Krakowianie się nie boją, a prezydent Majchrowski zastanawia się nad monitoringiem
Prezydent Majchrowski wciąż nie jest przekonany, czy w mieście należy rozwijać monitoring wizyjny. Dał temu wyraz otwierając poniedziałkową konferencję poświęconą właśnie zagadnieniu rozbudowy systemu kamer w Krakowie. Urząd miasta podał również dane badań, z których wynika, że krakowianie nie są zastraszeni.
– Jest kwestia na ile monitoring jest potrzebny i czemu ma służyć. Czy idziemy w kierunku Wielkiego Brata czy ochrony danych osobowych, poczucia bezpieczeństwa i obywatelskiego poszanowania jednostki? – zastanawiał się prezydent Krakowa.
Ważne są też pieniądze
Cały czas powtarzane jest, że nowoczesny system to ogromne koszty. Politycy PO wstępnie oszacowali, że miasto musiałoby wydać na budowę centrum monitoringu około 30 milionów złotych. – To olbrzymie koszty zainstalowania i obsługi systemu, co nie jest bez znaczenia dla miasta. A warto zwrócić uwagę, że w różnych częściach Krakowa mamy około 1000 kamer – stwierdził Majchrowski, wymieniając te należące do MPK, ZIKiT oraz banków i hipermarketów.
Równie istotną sprawą jest poprawianie bezpieczeństwa. – Nie wiemy, czy monitoring jest naprawdę potrzebny, bo według badań przeprowadzonych w Anglii kamery nie powodują zwiększenia bezpieczeństwa. Mam świadomość, że nakłada się na to populizm niektórych mediów, ale wyniki konferencji wyznaczą nam też kierunek działań – powiedział prezydent. – Jeśli odpowiedź będzie jednoznacznie twierdząca, będzie tak, jak w piosence Wojciecha Młynarskiego: "Nic, że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny!". Jeśli nie, zastanowimy się, czy w ogóle instalować taki system.
Nad takimi i podobnymi pytaniami przez kilka godzin zastanawiali się nie tylko uczeni (m.in. prof. Janina Czapska z UJ czy prof. inż. Andrzej Dziech z AGH), ale też praktycy: policjanci, strażnicy miejscy i przedstawiciele miast, gdzie monitoring jest bardziej rozbudowany niż w Krakowie.
Krakowianie czują się bezpieczni?
Tymczasem z badań przeprowadzonych na zlecenie miasta wynika po pierwsze, że bezpieczeństwo jest dopiero na trzecim miejscu wśród problemów, z jakimi mierzą się krakowianie – po infrastrukturze i transporcie oraz ochronie środowiska.
Po drugie badania pokazują, iż 22,2% pytanych stwierdziło, że Kraków jest miastem niebezpiecznym. Podobny odsetek odpowiedział negatywnie na pytanie, czy czuje się bezpiecznie w swojej dzielnicy. Natomiast zdecydowana większość, bo ponad 69% respondentów, nie boi się spacerować wokół miejsca zamieszkania po zmroku. W ciągu dnia odsetek „nieustraszonych” wzrasta do 93,7%.
Indeks strachu
Pytania miały również na celu zbadanie, czy krakowianie odczuwają strach, że spotka ich coś złego. I tak najwyższy poziom strachu występuje u badanych między 35 a 44 rokiem życia – to w sumie 66% zapytanych w tej grupie wiekowej (warto jednak dodać, że wysoki indeks jest zaledwie u 3% badanych). Ogólnie: 55,9% czuje średni strach przed przestępczością, a 41,5% niski.
Osoby odpowiedzialne za kwestionariusz sprawdziły również jaki jest stosunek do służb zapewniających bezpieczeństwo i porządek. Na pytanie, czy można liczyć na policję w chwili zagrożenia, 52,1% pytanych odpowiedziało, że "zdecydowanie" lub "raczej tak". 23% jest innego zdania. Na straż miejską liczy zaś 31,4% zapytanych.