń, jak zbliżające się Światowe Dni Młodzieży.
Radny Durek proponuje wykorzystanie lokali przy stadionie miejskim na ul. Reymonta do stworzenia takiego centrum. Pomimo krytyki systemu przyznaje, że oko kamery jest sprawiedliwe. – Nie ma zamiatania pod dywan. Niezależnie, kto popełni przestępstwo - sędzia, prokurator czy policjant - wszyscy poniosą konsekwencje swoich czynów – mówi działacz. Radni wiążą z monitoringiem szansę na bezpieczniejsze miasto. Czy mieszkańcy zaufają im równie mocno?